Kompletowanie nowego składu Komisji Europejskiej trwało w tym roku nieco dłużej niż zwykle. Ursula von der Leyen, nowa szefowa KE, oraz podlegli jej komisarze mieli zacząć pracę 1 listopada, a rozpoczęli ją 1 grudnia. Opóźnienia były spowodowane koniecznością wypracowania skomplikowanego kompromisu pomiędzy głównymi unijnymi frakcjami politycznymi (chadekami, socjaldemokratami i liberałami) i najważniejszymi państwami UE, a także tym, że trzeba było wycofać niezbyt dobrze dobrane kandydatury na komisarzy z Francji, Węgier i Rumunii. Sama przewodnicząca von der Leyen była również kandydaturą „drugiego podejścia", która zyskała poparcie Rady Europejskiej, po tym jak zablokowano holenderskiemu socjalistycznemu komisarzowi Fransowi Timmermansowi drogę na to stanowisko. Nowa Komisja ma sprawować władzę przez następne pięć lat. Nie ma w niej przedstawiciela Wielkiej Brytanii. Jej członkowie są jednak pewnie pełni nadziei, że uda im się coś zrobić dla Europy. Oczywiście, dopiero się okaże, czy pozytywnie zaskoczą nas swoimi osiągnięciami czy też sprawią, że zatęsknimy za Komisją rządzoną przez niezapomnianego Jeana-Claude'a Junckera...