REKLAMA
REKLAMA

Parkiet PLUS

Kto i czym handluje na zagranicznych giełdach

Krajowi inwestorzy indywidualni coraz śmielej poczynają sobie poza warszawską giełdą. Szczególnie upodobali sobie rynek amerykański. Brokerzy wychodzą im naprzeciwko, ale wciąż jest jeszcze wiele do zrobienia, jeśli chodzi o dostęp do światowych parkietów.

Krajowi inwestorzy indywidualni szczególnie aktywni są na Wall Street. W niektórych biurach maklerskich udział handlu na amerykańskim parkiecie przekracza 70 proc. całej aktywności zagranicznej naszych graczy. Okazuje się jednak, że nie brakuje również amatorów mniejszych parkietów.

Foto: Bloomberg

Rynki zagraniczne powoli, aczkolwiek systematycznie, zyskują coraz większą popularność wśród krajowych inwestorów indywidualnych. W kontekście tego, jak prezentują się stopy zwrotu na warszawskiej giełdzie, w porównaniu z tym, co dzieje się na innych parkietach, nie jest to raczej wielkie zaskoczenie. Inna sprawa, że i dostęp do rynków zagranicznych jest zdecydowanie łatwiejszy niż jeszcze kilka lat temu. Handel na NYSE, Deutsche Börse czy też London Stock Exchange z poziomu platformy transakcyjnej, a nie poprzez telefoniczny kontakt z maklerem, jak to było jeszcze kilka lat temu, dzisiaj jest już standardem. Powoli spadają także opłaty związane z aktywnością na zagranicznych parkietach, a kolejni brokerzy myślą, jak jeszcze uatrakcyjnić klientom dostęp do globalnego rynku. Jak przyznają przedstawiciele branży maklerskiej, zagranicznymi parkietami interesują się już nie tylko giełdowi wyjadacze z zasobnymi portfelami, ale także i osoby z mniejszym doświadczeniem i kapitałem. Jest więc o co się bić.

Amerykanie wiodą prym

– Przekrój inwestorów posiadających rachunek akcji zagranicznych w DM BOŚ jest różny. Są to zarówno inwestorzy początkujący, którzy zawierają transakcje o niewielkich wartościach, ale są też klienci posiadający wieloletnie doświadczenie w inwestowaniu, którzy zawierają transakcje o większych wolumenach, mający status klientów profesjonalnych – mówi Paweł Kolek, dyrektor departamentu rynku wtórnego DM BOŚ. Podobne sygnały płynną z innych biur maklerskich. – Rynki zagraniczne w BM PKO BP cieszą się coraz większą popularnością i stanowią dla naszych klientów i inwestorów ważny punkt w dywersyfikacji portfela inwestycyjnego. Z naszej oferty korzystają zarówno inwestorzy indywidualni, jak i instytucjonalni. Wartość pojedynczej transakcji dla akcji i obligacji kształtuje się w przedziale od kilku do kilkunastu tysięcy złotych i więcej, nawet liczonych w milionach złotych. Najchętniej inwestorzy realizują transakcje w walucie zagranicznej, choć się zdarza, że transakcje zawierane są również w polskim złotym – wskazuje Tomasz Zabrocki z biura strategicznych klientów indywidualnych w BM PKO BP.

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że wzrost zainteresowania rynkami zagranicznymi ze strony inwestorów indywidualnych to nie najlepsza informacja dla warszawskiej giełdy, gdzie i tak udział drobnych graczy w obrotach od kilku lat utrzymuje się blisko historycznego miniumum (12 proc.). Brokerzy wskazują jednak, że nie jest to tak prosta zależność.

– Klienci w równym stopniu dzielą się na takich, którzy inwestują wyłącznie za granicą, oraz takich, którzy łączą handel za granicą z handlem na GPW. Tym, co łączy obie grupy, jest fakt, że pieniądze przeznaczone na inwestycje zagraniczne w większości wypadków nie zostałyby przeznaczone na handel na rodzimym parkiecie. Możliwość handlu za granicą przyciąga nowych klientów i nowy kapitał, ale nie obserwujemy, żeby zabierała je warszawskiej giełdzie – mówi Kamil Szymański, wicedyrektor departamentu rynków regulowanych w DM mBanku.

Nie dziwne więc, że i oferta domów maklerskich, jeśli chodzi o rynki zagraniczne jest coraz bogatsza, zwiększa się zasięg geograficzny. Podstawą jest jednak dostęp do największych rynków z Wall Street na czele. Hossa w Stanach Zjednoczonych oraz magia znanych marek działa na wyobraźnię. – Na rynkach zagranicznych klienci najchętniej inwestują w innowacyjne, medialne i dobrze rozpoznawalne spółki. Nie dziwi więc fakt, że ponad 75 proc. handlu odbywa się w Nowym Jorku, a najchętniej wybierane są spółki pokroju Tesli, Microsoftu czy Netflixa – mówi Kamil Szymański.

