REKLAMA
Czytaj e-wydanie
REKLAMA

Parkiet PLUS

Nadciąga rewolucja w cyfrowej rozrywce

Google, Microsoft i Amazon stawiają na streaming. Czy to oznacza początek końca konsol oraz gamingowych komputerów?

Zapowiedziana przez Google’a usługa strumieniowania gier to kolejny po projekcie xCloud od Microsoftu projekt, który odmieni rynek

Foto: Bloomberg

Stadia, gamingowy projekt strumieniowania gier niemal na dowolne urządzenie z ekranem, mocno namieszał na rynku. Przedstawiony w marcu przez Google'a plan rewolucyjnych zmian w świecie cyfrowej rozrywki uświadomił fanom i konkurencyjnym firmom, że zaczął się właśnie czas nieodwracalnych zmian w tej branży. Stadia to ani nie pierwszy, ani też być może nie najbardziej imponujący z projektów streamingowych, ale stał się symbolem tego, co wkrótce może nas czekać. A – wedle prognoz – efekt może być taki, że gamingowy hardware w postaci najnowszych konsol i pecetów, specjalnie skonfigurowanych pod wymagających graczy, przestanie być potrzebny. Podobnie uderzy również w serwisy typu Steam czy Epica Games Store.

Infrastruktura i społeczność to za mało

Google Stadia to kolejna – po Gaikai (2008), OnLive (2009) oraz PlayStation Now (działa już od pięciu lat) czy xCloud, zaanonsowanym w ub.r. przez Microsoft – próba uruchomienia działającej w chmurze usługi streamowania gier bezpośrednio do klienta końcowego. Usługa, która pozwala grać w tytuły klasy AAA bez potrzeby zakupu jakiegokolwiek dodatkowego sprzętu, ma szansę stać się wielkim hitem. Jak tłumaczy Michał Kreczmar, dyrektor w zespole ds. transformacji cyfrowej PwC, Google bez wątpienia dysponuje zarówno infrastrukturą chmurową, dostępną już praktycznie na całym świecie, zapewniającą oferowanie tego typu usługi, jak i kanałem dystrybucji oraz promocji. Chodzi o przeglądarkę Chrome/Chromecast, za pomocą której mamy uruchamiać gry, YouTube (streaming wideo z gier dla oglądających w czasie rzeczywistym) oraz zestaw rozwiązań marketingowych, jak Google Ads/Ad Manager. Jego zdaniem bardzo atrakcyjnie zapowiada się również zapewnienie działania platformy Stadia na każdym urządzeniu (tzw. cross device), coraz chętniej oferowane zresztą ostatnio przez producentów gier (np. Fortnite). Jednak osiągnięcie sukcesu na tym rynku nie będzie wcale takie proste. Eksperci wytykają Google'owi, że brakuje mu odpowiedniego portfolio tytułów, którymi mógłby zwabić graczy. Mike Nichols, członek zarządu związanego z Microsoftem Xboxa, mówi wprost: wchodzący dopiero na ten rynek konkurent ma infrastrukturę chmurową, społeczność skupioną wokół YouTube'a, ale nie posiada kontentu.

Foto: GG Parkiet

W wywiadzie dla „The Telegraph" Nichols dał jasno do zrozumienia, że Google planuje jedynie wyciągnąć z rynku pieniądze, unikając inwestycji związanych z grami, które w przeszłości musiały ponieść takie firmy oferujące hardware, jak Sony czy właśnie Microsoft.

Na treści, które zaoferowane mogłyby zostać graczom, jako kluczowy aspekt przyszłego sukcesu Stadii wskazuje też Michał Kreczmar. Jego zdaniem decydujące o przyszłym sukcesie tego projektu będą relacje z producentami oraz dystrybutorami gier. – Tu możemy zadać kilka kluczowych pytań: czy i jak szybko dostępne będą produkcje AAA? Czy będą dostępne na wyłączność? Czy może Google postawi na gry z tzw. długiego ogona? Jaki będzie podział zysków – czy znany z Apple 70 proc., czy może promowany ostatnio przez część cyfrowych dystrybutorów gier 78 proc. – wylicza liczne niewiadome dyrektor z PwC.

Wciąż wiele znaków zapytania

Google zapowiada powstanie własnego studia i produkcję gier. Eksperci ostrożnie podchodzą jednak do planów takiej tzw. netflixyzacji (Netflix nie tylko oferuje strumieniowanie filmów, ale również tworzy własne produkcje).

Foto: GG Parkiet

– Podobnie było ze studiem do produkcji VR, które to koncern dopiero co zamknął – mówi Michał Kreczmar.

