PGE opublikowała w poniedziałek prospekt emisyjny. Z oferty chce zebrać 5 miliardów złotych, a na GPW zadebiutować na początku listopada.
O godzinie 14.21 indeks największych i najbardziej płynnych firm na warszawskim parkiecie WIG20 zwyżkował o 1,45 procent. W tym czasie paneuropejski FTSEurofirst 300 rósł o 1,0 procent, a kontrakty na indeksy giełd USA zyskiwały po około 0,6 procent.
- Giełda rośnie, bo mamy zdecydowanie optymistyczny sygnał z Zachodu - ustanowienie nowych (tegorocznych) szczytów w Stanach i w Niemczech - powiedział makler DM PKO BP Mariusz Musiał.
Zdaniem maklera niepokój wśród inwestujących w Polsce może jednak wywoływać zamieszanie wokół gabinetu Donalda Tuska, które zaowocowało dymisją sześciu ministrów oraz problemy budżetowe Łotwy.
- Mimo zawirowań politycznych inwestorzy są skłonni do ryzyka. Ogólna atmosfera jest optymistyczna - powiedział Musiał.
W ocenie maklerów i zarządzających, polskiemu rynkowi w dłuższej perspektywie pomóc mogą przeprowadzane właśnie duże oferty banku PKO BP SA oraz największego producenta prądu w Polsce PGE - obie o wartości około 5 miliardów złotych. Choć w krótkim terminie oferty mogą odciągać kapitał z rynku.
- PGE może częściowo odciągnąć kapitały z rynku wtórnego, ale po jej zakończeniu zainteresowanie zagranicy polskim rynkiem może wzrosnąć i pod koniec roku, może to dać wzrosty. Tak zwykle bywało, że po przejściu dużych ofert zainteresowanie było większe - powiedział zarządzający Millennium TFI Mirosław Dziółko.
- PGE to na pewno będzie spółka o dużej wadze w indeksach. Z tego punktu widzenia to będzie papier, który trzeba mieć, choć nie za wszelką cenę - dodał.
W ocenie zarządzającego choć rynek wyczekuje korekty, ponieważ od minimów z lutego zyskał ponad 70 procent, to zniżki nie nadchodzą, bo na giełdy trafiają dość dobre informacje z amerykańskiej gospodarki.
- Nastroje cały czas utrzymują się dobre. Amerykańskie spółki podają wyniki, a one powinny być lepsze od oczekiwań. Do zakończenia oferty PGE spodziewam się raczej trendu bocznego lub ewentualnej niedużej korekty - uważa Dziółko.