Okazuje się jednak, że krajowi gracze podatni są także i na giełdowe mody. – Inwestorzy chętnie kupują walory gigantów wchodzących w skład tzw. FAANG (Facebook, Apple, Amazon, Netflix, Google), jednocześnie ich uwadze, nie umykają spółki, o których w danym czasie jest głośno. Tutaj za przykład może posłużyć spółka Beyond Meat czy też debiut spółki Uber – wskazuje Paweł Kolek z DM BOŚ, który również podkreśla, że to właśnie rynek amerykański najbardziej upodobali sobie klienci DM BOŚ.

I chociaż Stany Zjednoczone wiodą prym, jeśli chodzi o popularność wśród krajowych inwestorów, to okazuje się, że amatorów innych parkietów również na brakuje.

– Za pośrednictwem BM PKO BP, inwestorzy najczęściej zawierają transakcje na akcjach spółek notowanych na giełdach w następujących krajach: Niemcy (Xetra), Francja (Euronext Paris), Holandia (Euronext Amsterdam), Norwegia (Oslo Stock Exchange) , Szwajcaria (Swiss Stock Exchange), Szwecja (Stockholm Exchange) i oczywiście parkiet w Stanach Zjednoczonych (NYSE i NASDAQ). Coraz częściej pojawiają się również transakcje zawierane na giełdach w Pradze i Budapeszcie, a także transakcje na akcjach spółek azjatyckich, głównie z Chin i Japonii, kwotowanych na giełdach amerykańskich w ramach przeprowadzanych ofert publicznych lub w postaci amerykańskich kwitów depozytowych „ADR". Inwestorzy chętnie wybierają akcje spółek z sektora innowacji, nowych technologii, e-commerce, a także z sektora medycznego i wydobywczego – wylicza Tomasz Zabrocki z BM PKO BP.

Brokerzy są natomiast zgodni, że rynek amerykański cieszyłby się jeszcze większą popularnością, gdyby nie zmiany regulacyjne. Po wejściu w życie dyrektyw MiFID II do funduszy ETF na rynku amerykańskim przeciętny inwestor praktycznie nie ma dostępu.

– Inwestycje zagraniczne klientów Santander BM dzielą się niemal po równo między rynek europejski i amerykański. Ta proporcja zmieniła się na korzyść Europy po wprowadzeniu obowiązku publikacji KID (kluczowy dokument informacyjny – red.) dla instrumentów typu ETF. Wtedy też zamiast decydować się na inne papiery notowane w USA, klienci zaczęli składać zlecenia na ETF-y w Europie. Co ciekawe, stanowią one aż około 40 proc. wszystkich inwestycji na europejskich rynkach – mówi Laura Bilska, ekspert usług maklerskich w Santander BM.

Wciąż jest wiele do zrobienia

Okazuje się, że zmiany regulacyjne to jeden z większych problemów, który dotknął brokerów i osoby, które inwestują na rynkach zagranicznych. – Inwestorzy najczęściej zwracają uwagę na brak możliwości handlu instrumentami ETF na rynkach w USA i jest to kluczowy problem. Istniejące europejskie odpowiedniki (DM BOŚ ma ich w ofercie ponad 130) nie zawsze spełniają oczekiwania co do wielkości aktywów pod zarządzaniem, ekspozycji czy też płynności – mówi Paweł Kolek. Oprócz tego dochodzą także inne kwestie. – Obecnie jedną z większych trudności, z którą zmagają się inwestorzy, jest brak dostępu do instrumentów ETF notowanych na giełdach amerykańskich, koszt notowań zagranicznych w czasie rzeczywistym oraz dostęp do zagranicznych raportów i analiz – wylicza Tomasz Zabrocki z BM PKO BP. Na aspekty te wskazuje również Kamil Szymański z DM mBanku. – Mimo że oferta zarówno mBanku, jak i większości naszej konkurencji stale się poprawia, klientom nadal najbardziej brakuje notowań w czasie rzeczywistym oraz analiz rynkowych podobnych do tych dostępnych dla polskich spółek – mówi Szymański. Warto przy tym dodać, że DM mBanku jako pierwszy postanowił rozprawić się z tematem wysokich prowizji minimalnych. W przypadku tego biura opłata ta spadła z 38 zł do 19 zł. Niewykluczone, że tym tropem pójdą również inni. O obniżce opłat myśli chociażby DM BOŚ. Również przedstawiciele Santander BM przyznają, że zastanawiają się, jak jeszcze bardziej uatrakcyjnić klientom dostęp do rynków zagranicznych. – Od kilku lat aktywnie promujemy inwestycje zagraniczne, dlatego się cieszymy, że coraz mniej jest obaw o sam proces składania zleceń na papiery z Europy bądź USA. Ograniczeniem do rozpoczęcia inwestowania mogą być stosunkowo wysokie opłaty minimalne, które różnią się w zależności od rynku. Staramy się jednak na bieżąco aktualizować naszą ofertę, aby i tę barierę minimalizować – przyznaje Laura Bilska z Santander BM.

Konkurencja wśród domów maklerskich, jeśli chodzi o dostęp do rynków zagranicznych, cały czas więc rośnie, a cieszyć mogą się z tego sami inwestorzy. W ostatecznym rozrachunku powinni skorzystać na tym jednak wszyscy.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA