Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie kluczowe wątpliwości konstytucyjne stały za decyzją o wstrzymaniu nowego podatku dla branży paliwowej.
  • Jak skonstruowano podatek od nadzwyczajnych zysków i dlaczego jego koszt mogliby ponieść wszyscy konsumenci.
  • Jaki był cel wprowadzenia nowej daniny i jakie są finansowe konsekwencje jej zablokowania dla budżetu państwa.
  • Dlaczego zdaniem branży paliwowej nowe przepisy uderzały nie tylko w koncerny, ale i mniejszych importerów.

Prezydent zdecydował o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków spółek paliwowych osiągniętych w okresie od marca do grudnia 2026 r. ze zbycia paliw ciekłych. To duży powód do zmartwień dla rządu.

Wątpliwości prezydenta

Karol Nawrocki przekazał, że nie podpisze ustawy, wobec której istnieją poważne wątpliwości konstytucyjne. – Prawo ma wejść w życie w sierpniu, ale podatek miałby obejmować dochody uzyskiwane już od początku marca. Oznacza to próbę opodatkowania działalności z mocą wsteczną – wyjaśnił. Przypomniał także o gwarancji wolności w państwie prawa, wyrażonej w łacińskiej formule: Lex retro non agit, czyli prawo nie działa wstecz.

Prezydent zwrócił uwagę, że po wygaśnięciu działań osłonowych tzw. CPN (Ceny Paliwa Niżej) kierowcy odczuli już - jego zdaniem – wzrost cen paliw. 

– Dodatkowy podatek, wynoszący aż 60 proc. podstawy opodatkowania, zostanie w efekcie przerzucony na klientów stacji benzynowych. – Rachunek zapłacą wtedy nie tylko kierowcy. Zapłacą rolnicy, transportowcy, małe przedsiębiorstwa i rodziny kupujące żywność, której cena zależy przecież również od kosztów przewozu – wskazał.

– Nowy podatek nie obniża cen paliwa. Ma przede wszystkim dostarczyć pieniędzy do budżetu. Nie mogę zaakceptować sytuacji, w której próbę łatania finansów państwa przedstawia się obywatelom jako ochronę ich interesów, podczas gdy skutkiem będzie kolejna fala podwyżek – zauważył Prezydent. Tu jednak trzeba dodać, że te środki z tego podatku miały pokryć koszy pakietu CPN. 

Karol Nawrocki wyjaśnił, że nie wetuje ustawy, lecz wysyła ją do Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ najpoważniejszy problem tej regulacji  – jego zdaniem  – ma charakter konstytucyjny, czyli odnosi się do złamania zasady niedziałania prawa wstecz.

– Trybunał Konstytucyjny powinien rozstrzygnąć, czy państwo może ustanawiać tak niebezpieczny precedens. To będzie ważna wytyczna na przyszłość – podsumował.

Założenia nowego podatku paliwowego

Stawka podatku miała wynosić 60 proc., a podstawę opodatkowania stanowić miała nadwyżka przychodów ponad kwotę przychodów, jaka zostałaby osiągnięta przez tego podatnika przy zastosowaniu marży referencyjnej. Rokiem referencyjnym miał być rok obrotowy zakończony przed 1 marca 2026 r. Marża referencyjna to średnia marża sprzedaży paliw ciekłych w 2025 r. powiększona o 20 proc. Branża paliwowa, która protestoeała przeciwko temu podatkowi, podkreśla że stawka podatku oparta jest na nadwyżce marżowej, a nie na rzeczywistym nadzwyczajnym zysku ekonomicznym. Obejmuje okres od marca do grudnia 2026 r., w tym miesiące już zakończone, więc firmy nie mogły uwzględnić nowego obciążenia w decyzjach zakupowych, cenach, umowach ani finansowaniu zapasów.

– Rozwiązania przewidziane ustawą to reakcja rządu na gwałtowny wzrost marż w sektorze paliwowym począwszy od marca 2026 r. – argumentował minister energii Miłosz Motyka zaraz po tym jak przyjął ją Parlament na początku lipca. Nowa opłata miała obciążyć producentów i importerów paliw, którzy osiągnęli ponadprzeciętne dochody w wyniku destabilizacji rynków energii po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie.

