REKLAMA
REKLAMA

Parkiet PLUS

Polityka niepokoi inwestorów

Choć do wcześniejszych obaw związanych z perspektywami globalnej gospodarki doszły ostatnio niepokoje geopolityczne, to wielkiej chęci do pozbywania się akcji nie widać. Takie nastawienie bardzo szybko może się jednak zmienić.

Do wzrostu napięcia politycznego przyczyniło się między innymi skrócenie szczytu przywódców USA i Korei Północnej. W Wietnamie Donald Trump i Kim Dzong Un mieli szukać kompromisu w sprawie denuklearyzacji, zniesienia sankcji czy otwierania północnokoreańskiej gospodarki. Rozjechali się w swoje strony po zaledwie czterech godzinach rozmów.

Foto: AFP

Wzrost napięcia między Indiami a Pakistanem, brak konkretów w amerykańsko-chińskich negocjacjach oraz skrócony szczyt przywódców USA i Korei Północnej to czynniki, które tonowały nastroje na rynkach finansowych.

Coraz trudniej o zwyżki na giełdach

Bilans pierwszych czterech sesji minionego tygodnia na Wall Street jest lekko ujemny. Skala spadku indeksów jest symboliczna, ale nietrudno zauważyć, że jest to pierwszy ruch w dół po dziewięciotygodniowej serii zwyżek. Kolejny negatywny sygnał to kłopoty S&P 500 z pokonaniem 2800 pkt. Wyraźnie widać, że ten poziom stanowi na razie barierę trudną do przełamania. Ponadto po prawie 20-proc. zwyżce jakaś korekta byłaby całkiem uzasadniona.

Mimo że do wcześniejszych obaw związanych z perspektywami globalnej gospodarki doszły ostatnio niepokoje geopolityczne, wielkiej chęci do pozbywania się akcji nie widać, ale to nastawienie może bardzo szybko się zmienić. Z dość podobną sytuacją mieliśmy do czynienia na głównych giełdach naszego kontynentu. DAX co prawda wzrósł do czwartku o 0,5 proc., a w dodatku udało mu się wyjść nieznacznie powyżej 11 500 pkt, ale i we Frankfurcie daje się wyczuć zadyszkę byków i obawę przed możliwą korektą, do której powodów nie brakuje. Lekki i raczej przejściowy optymizm można dostrzec jedynie w kwestii brexitu, lecz odłożenie problemu na później nie jest równoznaczne z jego rozwiązaniem, a na razie jedynie na tyle można liczyć.

Najmocniej nastroje popsuły się w ostatnich dniach na rynkach wschodzących. MSCI Emerging Markets poszedł w dół o prawie 1,4 proc., zaliczając najmocniejszy tygodniowy spadek od grudnia. Na razie trudno mówić o poważniejszym zagrożeniu, ale warto uważnie obserwować rozwój sytuacji w tym segmencie. Tym bardziej że wspomniane pogorszenie nastrojów ma charakter dość powszechny. Dotknęło nie tylko giełd azjatyckich, ale dostrzegalne było również na parkietach południowoamerykańskich, a także odbiło się na giełdach naszego regionu.

Małe spółki zyskują przewagę

Indeksowy układ sił na warszawskim parkiecie coraz wyraźniej zaczyna się zmieniać na korzyść małych i średnich firm. To zjawisko widoczne jest zarówno w krótkim, jak i w dłuższym horyzoncie.

W trakcie pierwszych czterech sesji minionego tygodnia WIG20 stracił 1 proc., nieco mniej w dół poszedł indeks szerokiego rynku, mWIG40 zniżkował o symboliczne 0,2 proc., a sWIG80 wzrósł o 1,1, proc. Po styczniowej zwyżce o 4,8 proc. wskaźnik najmniejszych firm w lutym zyskał kolejne 5 proc., przy niewielkim, ale jednak widocznym, wzroście obrotów.

