Kolejny nudny dzień za nami. Przyznam, że po takich sesjach jak
wczorajsza, zastanawiam się, czy w ogóle pisać komentarz poranny. Indeksy
w USA zmieniają się o ułamki procenta, a więc nie będzie to miało
większego znaczenia. Takie zmiany sprawiają, że serwisy na siłę budują
pomysły, co wpłynęło na taką, a nie inną zmianę. Sytuacja staj się czasem
komiczna. Czy tak trudno zaakceptować, że nie każdego dnia chce się
handlować? Czy naprawdę każdy ruch musi mieć racjonalne wytłumaczenie>
Czasem po prostu fakty przylepia się do wykresów. Skoro średnia
przemysłowa wczoraj zyskała to uwypukla się spółki paliwowe i mówi o
wzroście ceny ropy. Czyby indeks wczoraj stracił, to także mówiłoby się o
wzroście ceny ropy, ale już w kontekście negatywnym. Swoją drogą mamy
zabawną sytuację. Wczoraj nasze serwisy podawały, że za wzrostem ceny ropy
stoi podpisanie umowy między Polską, a USA, o budowie tarczy
antyrakietowej. W samym USA wzrost ceny ropy tłumaczy się konfliktem
gruzińskim. Wygląda na to, że my bardzo chcemy, by świat przejmował się
naszymi sprawami.
Na naszym rynku mamy za sobą dwie słabsze pod względem aktywności i
zmienności sesje. Można mieć tylko nadzieję, że ostatnia sesja tego
tygodnia będzie ciekawsza. Różnie jednak z tą nadzieją bywa. Trzeba też
zauważyć, że na dziś nie ma w planie jakiś szczególnie ważnych publikacji.
Z jednej strony może to być pokusa dla której ze stron, by rozegrać dzień
wg własnego scenariusza, ale z drugiej takie "puste" dni to raczej dni
marazmu i wyczekiwania. W USA nie ma w planie żadnych danych makro, ale za
to na 16:00 zaplanowane jest wystąpienie szefa rezerwy federalnej, Bena
Bernanke. Dla nas to już będzie koniec sesji, a więc i tu wpływ na
notowania będzie prawdopodobnie ograniczony.