Podatek od sprzedaży został wprowadzony w 2021 r. Płacą go duże sieci stacjonarne, ale zdaniem Ministerstwa Finansów to za mało. – Zdaniem urzędników wiele firm omija podatek, rozwijając handel internetowy, dlatego główna zmiana ustawy ma właśnie objąć obciążenie e-handlu – mówi nasze źródło zbliżone do resortu. Ministerstwo Finansów nie odpowiedziało na nasze pytania. Z naszych informacji wynika, że szacowane wpływy z opodatkowania dużych sprzedawców e-handlu mogą przynieść kilkaset milionów złotych rocznie, może nawet przekroczyłyby 1 mld zł rocznie.
Miliard z podatku od e-handlu
Branża jest zaskoczona pomysłem, ponieważ wciąż szybko się rozwija i wymaga inwestycji. – W naszej ocenie działanie to jest kolejną próbą ograniczania konkurencyjności polskich i europejskich podmiotów branży e-commerce w stosunku do podmiotów azjatyckich, po ogłoszonej niedawno strategicznej współpracy Poczty Polskiej z chińską spółką Temu – mówi „Rzeczpospolitej” Patrycja Staniszewska, prezes Izy Gospodarki Elektronicznej. – Chcemy wspierać wzrost gospodarczy. Premier Donald Tusk podczas swojego exposé podkreślał sukcesy gospodarcze ostatniego półtora roku, w tym najwyższy w Unii wzrost gospodarczy. Odpowiedzialni za nie są polscy przedsiębiorcy, w tym działający w branży e-commerce. Nakładanie nowego podatku zmniejszy efekt i ograniczy dynamikę tego wzrostu – dodała.
Obecnie firmy handlowe z tytułu podatku od sprzedaży detalicznej płacą 0,8 proc. od przychodów między 17 a 170 mln zł miesięcznie, zaś stawka 1,4 proc. obejmuje wyższe kwoty. W tym roku z tego tytułu do budżetu ma wpłynąć ponad 4 mld zł i kwota ta systematycznie rośnie. W budżecie zapisane jest z tego tytuły 4,9 mld zł. Najwięksi płatnicy to czołowe sieci, jak Biedronka czy Lidl. Ze sprawozdania Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka, wynika, że z tytułu podatków zapłaciła w 2024 r. polskiemu fiskusowi 883 mln euro. – W Polsce zatrudniamy w sumie już 88,3 tys. osób i jesteśmy największym poza armią pracodawcą w kraju – mówił podczas prezentacji wyników Pedro Soares dos Santos, prezes Jeronimo Martins.
Cios w mniejsze firmy
– Fiskus wciąż traktuje sektor handlu jak łatwego sponsora budżetu. Co gorsza, rozważa się objęcie tym podatkiem także sprzedaży internetowej. To nie tylko krótkowzroczne, ale wręcz niebezpieczne z punktu widzenia konkurencyjności polskich firm – mówi Marcin Stypuła, przedsiębiorca i strateg e-commerce, prezes agencji Semcore. – W praktyce będzie to kara dla tych, którzy rozwijają się uczciwie, inwestują w technologie, tworzą miejsca pracy i próbują konkurować globalnie – również z graczami z Chin, którzy pozostają poza zasięgiem polskiego systemu podatkowego. Jeśli dołożymy do tego rosnące koszty logistyki, pracy i technologii, to każda dodatkowa danina to realne osłabienie pozycji naszych firm za granicą – dodaje.
– Polskie sklepy online w większości to małe i średnie biznesy – już teraz borykają się z rosnącymi kosztami logistyki, walką o klienta i konkurencją z globalnymi platformami. Każdy dodatkowy podatek to mniej środków na rozwój, automatyzację i inwestycje w AI – a te, według raportu EY Polska, są dziś kluczowe dla 63% firm – mówi Mateusz Jeżyk, prezes Sales Intelligence (Digitree Group). W efekcie polski e-commerce już dziś walczy z kosztami i konkurencją, a nowy podatek jeszcze bardziej ograniczy jego szanse na rozwój i ekspansję zagraniczną. – Polski e-commerce gra na bardzo nierównym boisku. Działa w pełnej zależności od big techów – Google’a i Mety – które dyktują ceny reklam, warunki współpracy i zasady dostępu do klientów. Żeby w ogóle być widocznym, trzeba płacić coraz więcej za kliknięcia i zasięgi – mówi Mateusz Jeżyk. – Nowy podatek to kolejne obciążenie, które ograniczy możliwości reklamowe, widoczność i rozwój polskich sklepów – dodaje.
Prezent dla Temu?
Jego zdaniem chińskie platformy, jak Temu czy AliExpress, choć formalnie podlegają opodatkowaniu VAT w Polsce, dzięki mechanizmom takim jak IOSS i rozbijaniu przesyłek na mniejsze paczki, skutecznie unikają części kosztów celnych i podatkowych. – W obecnym kształcie systemu podatkowego to one będą prawdziwymi wygranymi – polskie sklepy dostaną dodatkowe obciążenie, a chińskie dalej będą sprzedawać tanio, wykorzystując przewagi systemowe i proceduralne – zauważa.
– Rozwiązanie to ma doprowadzić nie tylko do powiększenia wpływów, ale i do uszczelnienia systemu podatkowego. W mojej ocenie niekoniecznie będzie prowadzić do zwiększenia wpływów budżetowych, jak i do uszczelnienia systemu, bo nie uda się tutaj ująć kanału sprzedaży B2C, czy też, co oczywiste, zagranicznych platform internetowych – mówi prof. dr hab. Paweł Wajda z Uniwersytetu Warszawskiego i Forum Ekspertów Ad Rem. – Tym samym postulowałbym daleko idącą ostrożność, która motywowana jest tym, że podnoszenie i uszczelnianie systemu podatkowego może paradoksalnie prowadzić do powstania kontrproduktywnych efektów – dodaje.
Także Michał Barski, dyrektor marketingu Fulfilio, uważa, że rozszerzenie podatku od sprzedaży detalicznej na sektor e-commerce to ruch, który może znacząco osłabić konkurencyjność polskich firm, zarówno na rynku krajowym, jak i w kontekście ekspansji zagranicznej.