Z tego artykułu dowiesz się:
- Czym charakteryzuje się koncepcja programu „polski SAFE 0 proc.”?
- Jakie bariery prawne oraz techniczne mogą utrudniać jego realizację, na poziomie krajowym i unijnym?
- Czy propozycja generuje dodatkowe koszty operacyjne i jaki jest jej potencjalny wpływ na inflację?
- Na jakich podstawach NBP uzasadnia swoje zaangażowanie w ten projekt w kontekście swojego mandatu?
– Premier pozna wszystkie szczegóły – zapowiadał w poniedziałek w RMF FM Leszek Skiba, doradca ekonomiczny prezydenta Nawrockiego. Zgodnie z zapowiedziami Nawrockiego, rozwiązanie ma być substytucyjne wobec unijnego programu SAFE. – Nie mam wątpliwości, że ze względu na stabilność rozwoju polskich sił zbrojnych oraz kwestie finansowe i prawne, polski SAFE 0 proc. jest lepszy niż europejski SAFE – mówił w zeszłym tygodniu Nawrocki.
Ekonomiści ankietowani przez „Rzeczpospolitą” mają jednak inne zdanie, niemal wszyscy postawieni przed wyborem „unijny SAFE vs. alternatywne formy finansowania” stawiają na pierwszą opcję, ewentualnie na miks jej i innych źródeł. – Polska nie jest w stanie uzyskać tańszego finansowania niż unijny program SAFE – ocenia prof. Andrzej Rzońca z SGH. – Przy założeniu że wielkość i struktura wydatków zbrojeniowych ustalona jest niezależnie od dostępnych form finansowania, w parametrach, które znamy (czyli że Polski SAFE wyklucza redukcję rezerw), najlepszym rozwiązaniem byłby miks, w którym SAFE z UE przeznaczany jest głównie na wydatki w walutach zagranicznych, a „polski SAFE” na wydatki realizowane w zł – komentuje natomiast dr Michał Możdżeń z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Szczegółowe wyniki Panelu Ekonomistów nt. źródeł finansowania wysiłków obronnych kraju, w tym wykorzystania w tym celu zysków na wzroście wartości rezerw złota, opublikujemy w środę.
Czytaj więcej
– Zrobimy bardzo duży zysk niestandardowymi metodami, nie uszczuplając rezerw – tak prezes NBP Ad...
Polski SAFE 0 proc., czyli co?
Zgodnie ze zrębami informacji z NBP oraz Pałacu Prezydenckiego, program „polski SAFE 0 proc.” miałby zostać zrealizowany właśnie przy wykorzystaniu zysków na rezerwach złota, zarządzanych przez bank centralny (bez uszczuplania tychże rezerw). Byłaby to jednak operacja bardzo niestandardowa, nawet sam Skiba mówi o „specyficznej księgowości”. W grę wchodziłyby dwie opcje: sprzedaż i natychmiastowy odkup części zasobów (prawdopodobnie w ramach kilku operacji), lub księgowa rewaluacja wartości złota, czyli zaksięgowanie zysków na złocie bez fizycznych transakcji na kruszcu. W efekcie NBP wykazałby bardzo wysoki zysk, który – zgodnie z obowiązującym prawem – w 95 proc. zasiliłby budżet państwa. Prezes Glapiński mówił o potencjalnych „dużych kilkudziesięciu miliardach złotych rocznie”.