Jego zdaniem atrakcyjny revenue share (podział przychodów – red.) pozwoli wyciągnąć część producentów z innych kanałów dystrybucji. Jak wyjaśnia, dostosowanie gier do platformy Stadia wymagać będzie jednak tzw. portingu, a to dla deweloperów dodatkowy koszt. – Z drugiej strony od startu Google zapewnia wsparcie dla popularnych platform deweloperskich, takich jak Unreal czy Unity. Pytanie jednak, czy te firmy będą chciały aż w tak znaczącym stopniu uzależnić się od globalnego gracza – zastanawia się nasz rozmówca.

Nadal dużą niewiadomą pozostaje też model biznesowy Stadii. – Zerowy koszt wejścia, dzięki możliwości wykorzystania praktycznie dowolnego posiadanego sprzętu, sprzyja umasowieniu platformy. Nie wiemy jednak, czy konsumenci będą za gry płacić i ewentualnie ile ani w jakim modelu – subskrypcja, per gra czy oferta będzie pakietowana wraz z YouTube Red. A może gry będą za darmo, ale warunkiem będzie oglądanie reklam? – stawia kolejne znaki zapytania Michał Kreczmar.

Z pewnością rewolucja w gamingu, którą Google chce wywołać, nie będzie więc taka prosta. Tym bardziej że gry w chmurze to nie to co muzyka i filmy. – Wymagają nie tylko odpowiedniej przepustowości, która nie będzie dostępna w każdym miejscu na świecie, nawet w epoce 5G, ale również kanału zwrotnego, interakcji, wysokiej responsywności, na którą wpływa każde opóźnienie na łączach – tłumaczy dyrektor w zespole ds. transformacji cyfrowej PwC. – Google próbuje obejść problem dzięki regionalizacji, ale może to skutkować niską „gęstością" zainteresowanych graczy w danym regionie, co może z kolei wykluczyć część zaawansowanych użytkowników – kontynuuje.

Niejasna jest także potencjalna skala konwersji z oglądania gier na YouTube na granie na platformie Stadia.

A nie bez znaczenia dla przyszłości Stadii jest także duża konkurencja na tym rynku. – W łańcuchu wartości mamy bowiem takich graczy jak Sony, serwisy dystrybuujące gry online Stream, GOG, Battle.net, Epic, Origin, a podobnymi jak Google zasobami dysponują także Microsoft i Amazon, które zapowiadają ofensywę dokładnie w tym samym kierunku – dodaje Kreczmar.

O projekcie tej ostatniej firmy na razie niewiele wiadomo. Ma jednak – podobnie jak Google – istotne zasoby, które pozwalają wróżyć rynkowy sukces, a mianowicie infrastrukturę chmurową (AWS) oraz społeczność skupioną wokół platformy specjalizującej się w transmisjach gier (Twitch). Z kolei xCloud od Microsoftu został zapowiedziany już w październiku ub.r. Wydaje się być najbardziej zaawansowanym z projektów streamingu gier – jeszcze w 2019 r. mają ruszyć testy serwisu (podobnie jak Stadii).

Internet: Cyfrowa dystrybucja uderza w gry w pudełkach

W czasach streamingu i cyfrowej dystrybucji gier rynek tytułów oferowanych w tradycyjnej, pudełkowej sprzedaży będzie drastycznie topniał. Do tego stopnia, że Microsoft i Sony prawdopodobnie wypuszczą na rynek konsole całkowicie pozbawione napędu optycznego. O tym, że era CD i DVD odchodzi powoli w zapomnienie, świadczą przecieki na temat nowej platformy Xbox. Nowy Xbox One S All-Digital ma mieć 1 TB pamięci i trzy gry „preinstalowane" w zestawie. Kolejne tytuły będzie trzeba sobie zainstalować z sieci. Wedle spekulacji nowa konsola do sprzedaży wejdzie już w maju. Ale eksperci wieszczą nie tylko koniec gier na fizycznych nośnikach, ale również samych konsol. Cristiano Amon, szef koncernu technologicznego Qualcomm (produkuje m.in. mikroprocesory serii Snapdragon), twierdzi wręcz, iż spodziewane wkrótce nowe platformy PlayStation 5 oraz Xbox (o roboczej nazwie Scarlett) będą ostatnimi konsolami, jakie znamy, a gaming przeniesie się do chmury. Streaming gier będzie zatem kolejnym stadium rozwoju branży elektronicznej rozrywki. Pozwolić ma on np. na granie na smartfonie w tytuły AAA, które do tej pory można było uruchomić wyłącznie na zaawansowanych i kosztownych urządzeniach. Premiery nowych konsol Sony i Microsoftu spodziewane są w 2021 r. mdu

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA