REKLAMA
REKLAMA

Wierzytelności

Raport w sprawie GetBacku nadzieją dla poszkodowanych

Długo oczekiwany raport NIK na temat działań organów i instytucji państwowych w sprawie windykatora ujrzał światło dzienne. Jego tytuł „Bez ochrony państwa" nie pozostawia złudzeń.
Foto: Fotorzepa, Andrzej Bogacz

Raport NIK wskazuje jasno: „Instytucje państwowe nie zapewniły skutecznej ochrony konsumentów przed niezgodną z prawem działalnością GetBack SA oraz podmiotów oferujących i dystrybuujących jej papiery wartościowe. Ich działania były nieadekwatne do istoty i skali zagrożeń oraz nie w pełni rzetelne". Co to oznacza dla poszkodowanych w aferze?

Nowa nadzieja

– Dla nas raport NIK jest bardzo ważnym dowodem w każdym postępowaniu sądowym z powództwa cywilnego (pozew o zapłatę całej utraconej kwoty) oraz jest bardzo ważnym dowodem w postępowaniu karnym prowadzonym przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie – podkreśla Aritom Bujan, prezes Stowarzyszenia Poszkodowanych Obligatariuszy GetBacku. – Raport wskazuje bowiem nie tylko na brak nadzoru ze strony urzędów, ale również na spóźnioną oraz nieadekwatną reakcję na informację przekazaną chociażby przez sygnalistę, co mogło znacząco ograniczyć straty obywateli przed wybuchem afery GetBack i przerwać bezprawną dystrybucję obligacji, a jednocześnie znacząco ograniczyć działanie spółki GetBack w zakresie emisji obligacji do niedoświadczonych inwestorów, nieznających prawdziwego ryzyka inwestycji w obligacje – podkreśla Bujan.

Zapał ten studzi jednak Leszek Kieliszewski, prawnik kancelarii Legality, według którego raport NIK nie będzie miał bezpośredniego wpływu na wyniki toczących się postępowań sądowych obligatariuszy GetBacku.

– Stronami tych postępowań nie są bowiem KNF ani UOKiK. Z kolei rozważanie ewentualnych powództw o naprawienie szkody przez KNF lub UOKiK, czy to przez obligatariuszy, czy przez akcjonariuszy, to ślepa uliczka, o czym przekonali się niegdyś klienci Amber Gold – uważa Kieliszewski.

Jednak jego zdaniem raport może mieć pośredni wpływ na wynik toczących się postępowań. – W raporcie kontrolujący stwierdzili, że praktyki instytucji oferujących obligacje GetBacku nosiły znamiona agresywnej sprzedaży i działania bez wymaganych zezwoleń. Rzecznik finansowy, KNF, UOKiK a teraz NIK są w tej kwestii jednomyślne, co z kolei osłabia narrację instytucji finansowych, które twierdzą, że ich działania były we wszystkich aspektach zgodne z prawem, a obligatariusze GetBacku samodzielnie podejmowali decyzje inwestycyjne – zaznacza.

Foto: PARKIET

Według Wojciecha Bochenka, radcy prawnego w Kancelarii Bochenek i Wspólnicy, raport ma głównie zobrazować działania instytucji państwowych odpowiedzialnych za nadzorowanie rynku i działających na nim instytucji finansowych. – Sama treść tego raportu może dostarczyć zainteresowanym dodatkowych argumentów i przedstawić fakty, do których wcześniej nie mieli dostępu, a które mogą być dla nich pomocne w dochodzeniu roszczeń. Bardzo podobny raport NIK wydała w sprawie kredytów frankowych, gdzie wprost zostało wskazane, że przy udzielaniu kredytów można było zaobserwować niewłaściwie praktyki banków w zawieraniu umów kredytowych, których treści zawierały niedozwolone postanowienia – wskazuje Bochenek.

Na cenzurowanym

NIK szczególnie dużo uwag ma do UKNF. Z jej ustaleń wynika, że nadzór przez pierwsze pięć lat działalności spółki nie przeprowadził w niej ani jednej kontroli, chociaż były ku temu przesłanki. W efekcie nie wykryto na odpowiednio wczesnym etapie nieprawidłowości w działalności GetBacku oraz w procesie oferowania i sprzedaży papierów wartościowych.

Co na to UKNF? Komisja zwraca uwagę m.in. na to, że GetBack nie był bezpośrednio i w pełnym zakresie nadzorowany przez KNF oraz że zakres działań, do jakich podejmowania uprawniony i zaobowiązany był urząd, był ograniczony ustawowo.

Nie tylko jednak UKNF znalazł się na cenzurowanym. Dostało się również GPW za brak faktycznego nadzoru nad przygotowaniem dla zarządu opinii w sprawie dopuszczenia obligacji i akcji GetBacku do obrotu. NIK wytyka GPW również przyznanie GetBackowi w 2018 r. nagrody za optymalne wykorzystanie rynków GPW, mimo że w grudniu 2017 r. otrzymała zawiadomienie sygnalisty o nieprawidłowościach w działalności spółki.

„Rozpatrywanie wniosku spółki o dopuszczenie do obrotu na GPW jest procesem wieloetapowym. Dopuszczenie akcji GetBack do obrotu giełdowego nastąpiło zgodnie z obowiązującymi przepisami. Nagroda przyznana spółce GetBack opierała się na mierzalnych kryteriach, wyliczonych na podstawie danych spółki za 2017 r. W otrzymanym zawiadomieniu »sygnalisty« nie była wskazana nazwa spółki ani oficjalny jej skrót giełdowy, tak więc przypisanie zawartych w nim opisów konkretnej spółce mogło opierać się jedynie na domysłach" – ripostuje GPW.

Raport NIK uderza również w UOKiK, któremu zarzucono m.in. długotrwałość i niepełność działań w sprawie GetBacku. – Urząd zareagował bardzo szybko: już kilka dni od pierwszych doniesień prasowych o problemach z tymi obligacjami rozpoczęliśmy kontrole w biurach GetBacku w Warszawie i we Wrocławiu. Zadziałaliśmy, zanim trafiły do nas jakiekolwiek skargi oraz przed komunikatem KNF w tej sprawie – przekonuje Marek Niechciał, prezes UOKiK.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA