Zamknięcie wczorajszej sesji w Stanach z pewnością ucieszyło posiadaczy
długich pozycji. Wprawdzie nie był to wielki wzrost wartości amerykańskich
indeksów, ale jednak był to wzrost, co mogłoby być wsparciem dla nas.
Pewnie będzie, ale nie za wielkim. Po pierwsze, skala wczorajszej zwyżki
za oceanem nie była duża, a po drugie, już teraz widać minusy przy zmianie
cen tamtejszych kontraktów indeksowych. Start na plusie? Czemu nie, ale to
jeszcze nie będzie zmiana nastrojów. Wczorajsza przecena na naszym
parkiecie nie była znaczna, ale była wywołana impulsem podaży. By ją
zanegować ceny musiałby wzrosnąć ponad wczorajsze maksima. Nie zanosi się
na to.
Wczoraj bykom pomogła informacja o dynamice zamówień na dobra trwałego
użytku. Okazało się, że zamiast spodziewanego spadku mieliśmy do czynienia
ze wzrostem wielkości zamówień. Tak w podejściu szerokim, jak i po
odliczeniu zamówień na środki transportu, a w szczególności dotyczy to
samolotów, których jednostkowa duża wartość sprawia, że wielkość zamówień
poddanej się sporym wahaniom. Mamy zatem nieco lepsze dane, co dla
optymistów jest sygnałem, że gospodarka jeszcze nie pada. Faktycznie
wzrost zamówień na dobra trwałego użytku, mogą sygnalizować, że wydatki
inwestycyjne nie są hamowane. Trzeba jednak pamiętać, że jest wielce
prawdopodobne, że sporą część tych zamówień amerykańskie przedsiębiorstwa
zawdzięczają podmiotom zza granicy. Teraz jest to powód do zadowolenia i
pewnie będzie miał odbicie w wielkości deficytu w bilansie handlowym.
Niestety gospodarka globalna także zwalnia. Ostatnie prognozy dla strefy
euro są coraz mniej pomyślne, a więc czynnik popytu zewnętrznego będzie
mniej znaczący.