Konkurencja rośnie. Coraz więcej banków interesuje się mikro i małymi firmami – mówi Dariusz Chrastina, dyrektor zarządzający departamentem klienta biznesowego w Pekao. – Można porównać to z inwestycją w studenta. Kiedy zakłada konto w banku, nie ma wiele, zaczyna pracować i zarabia coraz więcej. Małe firmy też się rozrastają, zatrudniają coraz więcej pracowników i stają się kołem zamachowym gospodarki.
[srodtytul]1,8 miliona klientów[/srodtytul]
O najmniejsze firmy (wiele z nich prowadzonych jest na podstawie zgody na działalność gospodarczą) zabiega nie tylko Pekao. Specjalną ofertę dla nich mają ING Bank Śląski, Bank Zachodni WBK, mBank (detaliczne ramię BRE) czy Raiffeisen.
Jest o co walczyć: 1,8 mln najmniejszych firm zatrudnia 3,7 mln osób i wytwarza dużą część PKB. – Tego typu firmy potrzebują prostych produktów. Mogą je kupować w banku jak w supermarkecie. Tworzymy dla nich specjalne pakiety, a firma wybiera ten, który jej najbardziej pasuje – mówi Marek Gurbski, odpowiadający za ofertę dla małych przedsiębiorstw w Raiffeisen Bank Polska. – Średnie i duże firmy potrzebują produktów szytych na miarę.
Banki chcą mieć jak najwięcej dużych klientów, ale tych sprawdzonych. Kryzys pokazał, że wiele średnich firm nie było przygotowanych do działania w okresie dekoniunktury. – Małe firmy, zwykle rodzinne, nie zadłużają się mocno. Poza tym są elastyczne, szybko dostosowują się do zmienionych warunków – mówi Marek Gurbski