Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego regionalny konflikt stanowi realne zagrożenie dla światowej hossy w sektorze sztucznej inteligencji?
  • Które strategiczne łańcuchy dostaw dla branży technologicznej są najbardziej narażone na zakłócenia?
  • Na czym polega rosnące ryzyko związane z koncentracją wzrostów na azjatyckim rynku półprzewodników?

Baryłka ropy gatunku Brent staniała o prawie 2 proc., po tym jak prezydent USA napisał, że wstrzymał zaplanowane na wtorek uderzenia lotnicze na Iran i że zrobił to na prośbę władców Arabii Saudyjskiej, Kataru i ZEA. Zasugerował również, że pojawiła się nowa szansa na porozumienie z Iranem. (Według doniesień „The New York Timesa”, o przesunięcie ataku poprosili Trumpa sami amerykańscy dowódcy wojskowi, wskazujący, że Irańczycy dostosowali się do „zbyt rutynowych” tras lotów amerykańskich myśliwców i bombowców). Choć nie doszło do eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, to ceny ropy pozostały na podwyższonych poziomach. Za baryłkę surowca gatunku Brent płacono we wtorek po południu 110 USD, za baryłkę ropy gatunku WTI 108 USD. Większość europejskich indeksów giełdowych wówczas lekko zyskiwała. Podczas sesji w Azji dominowały natomiast lekkie spadki. Negatywnie wyróżniał się południowokoreański indeks KOSPI, który spadł o 3,26 proc., ciągnięty w dół przez akcje producentów półprzewodników.

Czas niepewności

– Inwestorzy nadal siedzą jak na szpilkach, czekając na kolejną aktualizację w kwestii wojny – twierdzi Adam Crisafulli, analityk z firmy Vital Knowledge.

Jeszcze w zeszłym tygodniu nastroje na rynkach akcji były dużo lepsze. Amerykańskie indeksy S&P 500 i Nasdaq Composite osiągnęły wówczas nowe rekordowe poziomy, a Dow Jones na krótko wrócił na poziom powyżej 50 000 punktów. – Patrząc na pozycjonowanie rynku i to, jak bardzo jest on rozciągnięty, prawdopodobnie nie zobaczymy już tak ostrych wzrostów, jak te, które obserwowaliśmy po marcowym dołku – ocenia Kevin Gordon, dyrektor ds. badań makroekonomicznych i strategii w Schwab Center for Financial Research.

Analitycy ING wskazują, że rynek ropy nadal wycenia utrzymujące się dłużej zakłócenia podaży na Bliskim Wschodzie. Nadzieje na to, że Chiny pomogą wypracować postęp podczas niedawnych rozmów Trump–Xi, nie ziściły się. „Trwające zakłócenia podaży oznaczają, że rynek musiał w dużej mierze polegać na zapasach i alternatywnych źródłach dostaw, tam gdzie to możliwe” – napisali eksperci ING.

Uderzenie w chipy

Przedłużająca się blokada Cieśniny Ormuz może uderzyć w producentów półprzewodników i zaszkodzić hossie napędzanej przez nadzieje związane z branżą sztucznej inteligencji. Tajwański koncern TSMC, producent chipów dla Nvidii, oświadczył, że sytuacja na Bliskim Wschodzie może wpłynąć na jego rentowność, ponieważ ceny niektórych chemikaliów i gazów najprawdopodobniej wzrosną. Foxconn, największy na świecie kontraktowy producent elektroniki, wskazał wydarzenia na Bliskim Wschodzie jako jedno z kluczowych wyzwań w tym roku. Producent chipów Infineon poinformował, że w wyniku wojny wzrosną koszty metali szlachetnych, energii i frachtu. Zakłócenia łańcuchów dostaw i koszty energii to dwa główne obszary obaw dla producentów chipów w związku z wojną z Iranem. Hel, który jest wytwarzany głównie jako produkt uboczny produkcji gazu ziemnego, jest kluczowy w procesie produkcji półprzewodników. Katar, drugi największy dostawca helu na świecie, który posiada część największego na świecie pola gazowego, odnotował znaczące ograniczenie zdolności eksportowych z powodu irańskich ataków. (Według S&P Global, w 2025 r. Katar zapewniał ponad 30 proc. światowej podaży helu.)

– Sytuacja spółek może się jeszcze pogorszyć. Możemy oczekiwać dalszego negatywnego wpływu w tym roku. Ceny gazu, energii i frachtu są na rekordowo wysokich poziomach i prawdopodobnie pozostaną wysokie przez kilka kolejnych kwartałów, nawet jeśli sytuacja ulegnie deeskalacji. Nawet w przypadku potencjalnego zawieszenia broni, szkody po stronie podaży nie poprawią się z dnia na dzień – prognozuje Francisco Jeronimo, analityk firmy IDC.

Obawy dotyczące wpływu przedłużającej się bliskowschodniej wojny na producentów półprzewodników przyczyniły się do wtorkowej wyprzedaży na giełdzie w Seulu. Indeks KOSPI stracił już blisko 9 proc. od niedawnego szczytu. Mimo tej przeceny, wciąż był jednak o 72,5 proc. wyżej niż na początku roku i o 179 proc. wyżej niż 12 miesięcy wcześniej. Te zwyżki były napędzane w dużej mierze przez spółki Samsung Electronics Co. i SK Hynix Inc., które odpowiadały za dwie trzecie całego wzrostu. Ten skok odzwierciedlał rekordowe zyski producentów chipów.

Szerokość rynku, która pokazuje udział poszczególnych spółek w ruchu cenowym, wskazuje, że rajd indeksu KOSPI stał się silnie skoncentrowany. Obecnie tylko 33 proc. spółek z tego indeksu notowanych jest powyżej swojej 50-dniowej średniej kroczącej, w porównaniu z 70 proc. trzy tygodnie temu. Jednocześnie zaledwie 2 proc. spółek osiąga nowe maksima 52-tygodniowe, pomimo kolejnych rekordów indeksu, co podkreśla wąski charakter wzrostów. O ile zyski Samsunga i SK Hynix napędzały hossę, to wyniki mniejszych spółek zostawały mocno w tyle. Firmy spoza sektora technologicznego napędzały zaledwie 4 proc. wzrostu zysków w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

– Innymi słowy, kupowanie indeksu nie oznacza po prostu nabycia zdywersyfikowanego „kawałka Korei” – to coraz bardziej skoncentrowany zakład na półprzewodniki pamięciowe. Sam indeks nie jest już wyraźnie tani, a szerokie zaangażowanie wymaga przyjęcia bardzo dużego ryzyka związanego z cyklem półprzewodników. Kluczem jest selektywność – wskazuje Christian Heck, zarządzający portfelem w nowojorskiej firmie First Eagle Investment Management.

– To impreza, na której warto się bawić, ale stojąc blisko wyjścia – ocenia Mo Young, zarządzający portfelem w seulskiej firmie RootN Global Investors.