Niespełna 30 USD dzieliło ją wczoraj po południu od rekordu z grudnia zeszłego roku wynoszącego 1431,25 USD za uncję.
Niepokój był również odczuwalny na rynku naftowym.
Libia jest przecież posiadaczem największych złóż naftowych w Afryce. Cena ropy Brent w Londynie przekroczyła poziom 105 USD za baryłkę w kontraktach na kwiecień. Baryłka ropy WTI zdrożała natomiast w Nowym Jorku o ponad 4 proc., najbardziej od trzech tygodni, do blisko 93 USD za baryłkę.
– Ceny mocno się wahają wraz z napływem kolejnych wiadomości. Jeśli zostaną obalone takie przyjazne Zachodowi rządy, jak ten w Jordanii czy Bahrajnie, ryzyko wzrostu cen ropy WTI do poziomu powyżej 100 USD za baryłkę nie będzie już tak mało prawdopodobne, jak wydawało się jeszcze kilka dni temu – twierdzi Mike Fitzpatrick, analityk z nowojorskiej firmy Energy Overview.
Na ceny ropy może wpłynąć również jutrzejsze posiedzenie Organizacji Państw Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) w saudyjskim Rijadzie. Będzie ono poświęcone głównie sytuacji na rynku w kontekście zamieszek przetaczających się przez Bliski Wschód.
Rewolta w Libii przyczyniła się wczoraj również do umiarkowanych zniżek na europejskich giełdach. Spadały kursy akcji firm naftowych zaangażowanych w Libii (ale nie wszystkich – kurs BP lekko rósł po południu w Londynie). Papiery włoskiego koncernu paliwowego Eni traciły na giełdzie w Mediolanie ponad 5 proc. Akcje austriackiego OMV spadały w Wiedniu o blisko 5,5 proc.
Niektóre zachodnie koncerny paliwowe (BP, Shell, BASF Wintershall, OMV) ewakuowały z Libii swoich pracowników lub zapowiedziały taką operację. BP?zapowiada, że nie wycofuje się z Libii na dłużej.