Siedziałem przy komputerze, nanosiłem ostatnie poprawki na slajdach. Obok moja żona z telefonem w ręku, przy pomocy „doktora Google”, sprawdzała ostatnie wyniki badań medycznych. Obserwując, jak sobie doskonale radzi, wpadłem na pomysł...

A gdyby tak kilka najbardziej problematycznych tematów z zakresu opodatkowania instrumentów finansowych podrzucić do sprawdzenia sztucznej inteligencji? Czy „google’owy doradca podatkowy” podpowie mi coś ciekawego? Może to, co dla mnie jest nieoczywiste i zawiłe, dla niego będzie łatwe i proste? Wpisałem do wyszukiwarki, w trybie AI, pytanie o koszty uzyskania przychodu przy zakupie papierów wartościowych. I wiecie co się stało? Po kilku minutach dyskutowania ze sztuczną inteligencją przypomniałem sobie sytuację, która wydarzyła się na początku mojej pracy zawodowej.

Mniej więcej trzydzieści lat temu mój pracodawca, znany warszawski adwokat, poprosił, bym zadzwonił do urzędu skarbowego i zapytał, czy można rozliczyć w kosztach podatkowych jakiś nietypowy wydatek. Temat mieliśmy wcześniej przegadany, ale on chciał się upewnić. Połączyłem się z odpowiednim referatem, telefon odebrała urzędniczka, która zajmowała się właściwymi podatnikami. Pytam więc, po krótkim wstępie, czy taki to a taki wydatek można wrzucić w koszty podatkowe? „Nie” – usłyszałem bardzo szybko. Nie poddawałem się jednak – „... bo z takiego to, a takiego przepisu ustawy wynika, że można...? „Nie” – padło znów w słuchawce. „Proszę pani...” – walczyłem z uporem – „...jest takie orzeczenie NSA, z którego wynika, że podobny wydatek można rozliczyć w kosztach...”. W słuchawce zapadła dłuższa cisza, po czym moja rozmówczyni zwróciła się, tak wtedy przypuszczałem, do koleżanki siedzącej obok w tym samym pokoju: „Słuchaj, dzwoni pan i pyta...” – a następnie zrelacjonowała mój problem. Nie słyszałem całej, stłumionej przez telefon rozmowy między nimi, zanim padło krótkie, ale wymowne: „Tak, można”!

Wyszukiwarka internetowa w trybie AI zachowała się dokładnie tak samo, jak panie urzędniczki z urzędu skarbowego trzydzieści lat temu. Jej pierwotna, bardzo optymistyczna odpowiedź na zadane pytanie, ewoluowała wraz z moimi dodatkowymi pytaniami i powoli zamieniała się w odpowiedź negatywną, gdy mnożyłem wątpliwości. Oczywiście moja przewaga w obu przypadkach polegała na tym, że byłem przygotowany do zadania konkretnego pytania i miałem przeanalizowane różne interpretacje. Jednak i dziś, i wtedy, wystarczyło trochę uporu, by zmienić zdanie interlokutora.

A jaki z tego wynika wniosek dla was, drodzy czytelnicy? W sumie dość prosty. Jeśli chcecie przedyskutować jakiś podatkowy temat z urzędnikiem przez telefon albo ze sztuczną inteligencją w internecie, skutek będzie w zasadzie ten sam. Zarówno pierwsza jak i ostatnia odpowiedź nie dadzą wam gwarancji, że wiecie więcej, niż przed zadaniem trudnego, podatkowego pytania.