Wyprzedaż dolara amerykańskiego trwa w najlepsze. Tylko w ciągu ostatniego miesiąca stracił on wobec euro prawie 3 proc. Jeszcze w połowie maja para EUR/USD oscylowała przy poziomie 1,085. Dziś zbliża się do bariery 1,12. Ze słabości dolara korzysta również złoty. Obecnie za amerykańską walutę trzeba płacić około 3,73 zł, chociaż jeszcze w połowie marca cena kształtowała się powyżej 4 zł. Jak długo jeszcze dolar będzie w defensywie?

Splot okoliczności

– Ostatnie tygodnie były słabe w wykonaniu dolara i łatwo znaleźć tego powody. Coraz mniej inwestorów liczy na wprowadzenie obiecywanych przez republikanów oraz administrację Donalda Trumpa wielkich reform fiskalnych w postaci zmiany kodeksu podatkowego oraz planu wielkich wydatków na inwestycje infrastrukturalne. W zasadzie dolar jest teraz wspierany jedynie przez nadzieje inwestorów na zacieśnianie polityki monetarnej przez Fed. Rynek niemal za pewnik bierze czerwcową podwyżkę stóp. Jednak i w Rezerwie Federalnej pojawiają się głosy zaniepokojenia, czy aby na pewno ostatnia zadyszka amerykańskiej gospodarki jest jedynie przejściowa. Dlatego też dolar do umocnienia potrzebuje solidnych danych – tłumaczy zachowanie dolara Michał Dąbrowski, młodszy analityk rynków finansowych w X-Trade Brokers.

Jego zdaniem test dla amerykańskiej waluty przyjdzie już w tym tygodniu, szczególnie że w piątek czeka nas odczyt z amerykańskiego rynku pracy.

Foto: GG Parkiet

– To będzie tydzień prawdy dla dolara. W najbliższych dniach poznamy serię ważnych danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych, które wskażą, czy po słabym początku roku można liczyć na poprawę w II kwartale. Zadecyduje to o sile amerykańskiej waluty, ale też będzie miało wpływ na kondycję złotego – twierdzi Dąbrowski.

Eksperci coraz śmielej wskazują jednak, że dolar amerykański, przynajmniej na chwilę, ma szansę zacząć odrabiać ostatnie straty.

– Ubiegły tydzień przyniósł stabilizację notowań EUR/USD w okolicach 1,12, a piątkowa rewizja w górę odczytu PKB za I kwartał była czynnikiem niewystarczającym do sforsowania strefy 1,1160. Brak jastrzębich sygnałów z Europejskiego Banku Centralnego oraz dobre dane ze Stanów Zjednoczonych sprawiają, że spadają szanse na dalszy wzrost notowań EUR/USD w kierunku 1,13, a możliwe jest pewne odreagowanie ostatnich zwyżek – uważa Rafał Sadoch, analityk DM mBanku.

Technika w grze

Inna sprawa, że ostatnia słabość dolara doprowadziła do ciekawej sytuacji na wykresie pary EUR/USD.

– Impet wzrostowy na EUR/USD wyhamował, jednakże główna para walutowa w dalszym ciągu utrzymuje się w zakresie wahań 1,1160–1,1267 w oczekiwaniu na nowe impulsy. Wybicie z zakresu powinno się przyczynić do silniejszego ruchu kierunkowego – zwraca uwagę Anna Wrzesińska, senior dealer w Noble Securities. Analitycy Citigroup wskazują z kolei, że układ sił na wykresie EUR/USD przemawia bardziej za spadkami tej pary. – Para EUR/USD nieudanie zakończyła test regionów 1,13–1,1317, gdzie znajdywały się szczyty z listopada, 76,4 proc. zniesienia Fibonacciego trendu spadkowego od 2016 r. oraz stara linia trendu. Ubiegły tydzień przyniósł spadającą gwiazdę na wykresie tygodniowym, co jest bardzo podobne do formacji z maja 2016 r. Poprzednio zwyżki trwały 22 tygodnie, tym razem formacja pojawiła się po 20 tygodniach. Oscylatory pokazują, że ewentualne spadki na tej parze powinny doprowadzić do wygenerowania sygnałów sprzedaży. Również wykres dzienny wskazuje na możliwość odwrócenia ruchu – twierdzą przedstawiciele Citigroup.

Średnia prognoz analityków ankietowanych przez Bloomberga mówi z kolei, że na koniec II kwartału para EUR/USD znajdzie się na poziomie 1,09, zaś USD/PLN na 3,90.