W połowie listopada przy Ministerstwie Energii powołano specjalny zespół do opracowania rekomendacji ws. kształtowania i kalkulacji taryf dla energii elektrycznej, m.in. dla przemysłu energochłonnego. Pierwszym efektem pracy zespołu jest projekt rozporządzenia taryfowego. Biznes i branża energochłonna, które płacą jedne z najwyższych cen energii w Europie, są rozczarowane.

Jak rząd chce ulżyć przemysłowi? 

Resort proponuje rozwiązanie dla nowo zdefiniowanej kategorii odbiorców, pobierających energię. Przy wykorzystaniu sieci o napięciu 110 kV lub wyższym i zużywających w obiekcie przemysłowym na potrzeby własne w ilości co najmniej 100 GWh rocznie, przewidując obniżenie dla tej grupy składnika stałego stawki sieciowej oraz składnika zmiennego stawki sieciowej. Dodatkowo projekt przewiduje wprowadzenie stref czasowych w rozliczeniach opłaty jakościowej, promujących przesunięcie poboru energii na okresy niskich cen energii, występujących w okresach wysokiej generacji z OZE. W związku z tym, resort energii proponuje usunięcie definicji tzw. odbiorcy specjalnego opłaty jakościowej. Przy założeniu obniżenia składnika stałego, a więc stawki sieciowej stałej o 10 proc. oraz składnika zmiennego, czyli stawki sieciowej zmiennej o 50 proc., resort energii przewiduje, że łączne korzyści dla takich odbiorców z tytułu niższych opłat sieciowych wyniosą ok. 316 mln zł.

Czytaj więcej

Droga energia krępuje polskie firmy

Pomoc zbyt mała i dla wybranych 

Biznes, na który ma być nakierunkowana pomoc jest rozczarowany i wskazuje, że jest daleki od oczekiwań przemysłu. „Przemysł w Polsce od lat ponosi jedne z najwyższych kosztów energii elektrycznej w Europie, podczas gdy konkurenci z Niemiec, Francji czy Hiszpanii korzystają ze znacznie niższych cen energii oraz dodatkowo z redukcji opłat sieciowych sięgających 80-90 proc. Tymczasem proponowany w Polsce poziom ulg sieciowych jest zdecydowanie niższy, a samo ich uzyskanie jest niepewne” – wskazuje Federacja Przedsiębiorców Polskich. Łączne korzyści dla całego przemysłu mają według projektu wynieść zaledwie ok. 316 mln zł, podczas gdy – jak wskazuje organizacja – Niemcy na samą redukcję kosztów sieciowych przeznaczają w tym roku 6,5 mld euro, a to 90 razy większa skala wsparcia.

Krytycznie projekt ocenia Henryk Kaliś, prezes Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu (FOEEiG) oraz prezes Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii, który podkreśla, że rozwiązanie to dotyczyć będzie zaledwie 56 największych firm, oferując im, zgodnie z Oceną Skutków Regulacji, redukcję kosztów dostawy energii elektrycznej rzędu 10 zł/MWh, co jest – jego zdaniem – kwotą symboliczną w porównaniu do różnic w cenach samej energii sięgających 50 euro/MWh. Z analiz FOEEiG wynika, iż sumaryczny poziom redukcji wszystkich opłat może sięgać 19 zł/MWh, ale – jak dodaje prezes Kaliś – dodać trzeba, że zaproponowany poziom zmniejszenia opłat sieciowych w wysokości 50 proc. składnika zmiennego i 90 proc. składnika stałego stawki daje efekt dużo mniejszy niż redukcje stosowane już dzisiaj w takich krajach jak: Niemcy, Francja, Hiszpania, Dania, Wielka Brytania czy Portugalia, gdzie już stosowane poziomy redukcji kosztów sieciowych pozwalają na ich zmniejszenie w granicach od 75 proc. do 90 proc.

