Dwa sztandarowe przykłady: CPK i elektrownia atomowa. Niby projekty strategiczne, warunkujące skok gospodarczy, ba – cywilizacyjny.
Brak wystarczającego finansowania czy ponadpartyjnej zgody co do ich realizacji powoduje jednak, że od lat wciąż właściwie znajdują się bliżej fazy koncepcji niż realizacji.
Wszyscy pamiętamy te zapowiedzi:
- 2016: 25 proc. PKB na inwestycje,
- 2017: bilion zł na rozwój,
- 2017: mieszkanie+,
- 2016: Izera,
- 2018/23: rekordowe inwestycje infrastrukturalne,
- 2017/23: CPK.
Inwestycje publiczne w Polsce dzielimy na dwie grupy: te, które powstają i te, które istnieją tylko na slajdach. Tych drugich bywa zdecydowanie więcej. Inwestycje publiczne łączy też inna przypadłość – rozdrabnianie się. Zamiast wybrać 2–3 projekty i względnie szybko je ukończyć (w terminie, w budżecie), dostajemy pełen katalog: tu port, gdzie indziej szybka kolej, a dalej elektrownia. A każdy rok opóźnienia to X miliardów dodatkowych kosztów czy utraconych przychodów i droższe finansowanie. Każdy projekt dostaje jedynie trochę uwagi, zbyt mało pieniędzy (za to dużo konferencji prasowych i narad), więc na ukończenie czekamy latami.
Państwo jest wspaniale przygotowane do ogłaszania – przy fleszu kamer – nowych projektów. Pomysł jednak może mieć każdy i wiele z nich będzie dobrych – ich realizacja to jednak zupełnie inna para kaloszy. Oczywiście od czasu do czasu jakąś inwestycję uda się dokończyć – choć z opóźnieniem (i często połowicznie, patrz Mierzeja), niestety pozostałe grzęzną w problemach i trwają latami.
Dwa sztandarowe przykłady: CPK i elektrownia atomowa. Niby projekty strategiczne, warunkujące skok gospodarczy, ba – cywilizacyjny. Brak wystarczającego finansowania czy ponadpartyjnej zgody co do ich realizacji powoduje jednak, że od lat wciąż właściwie znajdują się bliżej fazy koncepcji niż realizacji. W warunkach, gdy pierwszy etap – koncepcja – stwarza ogromne problemy, można sobie tylko wyobrazić, co dzieje się dalej – uchwalenie odpowiednich regulacji, dobór wykonawców czy znalezienie finansowania są teoretycznie przecież znacznie trudniejsze.
Dziś słyszymy:
- 2026: turbo‑przyspieszenie, bilion na energetykę,
- CPK: uruchomienie lotniska i pierwszego odcinka KDP w 2032 r.,
- 2028: trzy fabryki amunicji.
Może faktycznie nowe plany będą skuteczniej realizowane niż poprzednie. Mam jednak pytanie: czy skoro przed laty to się nie udało, to teraz przy znacznie wyższym zadłużeniu budżetu, większych kosztach jego obsługi i podwyższonych stopach procentowych są na to większe szanse? Przez lata nie udało się ukończyć wielu projektów w tanim pieniądzu i z rosnącymi dochodami – czy więc uda się to teraz?
Przez ostatnią dekadę każde kolejne władze ogłaszały rok przełomu i rekord inwestycji. Jak to się więc stało, że wskaźnik inwestycje/PKB spadł? Wtedy stawiano na rozwiązywanie bieżących problemów (realnych lub mniej). Dziś sytuacja wcale nie jest aż tak odmienna. W 2026 r. pojawiła się np. presja na finansowanie obronności – na wydatki związane z poprawą innej infrastruktury (np. energetycznej) może nie być już więc miejsca.
Gdy warunki były komfortowe, przespano temat. Gdy stają się trudniejsze, mamy falę zapowiedzi. Ja przypominam sobie jeszcze (mgliście) gazety z PRL, które podobnie podchodziły do tematu – im było gorzej, tym więcej szumnych obietnic. Oby tym razem było inaczej.
Trzymam kciuki.