Z nieco ponad 1,1-proc. spadkiem kończył czwartkową sesję indeks dużych spółek, co i tak wygląda jak bardzo łagodny wymiar kary. Krajowy rynek ma za sobą udany rajd i można by sądzić, że globalny stres odbije się na nim silniej niż na rynkach bazowych. Nic bardziej mylnego. Nieco ponad 1-proc. spadki głównych indeksów w Warszawie były co prawda większe niż w Bukareszcie czy w Budapeszcie, ale zarazem sporo mniejsze niż we Frankfurcie, a zwłaszcza Paryżu. Popularny pogląd rynkowy mówi, że rynki silne podczas spadków pozytywnie wyróżniają się także podczas zwyżek. Ale czy o krajowy rynek można być całkiem spokojnym? Analitycy od dłuższego czasu zwracają uwagę na rozjazd między walutą a giełdą. Polski złoty w ostatnich tygodniach sporo stracił na wartości, co wyprowadziło kursy USD i EUR sporo powyżej marcowych szczytów. Zarazem jednak rynek akcji niewiele sobie z przeceny PLN zrobił.

Lokalnie warto odnotować także spore oczekiwania inwestorów na pobicie historycznego rekordu WIG20, ustanowionego w 2007 r. Brakuje do niego około 100 pkt, jednak podczas sesji środowej i czwartkowej było to ledwie kilkadziesiąt punktów. Bliskość rekordu może zostać wykorzystana do realizacji zysków. Większe znaczenie dla nastrojów na GPW ma jednak sytuacja globalna. Przebicie poziomu 100 dolarów przez ropę Brent znów zmienia oczekiwania inwestorów na kolejne decyzje amerykańskiego Fedu i ponownie wzmacnia obóz jastrzębi. To z kolei przyniosło sporą i szeroką przecenę światowych rynków obligacji skarbowych. Rentowność papierów dziesięcioletnich USA wybiła się już na najwyższy poziom od około 1,5 roku. Trudno się więc dziwić, że amerykański rynek akcji rozpoczął czwartkową sesję od sporego zjazdu, koncentrującego się na spółkach technologicznych. Po dwóch kwadransach handlu kasowego Nasdaq zbliżał się do 2-proc. przeceny, a Alphabet, który kilkanaście godzin wcześniej zaprezentował wyniki, zniżkował o niemal 7 proc.