Porównanie sięgającej 10 proc. zwyżki sWIG80 od początku roku z rosnącym o niespełna 2,5 proc. WIG20 mówi samo za siebie. Między nimi plasuje się zaś indeks średnich firm zyskujący od początku roku prawie 6 proc. Czy takie zróżnicowanie zachowania się poszczególnych segmentów naszego rynku będzie w kolejnych miesiącach kontynuowane, na razie trudno przewidzieć, choć są pewne przesłanki przemawiające za takim scenariuszem. Jedną z nich może być zapowiadane przegrupowanie w składzie MSCI Emerging Markets związane z dołączeniem do tego indeksu firm z Argentyny i Arabii Saudyjskiej oraz prawdopodobnym zwiększeniem udziału akcji spółek chińskich. Te zmiany powodować mogą zmniejszenie udziału walorów polskich, a więc ryzyko ich wyprzedaży uderzające przede wszystkim w nasze blue chips. Przeciwwagą do tego zagrożenia może być rozpoczęcie programu pracowniczych planów kapitałowych, ale realny jego wpływ może być dostrzegalny dopiero pod koniec roku.

Być może te obawy zaczynają już ciążyć indeksowi naszych największych spółek. Utracił on bowiem wyraźnie impet widoczny w pierwszych tygodniach roku, jak i korelację zarówno z indeksami parkietów dojrzałych, jak też emerging markets. Poważniejszych oznak wyprzedaży co prawda nie widać, ale wspomnianych sygnałów nie należy lekceważyć. Trwająca od połowy lutego walka WIG20 o utrzymanie się w okolicy 2350 pkt i zagrożenie przełamaniem linii trwającego od października ubiegłego roku trendu wzrostowego nie robią najlepszego wrażenia i skłaniają do ostrożności. Uwagę zwraca też słabe ostatnio zachowanie subindeksów grupujących spółki znaczące dla koniunktury na naszym parkiecie, czyli WIG-paliwa, WIG-banki i WIG-energetyka.

Foto: Bloomberg

Wyróżniony przez nas segment najmniejszych spółek co prawda nie zachwyca dynamiką, ale konsekwencji w mozolnej wspinaczce nie można mu odmówić. Niedawne przejściowe obawy o utrzymanie się powyżej 11 500 pkt zdają się już należeć do przeszłości, choć dystans do tego poziomu wciąż pozostaje niewielki i o pełnym bezpieczeństwie nie sposób jeszcze mówić. Warto więc nadal uważnie obserwować rozwój wypadków. W ostatnich dniach proporcja między liczbą spółek zwyżkujących i tracących utrzymuje się mniej więcej 50 do 30, ale w horyzoncie od początku roku liczba spadkowiczów sięga jedynie 16, czyli nie przekracza jednej piątej składu indeksu, a spadkowiczów „zdecydowanych" jest zaledwie kilku, podczas gdy w perspektywie sześciu miesięcy proporcje były zdecydowanie korzystniejsze z punktu widzenia niedźwiedzi.

W przypadku średnich spółek sytuacja w ostatnich dniach nieco się skomplikowała. Po krótkiej, choć groźnie zapowiadającej się, spadkowej korekcie z połowy lutego mWIG40 ponownie odważniej poszedł w górę, starając się w miniony poniedziałek w imponującym stylu przedostać się powyżej 4200 pkt. Jak się jednak okazało, styl to nie wszystko, a po przeliczeniu punktów w czwartek było ich już o ponad 40 mniej. To sytuacja o tyle istotna, że wskazuje, iż poprzedni lokalny szczyt z końca września ubiegłego roku okazał się barierą zbyt trudną do przełamania i może to mieć negatywne konsekwencje, przynajmniej w postaci pogłębienia spadkowej korekty. A to już mogłoby popsuć obraz rynku. Potencjalnych obciążeń w gronie średnich firm zaś nie brakuje, dość wymienić niepewne perspektywy spółek budowlanych (Budimex, Trakcja), słabo zachowujące się banki (Millennium, Handlowy), narażone na kłopoty z koniunkturą firmy przemysłowe. W dodatku indeks czekają też wkrótce raczej niezbyt korzystne zmiany w jego składzie, w którym Energa i Eurocash zastąpią awansujące do WIG20 walory Dino i Play.

