Według analityków makroekonomicznych dotychczasowy kryzys energetyczny nie uzasadnia zmiany podejścia banków centralnych. Pierwsze korekty prognoz tegorocznej koniunktury wskazują na przejściowo wyższą inflację, która ograniczy wzrost gospodarczy. Wyjątek stanowi rynek amerykański, gdzie nowa projekcja FOMC zakłada zarówno przyspieszenie cen jak i dynamikę PKB. Główną kością niezgody pozostaje kwestia trwałości szoku inflacyjnego. Negatywne zjawiska po stronie podażowej, co do zasady, nie powinny wpływać na decyzje banków centralnych, ponieważ są one w naturalny sposób neutralizowane przez ograniczenie siły nabywczej i popytu. Ryzyko pojawia się jednak w momencie, kiedy wysokie tempo wzrostu cen utrzymuje się zbyt długo, wówczas oczekiwania inflacyjne mogą się odkotwiczyć, a niezwykle trudno je potem przywrócić na właściwe tory. Ponadto wciąż trudne do oszacowania są pośrednie konsekwencje wzrostu cen energii oraz efekty drugiej rundy, które mogą pojawić się w wielu branżach – szczególnie po ataku na katarskie złoża gazowe. Wyższa cena energii będzie generować presję nie tylko na ceny żywności przez ograniczenia w rolnictwie, ale też na ceny w budownictwie za pośrednictwem cen asfaltu. Potencjalnie zawirowania mogą pojawić się w całym przemyśle. Z jednej strony ceny gazu są istotne dla europejskiego systemu energetycznego, z drugiej producenci półprzewodników zwracają uwagę na ograniczoną dostępność helu, który jest niezbędny w procesie produkcji na etapie chłodzenia oraz osadzania płytek. Nie zapominajmy też o ograniczeniach w dostępie do pamięci DRAM. Dziś na rynku pieniężnym dyskontowany jest jednak scenariusz bardziej pesymistyczny niż sugerowałby dotychczasowy przebieg konfliktu. Konsensus makroekonomiczny nie zakłada, że konflikt skończy się jutro, ale że udrożnienie Cieśniny Ormuz nastąpi w perspektywie kilku miesięcy, co otworzyłoby przestrzeń do wznowienia obniżek stóp procentowych, szczególnie w scenariuszu kontynuacji procesów dezinflacyjnych, które są dobrze widoczne w Polsce, w postaci wciąż słabnącego rynku pracy i utrzymującej się presji deflacyjnej na towary ze strony chińskich dostawców. Dochodzi też czynnik lokalny w postaci dużej konkurencji wśród dyskontów. Możliwe zatem, że jeszcze w tym roku na rynku długu pojawi się okazja do wykorzystania dysonansu między oczekiwaniami rynkowymi a stawianymi dziś prognozami.