Okiem eksperta

Nastroje inwestorów indywidualnych najgorsze od 11 miesięcy

O ile w ubiegłym tygodniu rynki – przynajmniej te lokalne – przejmowały się kryzysem migracyjnym na polskiej granicy, o tyle w ostatnich dniach uwagę zwracała kolejna fala deprecjacji tureckiej waluty.

Wojciech Białek, analityk, K(NO)W FUTURE

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Tureckie władze zdecydowały się w ostatnich miesiącach na trzy kolejne obniżki podstawowej stopy procentowej – łącznie z 19 do 15 proc. Trudno się specjalnie dziwić, że w sytuacji, w której roczne tempo inflacji (mierzonej przez CPI) w Turcji sięgnęło najwyższego od ponad 2,5 roku poziomu 20 proc., turecka waluta zareagowała na to spadkiem do nowych historycznych minimów. Od lutego kurs amerykańskiego dolara względem tureckiej liry wzrósł z 7 do 13 lir za USD, ale w środę i czwartek turecka waluta częściowo odreagowywała to załamanie.

Oczywiście to rekordowe na początku tygodnia osłabienie tureckiej waluty miało związek z równocześnie trwającym słabnięciem euro względem dolara. Kurs EUR/USD spadł w ostatnich dniach do najniższego poziomu od półtora roku (poniżej 1,12 w porównaniu z powyżej 1,22 na początku roku). Być może to osłabienie euro można wiązać z kolejną falą pandemii Covid-19, która ostatnio bardzo mocno dotyka Niemcy. Środowa dzienna liczba nowych zakażeń w Niemczech była drugą z najwyższych na świecie (74 tys.). Co prawda na pierwszym miejscy były USA (105 tys.), ale uwzględniając czterokrotną różnicę w liczebności populacji sytuacja Niemiec wydawała się jednak znacznie gorsza. W środę w pierwszej dziesiątce krajów z największą liczbą zakażeń na świecie były cztery kraje należące do strefy euro (Niemcy, Francja, Holandia i Austria), co oczywiście stwarza ryzyko powrotu ograniczających wzrost gospodarczy kwarantann. Równocześnie widać skuteczność szczepionek, bo w pierwszej dziesiątce pod względem liczby zgonów znajdowały się tylko Niemcy (321 osób). Sytuacja Polski wygląda pod tym względem w środę znacznie gorzej: szóste miejsce na świecie pod względem liczby nowych zakażeń i czwarte (za USA, Rosją i Ukrainą) pod względem liczby nowych zgonów.

Umacnianie się dolara, sugerujące powrót amerykańskich kapitałów do macierzy, raczej w przeszłości nie było zbyt dobrym znakiem dla rynków wschodzących. Obecnie również nasz rynek akcji nie reagował na to zbyt pozytywnie – WIG20 wrócił w okolice poziomów notowanych w czerwcu i lipcu, ale trzeba przyznać, że w ciągu minionego tygodnia nie pogłębiał na razie tych dołków. Niemniej wreszcie doszło do znaczącego pogorszenia się nastrojów wśród krajowych inwestorów indywidualnych. W czwartkowym sondażu INI SII udział optymistów spadł o 11,3 pkt proc. poniżej udziału pesymistów. To najniższe saldo od października ub.r., który okazał się świetnym momentem do zakupów polskich akcji. Być może jest jeszcze trochę za wcześnie, by kontrariańsko wysnuwać z tego jakieś optymistyczne wnioski na temat zachowania cen akcji na GPW w najbliższych tygodniach, ale niewątpliwie ten sygnał sugeruje, że do jakiegoś znaczącego lokalnego dołka cen akcji jest już raczej bliżej niż dalej. ¶

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.