No cóż, czyją matką jest nadzieja? Miało być dziś lepiej niż wczoraj.

Rozpiętość wahań miała być większa, większy miał być obrót i aktywność

graczy. Taka przynajmniej była nadzieja. Zamiast tego mamy powtórkę

wczorajszego truchtu w miejscu. Jest o tyle ciekawiej, że przy zmianie cen

widać jakieś godne uwagi wartości. Maren to jednak pocieszenie, gdyż całą

sesję trzeba było walczyć z narastającym ciężarem powiek. Czy jutro będzie

lepiej? Oby. Nadzieja umiera ostatnia. U 66-67