Prezes Izby dodaje także, że proponowane rozporządzenie zawiera fundamentalne ograniczenia, które zmniejszają jego skuteczność i transparentność. – Po pierwsze przyłączenie do sieci 110 kV (lub wyższej), a po drugie roczne zużycie energii elektrycznej powyżej 100 GWh, które arbitralnie wykluczają wiele mniejszych, ale równie energochłonnych polskich firm, które pilnie potrzebują wsparcia. Powodują również, że z redukcji skorzysta jedynie 56 przedsiębiorstw. Dotyczy to m.in. dostawców gazów technicznych, którzy są zintegrowani z sieciami elektroenergetycznymi swoich klientów na średnim napięciu i których produkty składają się na ostateczny koszt wyrobów największych polskich firm – mówi i wskazuje, że dokument nie zawiera rzetelnej analizy skutków proponowanych zmian i nie wiadomo skąd wzięła się kwota 320 mln zł oszczędności ani też kto i w jakim stopniu poniesie koszt tej obniżki. Projekt rozporządzenia jest obecnie na etapie zbierania uwag.

Czytaj więcej

Zmiany w systemie handlu CO2 po myśli Polski. Trzeba je utrzymać

Przemysł hutniczy zostanie bez pomocy? 

Mirosław Motyka, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, wskazuje, że projekt rozporządzenia taryfowego ministra energii nie odpowiada na realne potrzeby polskiego przemysłu stalowego. – Nie tylko nie przynosi oczekiwanej ulgi, ale dla części zakładów stanowi wręcz zagrożenie. Obecna propozycja wyklucza znaczącą część sektora hutniczego, w tym zakłady o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa gospodarczego kraju. Jest to szczególnie niezrozumiałe w momencie, w którym rząd deklaruje, że stawia na local content – wskazuje. Jak podkreśla, kryteria kwalifikacji są określone w sposób nieracjonalny – zamiast koncentrować się na znaczeniu kosztów energii w kosztach produkcji, skupiają się na technicznych parametrach pozbawionych znaczenia gospodarczego. Ich restrykcyjność całkowicie wyklucza część branży. – W rezultacie grozi nam sytuacja, w której część zakładów, pomimo że wszystkie znajdują się w trudnej sytuacji i ponoszą porównywalne koszty energii, nie zostanie objęta nowym mechanizmem – mówi Motyka.

Jeszcze mocniej ocenia ten projekt Przemysław Sztuczkowski, prezes hutniczej firmy Cognor, który wskazuje, że obecny kształt projektu jest nie do zaakceptowania. – Z jednej strony Ministerstwo deklaruje chęć wsparcia przemysłu energochłonnego, z drugiej proponuje rozwiązania, które wykluczają znaczną część przedsiębiorstw elektrointensywnych, faktycznie ponoszących najwyższe koszty energii. Cognor jest jednym z kluczowych producentów stali w Polsce, zatrudnia tysiące pracowników i zaopatruje kluczowe sektory gospodarki. Mimo to po wejściu w życie tych przepisów nasze zakłady nie mogłyby skorzystać ze zmian taryfowych – mówi nam prezes.

Nieco bardziej koncyliacyjnie, ale nadal krytycznie o tym rozporządzeniu wypowiada się Grupa Azoty, która traktuje to rozporządzenie jako początek poszukiwania rozwiązania, bo obecna propozycja jest trudna do właściwej oceny. – Po pierwsze, potencjalne redukcje w ramach stawek określane są jako ich górne granice. Nie mamy pewności, czy składnik zmienny stawki sieciowej zostanie obniżony o 50 proc., czy też będzie to 5 proc. Po drugie, projekt rozporządzenia został w znacznej mierze sprofilowany pod rozwiązania mające wymusić elastyczność w poborze energii w celu optymalizacji kosztów jej dostaw, co stoi w sprzeczności z profilem produkcji przemysłu energochłonnego – mówi nam dr Artur Chołody, wiceprezes Grupy Azoty. Dodaje on, że przy szeregu założeń szacujemy, że wprowadzone rozporządzenie optymistycznie może zmniejszyć koszty o kilka, maksymalnie kilkanaście procent. – Niestety, to wciąż nie wystarczy – kwituje wiceprezes chemicznego giganta.