[b]"Parkiet":[/b] Był pan odpowiedzialny za przygotowanie zarówno oferty PZU, jak i GPW. Obie transakcje przyciągnęły na parkiet kilkaset tysięcy osób. Czy drobni inwestorzy mogą liczyć na kolejne debiuty państwowych spółek?

[b]Krzysztof Walenczak:[/b] Tak. Rynki lubią przewidywalność, a przyznanie inwestorom indywidualnym transzy wielkości 25–30 proc. całej oferty sprawdziło się. Sprawdził się także limit zapisów. Przy czym pamiętajmy, że maksymalny pułap, jaki ustalamy, nie jest żadną obietnicą, on po prostu służy walce z patologiami, jakimi były nadmierne pożyczki na inwestycje czy kolejki w biurach.

[b]Warto więc, aby drobni gracze zachowali zaoszczędzone środki i poczekali np. na debiut BGŻ?[/b]

Uważam, że akcjonariat obywatelski to nie są tylko okazyjni inwestorzy czekający na oferty prywatyzacyjne. Fakt, że grupa inwestorów detalicznych odpowiada za 30 proc. obrotów akcjami na rynku wtórnym, świadczy o tym, że duża część z nich to doświadczeni gracze. Oni wiedzą, co robić z pieniędzmi.

Powiem tylko tyle, że już teraz .

[b]Czy duży wzrost kursu na debiucie świadczy o tym, że GPW można było wycenić wyżej?[/b]

Przypomnę tylko głosy licznych analityków i zarządzających, cytowanych zresztą przez „Parkiet”, że akcje giełdy sprzedawane są drogo. Podczas budowania księgi popytu w procesie IPO działają prawa popytu i podaży, a osiągnięta cena była optymalna. Natomiast ceny akcji już notowanych na giełdzie rządzą się innymi prawami. Bezpośrednie porównywanie ceny w transakcji IPO do ceny na rynku wtórnym nie ma rynkowego sensu.