Zacznę od przypomnienia wykresu indeksu S&P500, gdzie zaznaczone są dwie podobne do obecnej sytuacje (Wykres_1). Strzałkami zaznaczyłem miejsca, które moim zdaniem odpowiadają aktualnej sytuacji w pewnym rytmie, jaki na wykresie jest widoczny. Jak widać, zakładam, że znajdujemy się w końcowej fazie zwyżki, po której ma przyjść spadek cen. Pojawia się pytanie o wielkość tego spadku.
W pierwszym wypadku (strzałka po lewej stronie wykresu), czyli na początku 2010 roku przecena zatrzymała się wyraźnie nad poprzednim dołkiem. Dla pięćsetki w tej chwili analogicznym dołkiem jest minimum z 4 czerwca. Zatem ta wersja zakłada, że spadek nie sprowadzi indeksu poniżej minimum z początku czerwca. Jednak mamy jeszcze drugą wersję (ubiegłoroczną). Tu już przecena była na tle głęboka, że indeks ledwie wybronił się przed spadkiem po poprzedni dołek. Jak więc będzie tym razem?