Ropa między Trumpem a OPEC

W ostatnich dniach na rynku ropy naftowej doszło do sporych wahań nastrojów, choć efekt końcowy był raczej neutralny. Poniedziałek przyniósł przekraczające 3 proc. spadki notowań, będące reakcją na typowe dla Donalda Trumpa naciski, by OPEC nie realizował zbyt agresywnej polityki ograniczania wydobycia prowadzącej do niekorzystnego dla globalnej gospodarki wzrostu cen surowca. W trudnej sytuacji znajduje się więc Arabia Saudyjska, która z jednej strony dąży do tego, by ceny pozostawały na wysokim poziomie, a z drugiej musi się liczyć ze Stanami Zjednoczonymi jako swym sojusznikiem. W kolejnych dniach przeważyły opinie o determinacji członków kartelu, a gdy okazało się, że zapasy ropy w USA niespodziewanie zmniejszyły się aż o ponad 8 mln baryłek, ceny poszły w górę o ponad 2,5 proc.

Ostatecznie w czwartek wieczorem notowania WTI przekraczały 57 dolarów za baryłkę, co w skali czterech sesji dawało symboliczny spadek o 0,1 proc. Cena Brent przekraczała 66 dolarów za baryłkę, zniżkując o nieco ponad 1 proc. Analitycy Goldman Sachs spodziewają się przejściowego wzrostu notowań ropy w najbliższych dwóch miesiącach w okolice 70–75 dolarów, jednak na koniec roku prognozują powrót ceny w okolice 60 dolarów.

Po sporym, sięgającym niemal 2 proc., skoku cen miedzi z poprzedniego piątku na rynku surowca sytuacja nieco się uspokoiła, ale notowania kontraktów terminowych na ten metal utrzymywały się na wysokim poziomie, w okolicach 295 centów za funt. Optymistyczne wieści dotyczące postępów w amerykańsko-chińskich negocjacjach początkowo sprzyjały bykom, ale brak konkretów nieco ostudził ich zapędy, stąd stabilizacja notowań. Dodatkową niepewność wprowadziły nieco gorsze dane z Chin. Zniżkujący wskaźnik PMI dla przemysłu sygnalizuje dalsze pogarszanie się koniunktury. Wciąż aktualne są obawy dotyczące perspektyw globalnej gospodarki. Niemniej jednak notowania kontraktów odrobiły sporą część spadkowej tendencji rozpoczętej w połowie ubiegłego roku i powróciły do dolnego ograniczenia wcześniejszego wielomiesięcznego trendu bocznego.

Dość zaskakująco przebiegały wydarzenia na rynku złota. Spadkowa korekta, po niedawnym silnym rajdzie, wyraźnie się pogłębiła. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w ostatnich dniach teoretycznie to byki miały silniejsze karty w ręku. Po pierwsze, amerykańsko-chińskie rozmowy nie przyniosły konkretnych rozstrzygnięć, lecz jedynie pozytywne komentarze i deklaracje. Po drugie, nadal osłabiał się dolar. Po trzecie, wyraźnie wzrosło napięcie polityczne zarówno w związku ze zbrojnymi incydentami między Indiami a Pakistanem, jak i nieoczekiwanym skróceniem rozmów między przywódcami USA i Korei Północnej oraz sprzecznymi deklaracjami po spotkaniu. Tymczasem w trakcie pierwszych czterech sesji minionego tygodnia złoto potaniało o 1,3 proc., notując największy tygodniowy spadek od listopada ubiegłego roku i schodząc poniżej 1320 dolarów za uncję.

Roman Przasnyski , główny analityk Gerda Broker

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA