Od momentu ataku USA i Izraela na Iran prawie miesiąc temu uwaga inwestorów skoncentrowana jest na wpływie tego wydarzenia na dostępność i, co za tym idzie, cenę ropy naftowej. Pierwsza reakcja rynków akcji była spokojna, ale w ostatnich dwóch tygodniach spadki na giełach pogłębiły się, w miarę jak konflikt i blokada przez Iran Cieśniny Ormuz nadal trwają. Oczywiście sytuacja może zmienić się szybko, a jedyne, co jest obecnie pewne to brak przewidywalności w zakresie, kiedy zakończy się ten konflikt.

Niemniej to, co przykuwa uwagę obserwatorów to niewielkie spadki w USA (S&P500 raptem spadł kilka procent od sowjego szczytu) oraz bardzo dobre zachowanie krajowego rynku (–5 proc. od szczytu). Natomiast całkiem solidną przecenę zobaczyliśmy na indeksach europejskich. Niemiecki wskaźnik DAX czy francuski CAC straciły już po około 10 proc.

Pod presją nadal są rentowności obligacji, a największym przegranym jest złoto, którego kurs w ciągu miesiąca spadł o ponad 15 proc. (wynosił w czwartek po południu ok. 4 480 dol. za uncję). Ogólnie na rynku paniki nie ma (to dobry znak), a wiele wskaźników sentymentu uległo wyraźnemu schłodzeniu, co też jest pozytywne w krótkim terminie.

Patrząc na całość sytuacji nadal za scenariusz bazowy przyjmujemy szybkie zakończenie konfliktu, choć oczywiście niepewność jest tu duża. Jeśli przyjęlibyśmy pesymistyczny scenariusz długiego konfliktu, to wtedy niestety jest jeszcze potencjał do spadków cen akcji.