NewConnect wchodzi w dorosłość

30 sierpnia 2007 roku odbyła się pierwsza sesja notowań na NewConnect. Od tego czasu dużo się wydarzyło, ale kluczowym pytaniem pozostaje, co dalej. Rynek potrzebuje odważnych decyzji, aby okres dorosłości rozpocząć z werwą.

Publikacja: 30.08.2025 09:29

Kamil Gemra, adiunkt, Szkoła Główna Handlowa. Fot. mpr

Kamil Gemra, adiunkt, Szkoła Główna Handlowa. Fot. mpr

Foto: materiały prasowe

Początki nowego rynku to całkowicie inna epoka związana z inwestowaniem. Z jednej strony wakacje 2007 roku to szczyt hossy na polskiej giełdzie. Czas, gdy mieliśmy rekordowe napływy do funduszy akcyjnych, ludzie interesowali się giełdą, a triumfy święciły takie programy telewizyjne, jak Rynki dla opornych w TVN CNBC czy Plus Minus w TVP. Z drugiej strony to też czasy, gdy nie ma za bardzo alternatywy dla inwestowania na GPW. Nie ma łatwego dostępu do rynków zagranicznych, o ETFach nikt nie słyszał, a w literaturze naukowej Polska opisywana jest jako miejsce z luką kapitałową, gdzie trudno o kapitał w wysokości do kilku milionów złotych na finansowanie startupów. Zresztą pojęcia „startup” też za bardzo nikt wtedy nie używał. NewConnect był absolutną nowością.

Czas startu NewConnect będzie odgrywał ogromne znaczenie, ponieważ już kilka tygodni po jego uruchomieniu sentyment na światowych giełdach zaczyna się mocno zmieniać. Jest to spowodowane pogłoskami o problemach amerykańskiego rynku nieruchomości. Zresztą nieco ponad rok od pierwszej sesji na NewConnect upada Lehman Brothers. Moment startu nowego rynku i nowego indeksu do dzisiaj pokutuje, ponieważ przez 18 lat NC Index nigdy nawet nie zbliżył się do pierwotnych wartości, co można właśnie tłumaczyć ówczesnym szczytem hossy.

NewConnect miał swoje różne okresy. Pamiętam boom w latach 2009-2011, kiedy to jednego dnia mieliśmy po 3 debiuty naraz. Aby zrobić skalę rynku wpuszczano na niego wszystkich. Oczywiście zakończyło się to wielkim zawodem, bo wielu inwestorów poczuło się oszukanych. Wierzyli w obietnice spółek, które m.in. miały zapewnić nieśmiertelność (spółka Piotra Tymochowicza). W reakcji na to zaczęto zaostrzać kryteria debiutów na NewConnect i ich liczba mocno spadła. Tak naprawdę nie ma co się skupiać na tym, co działo się na NewConnect aż do 2020 roku, bo to wtedy okazało się, że nadszedł złoty okres. Inwestorzy dosłownie rzucili się na spółki notowane na NewConnect. Pomógł Covid, zerowe stopy procentowe i kilka historii, gdzie stopa zwrotu liczona była w tysiącach proc.. Pojawiło się bardzo wielu nowych inwestorów, po czym sentyment do rynku drastycznie spadł.

NewConnect to rynek inwestorów indywidualnych. Jest dosłownie kilka funduszy, które na nim operują. Dominacja inwestorów indywidualnych sprawia, że notownia zawsze cechują się wysoką zmiennością. Nie dla każdego jest to miejsce do inwestowania, ale też nie zabraniajmy tym świadomym spekulowania. NewConnect jest dla tych, którzy lubią wysokie ryzyko ze wszystkimi jego konsekwencjami i warto to pielęgnować.

Komu płynność?

