Nasza stara szafa. Czy przejście do Narnii jest możliwe?

Jak stwierdził Richarda Feynman (w „Pan raczy żartować, panie Feynman!”): „Pewnego dnia oglądałem pantofelka i zauważyłem coś, o czym nie wspominały podręczniki w szkole czy nawet na studiach. W tych książkach wszystko jest zawsze uproszczone, żeby świat był bardziej taki, jak życzyliby sobie autorzy”. Dedykuję te słowa samemu sobie – a teraz do dzieła.

Publikacja: 12.02.2024 06:00

Ludwik Sobolewski, były prezes GPW i BVB, adwokat, autor książek i publikacji w mediach społeczności

Ludwik Sobolewski, były prezes GPW i BVB, adwokat, autor książek i publikacji w mediach społecznościowych, partner w Qualia AdVisor

Foto: materiały prasowe

Zapewne ma rację Marcin Piątkowski – a nawet zdecydowanie ma rację – że ostatnie dziesięciolecia to złoty wiek w historii gospodarczej Polski. A nawet szerzej niż gospodarczej, bo to dotyczy wielu aspektów życia w naszym kraju. W dodatku dowiadujemy się z badań, że na przykład Koreańczycy z Korei Południowej żyją w państwie bogatszym niż Polska, jeśli mierzyć to wartością PKB na mieszkańca, ale są podobno bardziej zestresowani i ogólnie ich poziom życia jest gorszy niż Polaków w Polsce.

Zgadzam się też całkowicie z Marcinem, gdy mówi – parafrazuję, ale, mam nadzieję, bez ingerencji w sens – że właśnie teraz należy zwiększyć inwestycje w nowoczesne technologie, w rozwój na wielu płaszczyznach. Czyli mniej samozadowolenia, a jeszcze więcej wysiłku, by wskoczyć do pierwszej ligi potęg gospodarczych.

To jest bardzo wyrazista motywacja do pracy nad dalszym wzrostem zamożności.

Dzisiaj jednak trudno uwierzyć, że ten awans Polski do grona najbardziej konkurencyjnych gospodarek w dziedzinach, gdzie rozgrywają się światowe lub regionalne przywództwa, jest rzeczywiście możliwy.

Jeżeli wyjedziemy z Polski do, dajmy na to, Stanów Zjednoczonych, Japonii czy Niemiec, to odniesiemy wrażenie, że nie ma między Polską a bogatym globalnym Zachodem wyraźnych cywilizacyjnych odmienności. Co więcej, z przyjemnością wskazałbym na kilka przewag, jakie ma życie w dużym mieście w Polsce w porównaniu z życiem w Tokio, Frankfurcie czy Nowym Jorku. Przy zarazem pewnych zaletach tych wielkich metropolii na tle Warszawy. I to jest na pewno wielka zmiana, jaką mieliśmy szczęście przeżyć i współtworzyć, tu, w Polsce, po roku 1989. Nie przesadzając również z docenianiem jej tempa. Od roku 1989 minęło 35 lat, i to jest dość dużo czasu jak na to, by inteligentne społeczeństwo przeobraziło swoje otoczenie w sposób niemal nie do poznania. Pamiętajmy, że 35 lat to na przykład dystans między rokiem 1935 a 1970. A przecież wydaje nam się, że te dwie daty wskazują dwie kompletnie różne epoki.

Niestety, obok tej modernizacji faktem jest również peryferyjność Polski, a nawet jej nieobecność. Znajdujemy się ciągle w szafie z ubraniami, ledwo stykającej się z wielkimi przestrzeniami narnijskimi.

Polski nie ma bowiem w żadnym z wielkich trendów współczesności. Nie ma jej w budowaniu sztucznej inteligencji. To, że Open AI zatrudnia, czy nawet jest współtworzona, przez Polaków, nie znaczy, że w Polsce powstaje ta zmieniająca wszystko technologia. W Polsce powstaje, owszem, rada do spraw AI. Hm, to daje jakiś polor, smaczek, a nawet być może minimalną dyfuzję innowacji, ale bynajmniej nie ustawia polskiej gospodarki w kręgu tych, które dziś walczą o dominację nad światem przy pomocy narzędzi AI. Ani mniej, ani więcej, lecz właśnie o dominację.

Nie ma Polski, już od wielu lat, na mapie rynków kapitałowych. To giełdy służą do inkubowania i ekspansji innowacji. A poza naszą szafą naprawdę się dzieje. Inwestorzy ekscytują się tym, że indeks S&P 500 osiągnął parę dni temu nowe maksimum wszech czasów. Podobnie jest z Dow Jones i Nasdaq Composite. Gdzie indziej też buzuje energia. Giełda w Paryżu konkuruje z powodzeniem z LSE. Największą europejską spółką technologiczną pod względem kapitalizacji rynkowej jest holenderska ASML, wytwarzająca aparaturę do produkcji półprzewodników. Po drugiej stronie Atlantyku jej jeszcze większym odpowiednikiem co do szybkości rozwoju jest Nvidia. Te firmy nie wytwarzają okien ani farby malarskiej, one wytwarzają magiczną rzeczywistość i przyszłość.

Co poza tym? Trwający już dwa lata kryzys na rynku akcji w Chinach i wybijanie się Indii do pozycji mocarstwa, także w absorpcji i eksporcie kapitału. Giełda w Delhi jest obecnie czwartym rynkiem w Azji, jeśli chodzi o kapitalizację. MSCI, uwzględniając stagnację w Chinach, opracowuje nowy indeks obejmujący rynki wschodzące, lecz bez Chin. Dotąd w tym indeksie Chiny zajmowały aż 40 proc. jego wartości. To ryzykowny zabieg, bo inwestowanie w rynki wschodzące z pominięciem Chin to tak jak inwestowanie w rynki rozwinięte z pominięciem Ameryki. Stwarza to jednak dodatkowe bodźce dla krajów, które w tym indeksie – a także w innych podobnych, i w ETF-ach konstruowanych w podobnej logice – zajmą miejsce po redukcji udziału spółek chińskich. Będą to Tajwan, Indie, Korea Południowa. Polski próżno tam szukać. A przecież jesteśmy państwem konsekwentnego wzrostu gospodarczego, średniej wielkości członkiem Unii Europejskiej. Dwudziestym którymś krajem w rankingu bezwzględnych wartości PKB.

Minęło 35 lat. Czy istnieje jakaś globalna polska marka? Produkt? Usługa? Czy polskie spółki mają istotny udział w jakimś kluczowym dla inwestorów międzynarodowym indeksie?

Polska nie posiada żadnej strategii rozwoju gospodarki – tak jak mają Arabia Saudyjska, Malezja, Kambodża, Indonezja i szereg innych krajów. Często odnosimy się do nich z poczuciem wyższości. Tymczasem to my nie mamy na tyle mocnego kapitału społecznego i kapitału kulturowego, by uczynić z naszego kraju jednego z liderów rozwiniętego świata. I nie rekompensujemy tych braków podstawowymi narzędziami polityki gospodarczej. Zamiast tego wykonujemy chaotyczne, motywowane politycznie ruchy, sprzedając strategiczne aktywa gospodarcze na przykład Arabii Saudyjskiej. Notabene, skoro Saudyjczycy mogą sobie znacjonalizować polską rafinerię, to dlaczego jest wyklęta prywatyzacja poprzez giełdę warszawską?

Efekty? Gdzieś przeczytałem, że w Polsce inwestycje w akcje zajmują 3 proc. w strukturze oszczędności społeczeństwa. Kiedyś ten wskaźnik dochodził do 20 proc. Ile w relacji do PKB stanowi kapitalizacja GPW, to nawet żal przytaczać. A tymczasem otwiera się znowu festiwal krasomówczy na temat ograniczenia czy zniesienia podatku od zysków kapitałowych. Zamiast dyskutować, trzeba coś wreszcie zrobić. I to nie „ograniczając”, lecz likwidując. To będzie coś malutkiego, coś niemalże symbolicznego, ale będzie. Społeczeństwa, które są bogatsze od naszego i należą do światowej ekstraklasy tych mających władzę i wpływy w świecie, potrafią wykonywać małe kroczki. U nas od razu musi być wielka systemowa reforma; jakiś, za przeproszeniem, Ład. Nie tędy droga, mamy na to chyba zbyt mało wyobraźni. Działajmy jak Szwajcarzy. Bez nadmiernego angażowania zdolności wyższego rzędu, za to z pragmatycznym sensem.

Polska ciągle odczuwa swoje korzenie. Korzenie feudalnego, anachronicznego i anarchicznego, wielusetletniego systemu. Jeżeli mimo to, a raczej właśnie dlatego, mogą w Polsce powstawać tak ważne filmy, jak „Kos”, a nawet „1670”, to być może jest nadzieja na to, że również w pozaartystycznych dziedzinach będzie nas stać na zaprzeczenie balastowi historii.

Felietony
Zakaz oferowania udziałów spółek z ograniczoną odpowiedzialnością
Materiał Promocyjny
Nowy samochód w nowej firmie - co warto wiedzieć?
Felietony
Skupię akcje własne
Felietony
O kotkach i myszach, czyli w obronie podatku Belki
Felietony
Wbrew wysiłkom medyków pacjent, czyli GPW, wciąż żyje
Felietony
Historia nie sprawdza się w roli nauczycielki. Nie ze swojej winy
Felietony
Wzrost pomoże akcji kredytowej