Sytuacja jest mało klarowna. Można odnieść wrażenie, że rynek znalazł poziom równowagi. Na razie do wysiłków byków podchodzimy z dystansem. Byki mają swoje argumenty, ale musi za tym pójść kapitał.

Wczorajsze polskie dane makro nie okazały się pocieszające. Sprzedaż detaliczna w październiku wzrosła o 0,8 proc. rok do roku. To kiepski wynik, choć minimalnie lepiej niż oczekiwano (0,6 proc.). Rozczarowała produkcja przemysłowa. Oczekiwano spadku tempa wzrostu z 4,1 proc. do 3,2 proc., a tymczasem w październiku zanotowano wzrost o 2,4 proc. Słaba sprzedaż i gasnąca aktywność przemysłu będą dopingowały gołębi do podjęcia decyzji o obniżeniu stóp procentowych. Uczestnicy rynku już kalkulują, że wiosną przyszłego roku dojdzie do obniżki. Byłoby to tym łatwiejsze, gdyby EBC zdecydował się na zwiększenie QE, choć pewnie nowa Rada Polityki Pieniężnej będzie miała mniejsze opory w tego typu „wspierających" rząd decyzjach.

Przeszkodą mogą być ewentualnie wzmagające się tendencje inflacyjne. Obecnie mówi się raczej o deflacji, ale to się może szybko zmienić. Obecne poziomy cen są niskie, a więc mogą być dogodną bazą do zasygnalizowania w przyszłości pozytywnej inflacji. W tej chwili prognozy dotyczące dynamiki cen są niskie, co sprawia, że wątek obniżki stóp procentowych jest wciąż w grze.