Problem, który często jest zgłaszany, to oczywiście płynność rynku. Jest kilkadziesiąt spółek, na których toczy się handel, ale na zdecydowanej większości nic się nie dzieje. Z czego to wynika? Identyfikuję sporo spółek, które zapomniały, że są notowane, bowiem nie prowadzą żadnej komunikacji z inwestorami. Szybka analiza wskazała też, że mamy grubo ponad 20 spółek, gdzie akcjonariusze dominujący mają powyżej 90 proc. głosów. Po co takie spółki mają być notowane? Może czas na trudną decyzję i usunięcie przynajmniej kilkudziesięciu spółek? Wiem, że przy usuwaniu spółek z NewConnect pada koronny argument – poszkodowani będą inwestorzy, którzy są aktualnie akcjonariuszami. Jest to prawda, ale inwestowanie na tym rynku wiąże się z takim ryzykiem. Może na otarcie łez wprowadzić po konsultacjach z Ministerstwem Finansów chociaż możliwość zaliczenia całości takiej inwestycji jako koszt podatkowy. Warto tutaj zaznaczyć, że powinno to dotyczyć tylko inwestorów, którzy kupili akcje notowane na rynku, a nie założycieli czy beneficjentów programów menadżerskich. Jest to odważne i rewolucyjne, ale kiedyś trzeba będzie podjąć taką decyzję.

Czytaj więcej

Wiemy, jak GPW chce rozwijać NewConnect

Skorupę kupię

Każdy, kto jest zaprawionym inwestorem na NewConnect wie, że czasami w cenie są tzw. „skorupy”. Są to spółki, które nie prowadzą działalności operacyjnej, ocierają się o bankructwo, ale mogą służyć jako wehikuły do wprowadzenia nowej spółki za pomocą odwrotnego przejęcia. Takich transakcji było sporo. Często to przez nie powstają spółki, które mają nawet i 90 proc. akcji niedopuszczonych do obrotu. Zatem powodują problemy płynnościowe. Ich dopuszczenie nie jest wcale takie proste i oczywiste, o czym często nie wiedzą inwestorzy, a także nieświadomi founderzy. Ostatnio medialnym przykładem zarzutów wobec takiej formy wejścia na NewConnect jest historia Olgi Malinkiewicz. Ta kwestia też wymaga zmian. Trzeba bowiem wybrać, czy takie transakcje mają mieć miejsce czy jednak nie ma ich być. Jeżeli nie chcemy takich możliwości to po prostu „skorupy” są usuwane z rynku. Jeżeli jednak decydujemy się, że jest to naturalna forma czyszczenia rynku to proces dopuszczenia akcji musi być szybszy i prostszy. Giełda powinna opracować jasne wymagania i jeżeli ktoś objął akcje za gotówkę w spółce nienotowanej to powinien jak najszybciej zyskać płynność tych akcji. Obecnie może to trwać nawet latami.

W ogóle uważam, że należy maksymalnie uprościć procedurę SPO w przypadku spółek, gdzie emisja jest gotówkowa. Teraz często argumentem za pozyskiwaniem kapitału na rynku prywatnym jest właśnie to, że tam można robić wiele rund finansowania, a na NewConnect jest to mocno utrudnione.

Czytaj więcej

60 spółek mogłoby się przenieść na GPW

Pre-debiuty

Innym rzadko poruszanym problemem jest to, co dzieje się przed debiutem na NewConnect. Otóż mamy masę spółek, które obiecywały wejście na ten rynek, ale nigdy to się nie sprawdziło. Inwestorzy utknęli w ich akcjonariatach i nie wiadomo co z tym zrobić. Rozwiązaniem mogłoby być to, że w przypadku, gdy spółka robi emisję akcji i obiecuje, że wejdzie na NewConnect, to po pierwsze musi mieć już na tym etapie autoryzowanego doradcę, a po drugie wcześniej składa uproszczone dokumenty emisyjne do GPW. Ta z kolei wydaje krótkie zalecenia i informuje inwestorów, co się musi stać, aby spółka sprawnie zadebiutowała. Minimalizuje to ryzyko braku debiutu, ale oczywiście działa, jeżeli cały proces takiego pre-debiutu jest w miarę szybki.

Pomysłów na usprawnienie funkcjonowania NewConnect jest oczywiście znacznie więcej. Uważam, że warto było uruchomić ten rynek, bowiem dzięki niemu mamy kilkudziesięciu dojrzałych emitentów na Głównym Rynku. Jednak czas na poważne zmiany.

Finanse
Santander uzupełnia kadrowe braki. Na początek stawia na specjalistę z mBanku
Finanse
Wiemy, jak GPW chce rozwijać NewConnect
Finanse
ETF NATO przykuł uwagę inwestorów
Finanse
Skarbiec Holding dużo mocniejszy po wynikach
Materiał Promocyjny
Jak sfinansować rozwój w branży rolno-spożywczej?
Finanse
Jarosław Dąbrowski, BGK: Polska musi zbudować własną kopalnię „złota”
Finanse
ETF NATO na radarach inwestorów