Pod koniec 2025 r. prawie sześciu na dziesięciu specjalistów i menedżerów objętych raportem płacowym firmy rekrutacyjnej Hays Poland korzystało w pracy z narzędzi sztucznej inteligencji. W porównaniu z końcem 2023 r, czyli na przestrzeni dwóch lat, ta grupa powiększyła się ponad dwukrotnie. Jednocześnie wzrósł udział obaw o negatywne skutki sztucznej inteligencji dla miejsc pracy (z 20 do 30 proc.), podczas gdy na tym samym 13-proc. poziomie utrzymał się odsetek pracowników przewidujących, że AI stworzy więcej możliwości zatrudnienia niż ich wyeliminuje.

Obawy o to, że sztuczna inteligencja pozbawi ludzi pracy, podsycały w minionym roku szeroko komentowane w mediach katastroficzne prognozy guru AI, którzy uczestniczyli w jej narodzinach. W tym Sama Altmana, twórcy ChatGPT, który prognozuje zniknięcie całych dużych grup zawodów (szczególnie tych związanych z pracą umysłową) i noblisty Geoffrey’a Hintona, według którego rozwój AI doprowadzi do masowego bezrobocia przy jednoczesnym ogromnym wzroście zysków firm, które będą na coraz większą skalę zastępować pracowników narzędziami i systemami AI.

Katastroficzne prognozy uwiarygadniały komunikaty znanych globalnych korporacji, w tym Amazona czy Salesforce, ogłaszających w 2025 r. kolejne już fale zwolnień pracowniczych związane z automatyzacją wspieraną przez AI. Amerykańska firma doradztwa personalnego Challenger, Gray & Christmas, która monitoruje też zwolnienia pracowników, szacuje, że w 2025 r. sztuczna inteligencja przyczyniła się do utraty 55 tys. miejsc pracy w spółkach mających siedzibę w USA. Ta liczba, choć największa w krótkiej historii ChatGPT, jest niewielka na tle łącznej skali cięć zatrudnienia ogłoszonych w 2025 r. przez amerykańskie spółki – objęły one 1,2 mln osób, najwięcej od 2020 r. (roku pandemii).

Raport firmy doradczej Oxford Economics podważa wpływ AI na zwolnienia. Zdaniem jej analityków na razie nie widać, by spółki na znaczną skalę zastępowały pracowników sztuczną inteligencją, co wskazuje, że w rzeczywistości mogą wykorzystywać tę technologię tylko jako pretekst do rutynowych redukcji zatrudnienia. Taki zabieg wynika z chęci poprawy wizerunku spółki, a głównie jej zarządu, w oczach inwestorów, którzy dużo lepiej oceniają cięcia kadrowe przedstawione jako efekt zaangażowania firmy we wdrażanie AI niż jako skutek trudności biznesowych czy błędnych decyzji skutkujących przerostem zatrudnienia w przeszłości.

Na razie, jak wynika z najnowszego raportu Skills Economy amerykańskiej platformy HR, Cornerstone Galaxy, sztuczna inteligencja nie tyle odbiera ludziom pracę, co ją zmienia. Natomiast negatywny wpływ AI na zatrudnienie widać głównie po mniejszym popycie na nowych pracowników w zawodach i na stanowiskach, w których dominują rutynowe, powtarzalne zadania; m.in. w obsłudze klienta i na stanowiskach juniorskich w IT czy konsultingu.

Człowiek w nowej roli

Jak ocenia firma doradcza McKinsey&Company, około 30 proc. „roboczogodzin” na podstawowych stanowiskach w USA, gdzie pracują często młodzi pracownicy, można zautomatyzować z pomocą AI. Ten trend, widoczny też na polskich portalach rekrutacyjnych, zapewne wzmocni się w 2026 r. utrudniając absolwentom uczelni wejście na rynek pracy. Potwierdza to najnowszy raport portalu justjoin.it, gdzie w minionym roku tylko 4,8 proc. ofert pracy w IT stanowiły te kierowane do juniorów.

IT jest jedną z branż, w których najlepiej widać już wpływ sztucznej inteligencji, ale również tam sprawdzają się opinie ekspertów Światowego Forum Ekonomicznego, według których AI nie tyle zastępuje pracę, ile zmienia sposób jej wykonywania, redefiniując też pojęcie pracy wykwalifikowanej.

– Na razie nie widać, by sztuczna inteligencja wywoływała strukturalne przesunięcia na rynku pracy, wypierając z niego ludzi. Wprawdzie AI przejmuje wiele rutynowych procesów, ale nadal potrzebni są ludzie, którzy mają umiejętności potrzebne do oceny jej efektów i wykrycia ewentualnych błędów – twierdzi Renata Włoch, kierowniczka Katedry Socjologii Cyfrowej na Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego i dyrektorka naukowa DELab UW. Według niej, na razie sprawdzają się wstrzemięźliwe prognozy ekspertów AI, którzy od lat zajmują się AI, w tym Darona Acemoglu, ekonomisty i laureata Nagrody Nobla, i Andrew McAfee, głównego naukowca w MIT. Obaj dalecy są od wieszczenia „rewolucji AI” na rynku pracy, podkreślając jej wpływ głównie tam, gdzie dominują mało skomplikowane, powtarzalne zadania (jak np. fakturowanie w księgowości).

Podział kompetencji

– AI nie jest „wtyczką”, którą można podpiąć do papierowych obiegów i tradycyjnego stylu zarządzania. To narzędzie, które działa skutecznie dopiero wtedy, gdy firma ma odpowiednią infrastrukturę danych, zespoły zdolne do współpracy interdyscyplinarnej i elastyczny model pracy – ocenia Katarzyna Śledziewska, dyrektorka DELab Centrum Doskonałości UW, dodając, że wiele polskich firm, szczególnie MŚP, nie spełnia jeszcze tych warunków.

– Wdrażanie nowych technologii, w tym AI rozbija się o czynnik ludzki. Podstawowym problemem jest brak kompetencji, w tym umiejętności współpracy z AI – potwierdza Renata Włoch. Podobnie jak analitycy Oxford Economics ocenia, że wpływ sztucznej inteligencji jest często nadinterpretowany i wykorzystywany jako uproszczone uzasadnienie decyzji restrukturyzacyjnych i redukcji zatrudnienia, które w istocie mają źródło w innych procesach: presji kosztów, zmianach strategii firm, offshoringu i reorganizacji łańcuchów wartości. AI staje się w tym sensie wygodną narracją legitymizującą decyzje podejmowane niezależnie od faktycznego stopnia jej wdrożenia.

W niedawnym podcaście MIT Sloan Management Review Daron Acemoglu stwierdził, że w perspektywie najbliższej dekady AI zautomatyzuje około 5 proc. wszystkich zadań wykonywanych w gospodarce. Jego zdaniem obecne zastosowania AI nie są na tyle przełomowe, by radykalnie zmienić produkcję dóbr i usług lub stworzyć nowe, przełomowe produkty. Duża część ludzkich kompetencji wiedzy (w tym tzw. miękkie umiejętności) trudno jest przenieść na algorytmy. Zdaniem ekspertów WEF w przyszłości będzie się zacierał podział między „pracami technicznymi” i „pracami ludzkimi” – role coraz częściej wymagają podziału kompetencji technicznych i ludzkich w proporcji pół na pół.

Nowa bariera w zatrudnieniu

Taką zmianę już widać na polskim rynku pracy. Maciej Michalewski, prezes systemu rekrutacyjnego Element, ocenia, że wymóg umiejętności współpracy z AI na razie rzadko pojawia się w ofertach pracy, tym bardziej, że wśród ogółu firm świadomość potencjału tego narzędzia na razie jest niewielka. Co więcej, nie ma określonego „progu wejścia” do AI, certyfikatów potwierdzających sprawną współpracę z AI. Zdaniem Michalewskiego, ten temat może się natomiast pojawiać na rozmowach rekrutacyjnych, zwłaszcza przy rekrutacjach w obszarach, gdzie posługiwanie się narzędziami AI staje się standardem; w tym w rozwoju oprogramowania, marketingu, obsłudze klienta, analityce czy sprzedaży.

Jak zwraca uwagę Katarzyna Śledziewska, narzędzia takie jak systemy rekomendacyjne, czaty oparte na LLM, automatyczne generowanie treści, a także zautomatyzowana obsługa dokumentów są w coraz większym stopniu integrowane z codzienną pracą biurową, administracyjną, edukacyjną. I to nie tylko w korporacjach. W rezultacie brak znajomości takich narzędzi staje się coraz poważniejszą barierą zatrudnienia, podobnie jak jeszcze dekadę temu brak znajomości Excela czy pakietu Office.