Wczorajsza sesja w USA raczej nie pomoże naszym bykom. Spadek indeksów o
prawie 2 proc. to wprawdzie nie dramat, ale pamiętajmy, że jest to
pogłębienie przeceny z ostatniego piątku. Możne więc podejrzewać, że
notowania na naszym rynku zaczną się w najlepszym razie od poziomu
wczorajszego zamknięcia. Dziś wprawdzie rynki azjatyckie zaliczyły kolejny
spadek, a indeks w Szanghaju zszedł pod poziom 3000 pkt. to jednak
kontrakty w USA nie nitują przeceny. Rynek terminowy w USA jest na
niewielkim plusie.
Co się wczoraj wydarzyło takiego, że indeksy za oceanem zleciały? W sumie
nic poważnego. Serwisy mówią o wzroście ceny ropy. Tak, ta wczoraj
faktycznie zyskała. Nie doszła do poziomu szczytu z poniedziałku, ale jest
wystarczająco wysoko, by straszyć i wystarczająco wysoko, by umożliwić
oczekiwanie dalszej zwyżki ceny surowca. Wyższa cena ropy to oczywiście
problem, więc taki scenariusz rynkom akcji nie służy. Czy ropa odpowiada
za wszystko? Wątpliwe. Pogorszenie nastrojów na rynkach akcji mamy na
całym świecie. Powoli dociera do inwestorów myśl, że to, z czym mieliśmy
do czynienia w ostatnich miesiącach to jedynie korekta wcześniejszej
przeceny. Tak to przynajmniej wygląda u nas. Wczoraj zostały wyznaczone
nowe minima części indeksów. Zabawnie to wygląda: mamy minima na indeksie
spółek dużych, minima na indeksie spółek średnich oraz indeksie spółek
małych. Tymczasem nie ma minimów na szerokim indeksie wszystkich spółek z
rynku podstawowego. Błąd? Nie, to wynika z różnicy kalkulacji tych
indeksów.
Wróćmy za ocean. Wczoraj opublikowany został raport o stanie gospodarki
sporządzony przez rezerwę federalną. Beżowa Księga, bo taką ten raport
nosi nazwę, swoja treścią nie jest zaskakujący. Aktywność gospodarcza
słabnie. Jedynymi sektorami, gdzie widać wzrost aktywności są sektory
energetyczny i rolnictwo, co raczej nie dziwi biorąc pod uwagę wzrost cen
żywności i energii. Rynek pracy także słabnie, a co najwyżej nie zmienia
się. Detaliści sygnalizują wzrost cen, lub plany ich podwyżek. To uznano
za nowość. Wcześniej mówiło się o przerzucaniu wyższych kosztów na sieci
detaliczne, ale na detalistach wzrost cen wyhamowywał. Teraz fala wzrostu
cen dosięga konsumentów, co zapewne będzie miało wkrótce swoje
odzwierciedlenie w wielkości inflacji. Wyższe ceny i trudniej dostępny
kredyt (we wszystkich regionach) sprawiają, że sprzedawać będzie trudniej.