Reklama

Dochód gwarantowany nie zagwarantuje dobrobytu. Koszt potężny

Bezwarunkowy dochód gwarantowany w wysokości 500 zł na osobę jest przedsięwzięciem drogim fiskalnie i mało skutecznym dystrybucyjnie – ocenili ekonomiści. Ich zdaniem nie da się go szybko wprowadzić, a dodatkowe wspieranie bogatszych nie ma sensu.

Publikacja: 17.12.2025 06:00

Dochód gwarantowany nie zagwarantuje dobrobytu. Koszt potężny

Foto: Adobe Stock

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie są potencjalne koszty wprowadzenia bezwarunkowego dochodu gwarantowanego w Polsce?
  • Jakie różne scenariusze finansowania dochodu gwarantowanego zostały rozważone?
  • Jakie grupy społeczne zyskałyby najbardziej na wprowadzeniu tego świadczenia?
  • Jakie są główne wnioski ekonomistów z Uniwersytetu Warszawskiego dotyczące proponowanej reformy?
  • Dlaczego ekonomiści uważają, że reforma nie powinna być priorytetem w obecnych warunkach fiskalnych Polski?

Anna Bownik, Michał Brzeziński, Leszek Morawski z wydziału nauk ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego wzięli pod lupę przedstawioną w czasie październikowej konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości przez Marka Dietla, byłego prezesa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, propozycję wprowadzenia bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP) w Polsce. Propozycja ta zakłada wypłacanie 500 zł miesięcznie dochodu gwarantowanego wszystkim pełnoletnim obywatelom. Zachowane miałoby być przy tym świadczenie 800+ dla dzieci, zlikwidowana zostałaby jednak kwota wolna od podatku. W propozycji była też mowa o sfinansowaniu pozostałych kosztów reformy poprzez niesprecyzowaną bliżej reformę podatków pośrednich.

Ekonomiści z Uniwersytetu Warszawskiego w swojej analizie wzięli pod uwagę dwa scenariusze. Pierwszy zakłada wprowadzenie BDP w wysokości 500 zł miesięcznie dla każdego dorosłego oraz likwidację kwoty wolnej w PIT. Drugi uwzględnia dodatkowo podwyższenie stawek VAT o 4 pkt. proc., co miałoby zwiększyć finansowanie kosztów wprowadzenia BDP.

Ile to kosztuje?

Okazuje się, że samo wprowadzenie BDP w zaplanowanej kwocie to wydatek w wysokości 181,5 mld zł rocznie. Równoczesna likwidacja kwoty wolnej zwiększyłaby dochody sektora finansów publicznych z tytułu podatków bezpośrednich o ok. 90,8 mld zł. Likwidacja kwoty wolnej obniżyłaby dochód brany pod uwagę przy przyznawaniu świadczeń warunkowanych dochodem, zwiększyłaby więc o ok. 777 mln zł wydatki na te świadczenia. Ostatecznie więc łączny koszt pierwszego scenariusza sięgnąłby ok. 91,5 mld zł (ok. 2,3 proc. PKB Polski w 2025 r.).

W drugim scenariuszu obok wprowadzenia BDP i likwidacji kwoty wolnej autorzy analizy założyli podwyżkę podstawowej stawki VAT z 23 do 27 proc., obniżone stawki tego podatku wzrosłyby natomiast z 5 i 8 proc. odpowiednio do 9 i 12 proc. Nadal obowiązywałaby preferencyjna, zerowa stawka VAT. Po wprowadzeniu tego rozwiązania rząd mógłby liczyć na wzrost dochodów o ok. 45,1 mld zł i zmniejszenie kosztów reformy do ok. 46,3 mld zł, czyli 1,2 proc. planowanego PKB na 2025 r.

Reklama
Reklama

Kto zyskałby najbardziej?

Autorzy analizy zbadali też, jak proponowane rozwiązanie wpłynęłoby na budżety gospodarstw domowych. I tak w przypadku scenariusza pierwszego średnia wartość dochodu rośnie we wszystkich grupach decylowych, czyli zyskują wszystkie gospodarstwa. W wartościach absolutnych (nominalnie) najmniej na zmianie korzystają osoby z dwóch dolnych grup decylowych, czyli te z najniższymi dochodami. Ich dochód rośnie średnio o 400-450 zł miesięcznie. Największe korzyści trafiają natomiast do osób średnio zamożnych, czyli z trzeciej, czwartej, szóstej i ósmej grupy decylowej. W tych grupach korzyści wyniosłyby 600-650 zł na miesiąc. Korzyści 10 proc. osób najzamożniejszych są natomiast nieco wyższe, niż korzyści 10 proc. najbiedniejszych z pierwszej grupy decylowej, a także osób z grupy drugiej.

Podwyżka VAT obniża korzyści ze zmian związanych z wprowadzeniem BDP. W drugim scenariuszu korzyści wśród 20 proc. najmniej zamożnych (pierwsza i druga grupa decylowa) zmniejszyłyby się o 35 proc., z 400-450 zł do około 250-300 zł na miesiąc. O ile 30 proc. najmniej zamożnych osób mogłoby liczyć na wzrost dochodu o przeciętnie 7-10 proc., to dochody osób ze środkowej części rozkładu średnio wzrosłyby o 3-6 proc., zaś 30 proc. najzamożniejszych osób odnotowałoby co najwyżej wzrost dochodu średnio o 2,5 proc.

Jej autorzy oceniają na podstawie swoich wyliczeń, że reforma byłaby najbardziej korzystna dla gospodarstw domowych, które składają się z trzech i więcej osób. Dla samodzielnych rodziców drugi scenariusz byłby wręcz niekorzystny. Ponadto, mimo że do najmniej zamożnych 10 proc. gospodarstw trafiłaby w pierwszym scenariuszu o ponad połowę większa kwota niż do najbogatszych 10 proc., a w drugim scenariuszu prawie 2,5 razy więcej, to wpływ obu wariantów reform na nierówności dochodowe jest stosunkowo niewielki. Mierzący je współczynnik Giniego dla dochodów do dyspozycji z uwzględnieniem podatków pośrednich spada w pierwszym scenariuszu z 0,2670 do 0,2506 (zmiana o 0,0164), zaś w drugim do 0,2543 (spadek o 0,0127).

„Są ważniejsze potrzeby”

– Wyniki naszej analizy wskazują, że BDP w zaproponowanej postaci jest przedsięwzięciem drogim fiskalnie i mało skutecznym dystrybucyjnie. Wprowadzenie BDP w kwocie 500 zł na miesiąc wraz z likwidacją kwoty wolnej generuje koszt dla sektora finansów publicznych w wysokości ok. 2,3 proc. PKB. Nawet po znacznych podwyżkach stawek VAT koszt pozostaje na wysokim poziomie ok. 1,2 proc. PKB – zauważają ekonomiści z Uniwersytetu Warszawskiego. – Wydaje się, że w sytuacji konieczności konsolidacji fiskalnej, w której znajduje się obecnie Polska, rozważana reforma jest mało wykonalna w krótkim i średnim horyzoncie czasu – dodają.

Wskazują też, że pomimo tego, że wprowadzenie BDP i stowarzyszonych reform znacząco modyfikuje system podatkowo-transferowy, to jednocześnie w niewielkim stopniu wpływa na ubóstwo i nierówności dochodowe. Znaczna część środków, w drugim scenariuszu ponad 17 mld zł, trafia do bogatszej dochodowo połowy polskiego społeczeństwa.

– W sytuacji niedofinansowania służby zdrowia i nauki, w obliczu rosnących nierówności edukacyjnych oraz wyzwań fiskalnych związanych ze starzeniem się polskiego społeczeństwa, należy uznać, że dodatkowe wsparcie dochodowe dla osób, które nie są biedne, nie powinno być priorytetem polityki publicznej. W szerszym kontekście reforma ta wzmacnia niekorzystny model rozwoju, w którym ambicje wydatkowe są „szwedzkie”, natomiast gotowość do ich stabilnego finansowania „anglosaska”, co prowadzi do zbyt wysokich i niezbilansowanych transferów gotówkowych kosztem dobrej jakości dóbr publicznych – podsumowują autorzy analizy. 

Gospodarka krajowa
Nowe dane GUS: Polska zakończyła 2025 rok z wyraźnym wzrostem PKB
Gospodarka krajowa
Stopa bezrobocia rejestrowanego w grudniu w górę
Gospodarka krajowa
Sprzedaż detaliczna w grudniu w górę. Koniec 2025 r. był mocny w polskiej gospodarce
Gospodarka krajowa
Pozytywna niespodzianka w przemyśle na koniec 2025 r.
Gospodarka krajowa
Zaskakujący wzrost. Płace w dużych i średnich firmach coraz bliżej 10 tysięcy złotych
Gospodarka krajowa
Polskie rezerwy złota mają sięgnąć 700 ton
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama