Po długim zastanowieniu się nad tym, w jaki oryginalny sposób pochylić się nad szeroko skomentowaną już przecież reakcją polskiego rynku akcji na przełomowe wyniki wyborów parlamentarnych, doszedłem do wniosku, że najlepszym komentarzem niech będą liczby i statystyki.
Rekordowo pozytywna reakcja
Najbardziej elementarną kwestią rzucającą się w oczy jest rekordowa zwyżka WIG-u w reakcji na zdobycie sejmowej większości przez opozycję. Z naszych wyliczeń jasno wynika, że nigdy dotąd krajowy benchmark nie urósł tak mocno bezpośrednio po wyborach parlamentarnych. I to bez względu na to, czy pod uwagę weźmiemy poziom poniedziałkowego otwarcia (+2,2 proc.), całą pierwszą sesję (+4,3 proc.) czy też pierwsze dwie sesje (+6,2 proc.). Reakcja na tegoroczną elekcję zdecydowanie pozytywnie zapisuje się więc na kartach historii.
Najbardziej zbliżona do tych wyników była zwyżka WIG-u po wyborach w październiku 2011, w wyniku których PO zdołała utrzymać przewagę nad PiS, jednak wtedy o wzroście zdecydowała w niemałym stopniu równoległa mocna poprawa sytuacji na rynkach globalnych. Przy braku takiego mocnego ożywienia tym razem należy się jeszcze większe uznanie dla pierwszej reakcji krajowej giełdy.
Rzadko spotykane tempo
Uwagę warto zwrócić na fakt, że dyskontowanie możliwego zwycięstwa prounijnej opozycji rozpoczęło się na warszawskiej giełdzie już na kilka dni przed samymi wyborami. Jeśli wziąć pod uwagę zarówno pierwsze dwie entuzjastyczne sesje po elekcji i wcześniejsze pięć bardzo udanych przedwyborczych dni, to okazuje się, że taka łączna, 7-sesyjna zwyżka WIG-u wyniosła aż 11,5 proc. Z historycznego punktu widzenia takie tempo nie jest zbyt często spotykane (w ostatnich kilku latach, od czasu pandemii, wyraźnie częściej).
Jakie były implikacje takich dynamicznych wystrzałów notowań? Czy był to już ostatni akcent w ramach trendu wzrostowego, a może wręcz przeciwnie – raczej oznaka siły popytu? Przychylalibyśmy się raczej do tej drugiej wersji. Co prawda, w najbardziej pesymistycznym przypadku – w połowie marca 2022 – taki gwałtowny skok w górę stanowił jedynie chwilowe odreagowanie po szoku, jakim była inwazja Rosji na Ukrainę. Ale w zdecydowanej większości historycznych przypadków tak mocna zwyżka była raczej sygnałem wychodzenia z dołka i zapowiedzią dalszej poprawy koniunktury. W tym kontekście wymienić należy choćby przypadki z jesieni 2022 (wyjście z dołka bessy poprzedniego roku), z jesieni 2020 (koniec obaw przed drugą falą pandemii), z wiosny 2020 (wyjście z pandemicznego dołka) czy też z wiosny 2009 (wyjście z dołka globalnego kryzysu finansowego). Reasumując, to raczej pozytywny niż negatywny sygnał w średnim terminie.
Pierwsza część października wśród najlepszych w historii
W momencie pisania tego artykułu (tzn. po sesji 17 X) WIG był 8,9 proc. na plusie od początku października. Okazuje się, że tak pokaźna zwyżka w tym punkcie dziesiątego miesiąca roku plasuje go, jak na razie, wśród najlepszych w całej historii. Z naszych ustaleń wynika, że wyższy wzrost WIG-u w tym punkcie października odnotowano wcześniej… 20 lat temu (2003 rok). Z kolei rekordzistą pod tym względem był październik 2001, ze zwyżką +10,5 proc. po 17 dniach miesiąca (widać więc, że do tamtego rekordu niewiele brakuje). Ciekawostką jest fakt, że zachowanie WIG-u w ostatnich miesiącach jest niezwykle zbliżone właśnie do tego z 2001 roku. Gdyby ta analogia miała się utrzymać, to należałoby założyć, że w końcówce roku istnieje jeszcze ciągle spory potencjał (oczywiście 2001 rok miał swoją niepowtarzalną specyfikę – globalne rynki otrząsały się wtedy po szoku związanym z atakiem na wieże WTC).
Niezależnie już od tej analogii warto podkreślić, że – szczególnie jeśli chodzi o kierunek zmian – tegoroczne zachowanie WIG-u niemal perfekcyjnie wpisuje się w tradycyjny schemat sezonowy. Dołek z początku października praktycznie pokrył się z modelowym sezonowym dołkiem na uśrednionej, historycznej ścieżce indeksu z ostatniego ćwierćwiecza.
Niemal rekordowo szybkie odrobienie strat
Najnowsze wydarzenia na GPW warto też rozpatrywać w szerszym kontekście. Przecież jeszcze niedawno WIG przeżywał najgłębszą w tym roku korektę spadkową, która rozciągnęła się na całe dwa miesiące (sierpień–wrzesień). W trakcie drugiego dnia powyborczej euforii indeks niemal dotarł do szczytu hossy poprzedzającego ową korektę (na razie zabrakło paliwa do definitywnego zaatakowania tego szczytu). Z naszych ustaleń wynika, że był to jeden z najszybszych w historii przypadków odrobienia większości strat z co najmniej 10-proc. fali spadkowej. WIG znalazł się z powrotem o krok od szczytu po 55 sesjach. Właściwie jedynym blisko porównywalnym epizodem z przeszłości, jaki udało nam się znaleźć, był rajd z lata 2006 roku, kiedy to indeks znalazł się z powrotem w pobliżu szczytu sprzed dużej korekty (wtedy o wiele większej – o ok. 20 proc.) po 54 sesjach. To porównanie skłania do ostrożności na krótką metę (bo po powrocie do szczytu w 2006 roku WIG w kolejnych tygodniach korygował się w dół), ale jednocześnie do optymizmu w średnim terminie (powrót do szczytu był zapowiedzią trwalszej poprawy).
Oczywiście przydałoby się, żeby po ewentualnej zadyszce w bliskiej przyszłości potem WIG w końcu pokonał szczyt z końcówki lipca br., bo to byłby prosty, wymowny sygnał techniczny, świadczący o trwałym powrocie do trendu zwyżkowego.
Reasumując, nie da się wykluczyć, że po oszałamiającym, okołowyborczym rajdzie na GPW teraz należy się chwila wytchnienia, ale historyczne porównania dotyczące tempa zwyżki oraz tempa odrabiania strat z wcześniejszej korekty spadkowej w połączeniu z wzorcem sezonowym malują raczej pozytywny, a nie negatywny scenariusz w średnim terminie.
Świat zaczyna przychylniej spoglądać na polskie akcje?
Bezpośrednio po wyborach bank inwestycyjny Morgan Stanley zwiększył przeważenie polskich akcji w modelowym, globalnym portfelu, uzasadniając to nadziejami na: bardziej przyjazne dla inwestorów traktowanie spółek Skarbu Państwa, potencjalne odblokowanie środków z UE i ogólnie bardziej prounijne nastawienie przyszłego rządu. MS wskazuje na ciągle głębokie dyskonto w wycenach dużych spółek na GPW (szczególnie kontrolowanych przez państwo) względem indeksu rynków wschodzących.