Reklama

Coraz cieplej wokół zimnej rezerwy węglowej

Do końca 2028 r. z systemu energetycznego może wypaść kilka gigawatów mocy w tzw. starych blokach węglowych. Rząd stara się uzyskać kolejną zgodę na dalsze dwa lata ich działalności, ale czasu coraz mniej. Na horyzoncie pomysł tzw. zimnej rezerwy.
Coraz cieplej wokół zimnej rezerwy węglowej

Foto: Adobestock

W 2025 r., zaraz po tym, jak rząd pogrzebał pomysł wydzielenia elektrowni węglowych ze spółek energetycznych, przedstawiono trzy rozwiązania mające sprawić, że od 2028 r. nie zabraknie w Polsce mocy do produkcji energii elektrycznej: wydłużenie rynku mocy dla starszych elektrowni węglowych do 2030 r., mechanizm dekarbonizacyjny (wsparcie dla właściciela elektrowni węglowej, pod warunkiem, że obieca w jej miejsce zbudować mniej emisyjny blok, np. gazowy) oraz mechanizm elastyczności (non-fossil flexibility, dla magazynów energii).

Spółki energetyczne podkreślają, że już teraz potrzebują informacji, na które mechanizmy mogą liczyć, aby zaplanować remonty w starszych elektrowniach węglowych, głównie 200 MW. Decyzję rządu spółki chciałyby poznać do końca 2026 r., najdalej na początku 2027 r.

Powrót zimnej rezerwy?

Nieoczekiwanie w marcu minister energii Miłosz Motyka wskazał, że analizowana jest na nowo opcja zapewnienia mocy do produkcji energii elektrycznej, a więc zachowanie części bloków węglowych w tzw. zimnej rezerwie. – To nie jest nowy pomysł. On został zrealizowany lub jest realizowany w innych państwach Europy. Nie został niestety sformalizowany, chociaż miał funkcjonować pod przykrywką NABE (chodzi o niezrealizowany przez poprzedni rząd pomysł przeniesienia bloków węglowych do Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego – red.) – mówił w marcu minister.

Ta wypowiedź szła w parze z prezentacją, jaką kilka dni wcześniej na jednej z konferencji górniczych w Krakowie przedstawił Główny Instytut Górnictwa – Państwowy Instytut Badawczy, nadzorowany właśnie przez resort energii. Prof. AGH Stanisław Tokarski, członek zespołu doradców GiG, podkreślał, że stoimy w obliczu załatania tzw. luki wytwórczej, a więc zapewnienia  stabilnej mocy do produkcji energii elektrycznej w elektrowniach konwencjonalnych. Jak podkreśla, od 2032 r. w systemie energetycznym pojawią się braki sterowalnych mocy konwencjonalnych. W 2035 r. luka wytwórcza może wynieść 4,1 GW, a w 2040 r. nawet 7 GW.

Powrót do pomysłu zimnej rezerwy może dziwić, skoro rok temu prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych wskazał w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że nie jest to rozwiązanie bez wad. Te bloki byłyby wyłączone i uruchamiane tylko wtedy, gdy w systemie brakuje mocy, i to przez określoną liczbę godzin. – To jest kosztowne i trwa dość długo. Musimy się zastanowić, czy nie lepszym rozwiązaniem będzie nowy system wsparcia dla tych bloków węglowych – mówił prezes PSE.

Reklama
Reklama

Koszty zimnej rezerwy

GiG policzył, ile to rozwiązanie mogłoby  kosztować. Po 2035 r. możemy mieć nadal dostępne moce węglowe w cenie 160–200 tys. zł/MW rocznie. Łączny koszt utrzymania może wynieść 1,34 mld zł do 2035 r. i 2,35 mld zł  do 2040 r. Koszty zmienne wyniosłyby ok. 400 zł/MWh. GIG dodaje, że poza utrzymaniem węgla, musimy wybudować także elektrownie gazowe jako tzw. elektrownie szczytowe w technologii OCGT. Pracowałyby one tyle co węglowe, ale są bardziej efektywne i szybciej się włączają i wyłączają. Trzeba jednak wydać na ich budowę 17,8 mld zł do 2035 r., a do 2040 r. nawet 32 mld zł. Jak dodaje GIG, elektrownie węglowe już mamy, a są one w stanie pozwalającym na pracę do 2040 r.

Zapytaliśmy spółki energetyczne o zimną rezerwę. Enea jako pierwsza pod koniec 2024 r. zaproponowała ten pomysł w  strategii do 2035 r. Wskazała na potrzebę utrzymania części aktywów węglowych po okresie derogacji rynku mocy (po 2028 r.) ze względu na przewidywaną lukę mocy.  –  Założyliśmy powstanie mechanizmu finansowania takiego jak strategiczna rezerwa zimna dla bloków 5-8 w Elektrowni Kozienice. Jesteśmy oczywiście otwarci na każdy inny mechanizm wynagradzania za moc. Istotne jest dla nas również wypracowanie rozwiązań legislacyjnych i rozpoczęcie wdrażania mechanizmów wsparcia źródeł wytwórczych po roku 2030 r., m.in. nowego rynku mocy, mechanizmu elastyczności (non-fossil flexibility) oraz mechanizmu transformacyjnego – informuje firma.

PGE wskazuje, że bez przedłużenia rynku mocy lub wdrożenia alternatywnego mechanizmu kompensującego koszty pracy bloków, nie są one w stanie utrzymać się na rynku, co oznacza konieczność ich stopniowego wygaszania, a w konsekwencji zmniejszenie poziomu mocy dyspozycyjnej. –  Dlatego model tzw. zimnej rezerwy to koncepcja, która mogłaby umożliwić zakonserwowanie i utrzymanie części mocy węglowych w gotowości do czasu wybudowania nowych, stabilnych i dyspozycyjnych źródeł energii niezbędnych do zapewnienia bezpieczeństwa pracy systemu elektroenergetycznego – wskazuje biuro prasowe PGE.

Tauron uważa, że każdy pomysł pozwalający na zachowanie bezpiecznego działania Krajowego Systemu Elektroenergetycznego jest wart rozważenia. Podkreśla jednak, że kluczowe znaczenie będą miały szczegółowe zasady funkcjonowania oraz termin wprowadzenia dodatkowego mechanizmu. To właśnie czas, a właściwie jego brak jest tu największym wrogiem rządu. Na korzyść jednak działa fakt, że KE w efekcie kryzysów geopolitycznych może być bardziej niż kiedykolwiek skłonna do węglowych kompromisów.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama