Rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych z dnia na dzień bije kolejne rekordy, ociera się już o 8 proc. Tak wysokiego poziomu nie było chyba jeszcze nigdy od czasu przełomu, a skalę przeceny polskich papierów dobrze obrazuje fakt, że jeszcze rok temu rentowności były rekordowo niskie i oscylowały w okolicach 1–2 proc.

Taki gwałtowny ruch na rynku długu niesie bardzo przykre konsekwencje dla państwa w postaci rosnących kosztów obsługi zadłużenia. Zdaje sobie z tego sprawę nawet rząd, pytanie brzmi tylko, jak wysoki może to być wzrost?

Czarne scenariusze

GG Parkiet

– Istnieje ryzyko, że jeśli rentowności obligacji przez dłuższy czas utrzymają się na obecnym poziomie, to w niedalekiej perspektywie dwóch, trzech lat koszty obsługi zadłużania skoczą do 3 proc. PKB – mówi nam Piotr Bielski, główny ekonomista Santander Bank Polska. – A jeśli rentowności dalej będą szybować, np. do 10 proc. przez parę lat, to możliwe jest nawet 5 proc. PKB wydatków na obsługę długu – ostrzega Bielski.

– Sytuacja jest bardzo niebezpieczna, nie jest wykluczone, że przecena polskich papierów będzie trwała dalej i ich rentowności skoczą o kolejne 2–3 pkt proc. do 9–10 proc. – ocenia też Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – A odsetki od długu pochłaniać zaczną 3–4 proc. PKB rocznie – zaznacza.

Gdyby sprawdziły się te bardziej czarne scenariusze, byłaby to bardzo zła informacja. Jak zauważa Jankowiak, jako w miarę bezpieczny poziom obsługi długu uznaje się ok. 3 proc. PKB. Jeśli jest wyższy, rośnie ryzyko, że finanse publiczne wpadną w kryzys zadłużenia, w którym nikt nie chce państwu pożyczać pieniędzy albo inwestorzy żądają bardzo wysokich odsetek jako tzw. premię za ryzyko.

Dług nie taki duży

GG Parkiet

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Ekonomiści jednocześnie zastrzegają, że realizacja tego ryzyka kryzysowego nie jest przesądzona. – By do tego doszło, musiałoby się zdarzyć coś, co zachwiałoby wiarę w długookresowe perspektywy naszej gospodarki i głęboka recesja – ocenia Karol Pogorzelski, ekonomista Banku Pekao SA. – Na razie jednak się na to nie zanosi – dodaje.

Jak wyjaśnia, w drugiej połowie roku grozi nam spowolnienie tempa wzrostu PKB, a być może nawet techniczna recesja. Nie oznacza to jednak, że w tym stanie gospodarka zostanie na długie lata. Poza tym rząd ma możliwości tańszego pożyczania niż na warunkach rynkowych, inflacja zaś sprzyja dochodom budżetowym i szybkiemu wyrastaniu z długu, który też nie jest tragicznie wysoki. Na koniec 2021 r. zadłużenie państwa wyniosło 53,8 proc. PKB.

– Byłoby dobrze, gdyby rentowności obligacji nie rosły już dalej – mówi Sławomir Dudek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju. – Ale 8 proc. na rynku długu to alarmująca sytuacja, oby nie zrealizował się tzw. scenariusz rumuński – podkreśla. W Rumunii w 2010 r. mimo niskiego długu na poziomie ok. 30 proc. PKB rentowności wzrosły do 11–12 proc., a państwo nie było w stanie, i nie chciało, pożyczać pieniędzy po takich kosztach, ogłoszono techniczną niewypłacalność i zwrócono się o pomoc do MFW.

Czytaj więcej

Trzeba zacząć ograniczać ekspansję fiskalną już teraz

Problem dla budżetu

– Zresztą nawet jeśli w Polsce nie dojdzie do takiej kryzysowej sytuacji, to wzrost kosztów obsługi zadłużenia, moim zdaniem do ok. 3 proc. PKB, czyli 100 mld zł, i tak stanowi problem dla finansów państwa – zaznacza Dudek. Jak wyjaśnia, oznacza to, że trzeba znaleźć w budżecie dodatkową przestrzeń na tak duże wydatki, przede wszystkim poprzez cięcia w innych obszarach, co zaboli wszystkich Polaków.

W 2021 r. obsługa długu Skarbu Państwa pochłonęła ok. 26 mld zł, czyli ok. 1 proc. PKB. Ministerstwo Finansów w przedstawionym w kwietniu wieloletnim planie finansowym państwa oszacowało, że w 2022 r. te wydatki wzrosną skokowo do 1,7 proc. PKB (ok. 50 mld zł), bo za nowy dług (przeznaczony na finansowanie deficytu oraz na spłatę starego długu przypadającego do wykupu w tym roku) trzeba będzie już płacić kilkakrotnie wyższe odsetki. W 2023 roku koszty obsługi zadłużania zdaniem resortu finansów mają zaś wzrosnąć do 2,1 proc. PKB (ok. 68 mld zł).

Na przestrzeni ostatnich 20 lat poziom tych wydatków nigdy nie przekroczył 3 proc. PKB. Najwyższy był w 2002 r. i wyniósł 2,96 proc. PKB. Największy ich spadek rozpoczął się w 2014 r. i był kontynuowany za rządów PiS, osiągając rekordowo niski poziom w ubiegłym roku. Co takiego się wydarzało w ostatnich miesiącach, że zaczął się ich gwałtowny wzrost?

Gasnąca gwiazda

– Mówiąc w skrócie, obecna sytuacja to w dużej mierze efekt zewnętrznych szoków, takich jak pandemia, wojna, inflacja, co powoduje globalną awersję do ryzyka wśród inwestorów – tłumaczy Piotr Bielski. – Ale winę ponosi też nasza polityka gospodarcza. Błędy tu popełnione powodują, że o ile jeszcze do niedawna Polska był uważana za gwiazdę rynków wschodzących, o tyle teraz ten blask szybko gaśnie – komentuje Bielski.

Te błędy to m.in. nadmierna ekspansja fiskalna i planowany w tym i przyszłym roku wzrost deficytu, co obniża skuteczność polityki pieniężnej i podwyżek stóp procentowych. Ale też dążenie rządu PiS do zmniejszenia udziału inwestorów zagranicznych w polskim długu, co dziś przynosi niską płynność rynku i problemy z uplasowaniem kolejnych emisji obligacji.

– Zaufanie inwestorów, że Polska prowadzi efektywną politykę antyinflacyjną – wyraźnie spada – wtóruje też Janusz Jankowiak. – Ale światła ostrzegawcze zapaliły się nie tylko wobec pogłębiającej się nierównowagi fiskalnej. Mamy też szereg innych negatywnych sygnałów z gospodarki o rosnących nierównowagach makroekonomicznych. Jeśli nie zatrzymamy się na tej drodze, może być naprawdę źle – ostrzega Jankowiak.