„Regulacja obejmie ograniczoną grupę podmiotów, ale jej relatywny ciężar może być szczególnie dotkliwy dla prywatnych polskich importerów paliw. Wejście w życie zaplanowano na 1 sierpnia 2026 r.” – wskazywała Polska Grupa Paliwowa.

Czytaj więcej

Zmiana w projekcie podatku od paliwowych zysków nadzwyczajnych. Stawka poszła w dół

Zastrzyku dla budżetu nie będzie

Wpływy z nowej daniny miały zrekompensować stratę dochodów w budżecie (szacowaną na ok. 4,8 mld zł w ciągu pierwszych trzech miesięcy w efekcie pakietu osłonowego CPN – Ceny Paliwa Niżej), która powstała w wyniku obniżenia stawki podatku VAT na paliwa do 8 proc. oraz redukcji akcyzy do minimalnych poziomów unijnych. Projekt zakładał, że producenci i sprzedawcy paliw ciekłych zapłacą łącznie cztery miliardy złotych podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych w okresie podwyższonych cen paliw, z czego 3,8 mld zł w tym roku, a resztę – w 2027 r. Największym płatnikiem tego podatku miał być Orlen. tylko ta spółka miała zapłacić ok. 3 mld zł lub nieco mniej, a pozostałą kwotę inne spółki. 

Podatnikami od nadzwyczajnych zysków miały być podmioty prowadzące w Polsce działalność w zakresie wytwarzania paliw ciekłych, obrotu paliwami ciekłymi z zagranicą, które importują lub kupują je w ramach wewnątrzwspólnotowego nabycia. Ustawa obejmowała swoim zakresem zarówno duże koncerny, jak i mikro-, małych i średnich przedsiębiorców. Według szacunków krąg podatników obejmie około 20–30 podmiotów. Opodatkowaniu podlegać miały przychody ze zbycia paliw ciekłych w rozumieniu przepisów o monitorowaniu jakości paliw. W praktyce są to przede wszystkim benzyny silnikowe, oleje napędowe. Z nowej regulacji wyłączone mają być m.in. oleje opałowe czy procesy mieszania paliw.

Decyzję prezydenta skomentował już Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki. „Prezydent Nawrocki zablokował kolejne 4 mld zł dla budżetu Polski. To środki, które miały sfinansować pakiet CPN chroniący Polaków przed wysokimi cenami paliw. Zamiast po stronie Polaków stanął po stronie koncernów paliwowych odnoszących potężne zyski z obecnej sytuacji na rynku paliw. Wysyłając ustawę do TK, którego działanie sam wcześniej sparaliżował, kolejny raz uderzył też w polskie finanse publiczne.” - napisał na portalu„X” minister Domański. 

W podobnym tonie wypowiedział się minister energii Miłosz Motyka. „Brak podpisu prezydenta Nawrockiego pod ustawą, która zapewniała środki na pakiet CPN to antypaństwowe działanie. W sytuacji gdy koncerny notowały nadzwyczajne zyski a obywatele i budżet państwa ponosili straty, prezydent stanął po stronie koncernów, wbrew obywatelom. Wstyd!” - napisał na portalu „X” minister. 

Branża krytykowała nowe przepisy

Choć ustawa formalnie dotyczyła określonej grupy firm, w praktyce jej skutki mogły być nierówne. – W momencie, kiedy rośnie cena ropy naftowej, zarabiają ci, którzy tę ropę wydobywają (...). Następnie: jeżeli cena diesla na rynkach wzrosła – w uproszczeniu – z 700 do 1,5 tys. euro, to zarabia ten, kto przerabia ropę na diesla. I te dwie kategorie faktycznie skorzystały na sytuacji światowej. Natomiast importer paliw (...) jest biorcą ceny z rynku – mówił podczas posiedzenia sejmowej Komisji Finansów Publicznych Krzysztof Rutkowski, przewodniczący rady nadzorczej Polskiej Grupy Paliwowej.

– Problem polega na tym, że podatek obejmuje jedynie część roku, zanim wiadomo, jaki będzie wynik całej działalności w 2026 r. Nie wiadomo, czy środki odbierane dziś firmom jako rzekome nadzwyczajne zyski nie będą dla nich konieczną poduszką finansową w drugiej połowie roku – mówi Robert Petruczuk, prezes PGP.