Wczorajsze notowania w Stanach zakończyły się niewielkim wzrostem wartości
indeksów. Wzrost niby powinien cieszyć posiadaczy długich pozycji, ale
pewnie nie wszyscy są w dobrych humorach. Co z tego, że średnia
przemysłowa zyskała wczoraj ponad 50 pkt., skoro wcześniej wzrosła o 200
pkt.? Skok cen o 200 pkt. to już coś, a tak mamy za sobą jedynie marne
odbicie.
Zdaniem części serwisów za wzrost cen odpowiadają dobre dane o dynamice
sprzedaży detalicznej. No, przynajmniej lepsze od prognoz. Trzeba
pamiętać, że są to dane nominalne, a nie realne, a więc na razie nie
wiadomo w pełni ile za tym wzrostem stoi faktycznego popytu na towary, a
ile zwyżki cen tych towarów. Przypomnijmy ostatnią Beżową Księgę i
stwierdzenie, że coraz częściej wzrost cen u producentów i hurtowników
jest przerzucany na ostatecznego konsumenta. W tej chwili nie wiadomo, jak
mocno te procesy już zachodzą. W kontekście lepszych danych o sprzedaży
nie można zapominać o rabacie podatkowym. O ile, trudno oczekiwać po tym
programie cudów, to jednak pewien ruch w konsumpcji może być widoczny.
Niektórzy analitycy sugerują, że część gospodarstw domowych dokonała
pewnych zakupów już z myślą o spodziewanym czeku z IRS. Być może, choć w
tej chwili to tylko spekulacje. Lepsze od prognoz dane wpływają na
oczekiwania co do dynamiki konsumpcji w II kw. 2008 roku. W trakcie
wczorajszej publikacji podano także zrewidowane dane dotyczące poprzednich
miesięcy. Rewizja była pozytywna, co sprawia, że obecna prognoza
ostatecznej dynamiki PKB w I kw. wynosi 1,1 proc.
Dziś będziemy mogli się przekonać, czy ostrzeżenia wynikające z Beżowej
Księgi znajdują już odzwierciedlenie w rzeczywistości. Pojawi się bowiem
wartość inflacji w USA. Zanim to jednak nastąpi poznamy inflację w Polsce.
Oczekuje się, że będzie ona wynosiła 4,3 proc. Inflacja w Stanach
mierzona wskaźnikiem CPI ma wynieść 0,5 proc., a nie licząc zmian cen
energii i żywności wzrost ma wynieść 0,2 proc. Te dwie publikacje będą
dziś dla nas najważniejsze i one mają szansę ustawić końcówkę notowań.
Wczorajsze odbicie to miłe dla byków wydarzenie, ale nie na tyle ważne, by
miało zmienić ich sytuację. Nadal całkiem realna jest groźba powiększenia
spadku, a więc i strat byczej strony rynku. Dane mogą przesądzić o tym,
czy to powiększenie spadku będzie miało miejsce już dziś, czy później.