Paradygmat rynków, który znaliśmy, od początku marca rozpadł się, przynajmniej chwilowo. Inwestorzy mają teraz twardy orzech do zgryzienia, jak odnaleźć się w zmiennym środowisku. Do końca lutego mieliśmy do czynienia z czterema głównymi czynnikami, które determinowały zachowanie indeksów od początku roku.
Pierwszy z nich to wahanie inwestorów, w którym kierunku pójdzie rewolucja AI, co powodowało okresową zmienność przechodzącą przez kolejne sektory spółek, które miałaby dotknąć rewolucja sztucznej inteligencji. Mogliśmy też obserwować rotację kapitału z największych spółek technologicznych na pozostałe sektory rynku amerykańskiego, w tym tradycyjne sektory, które notowały ponadprzeciętne wzrosty. Pozostałe dwa trendy, nieco powiązane, to postępująca słabość dolara amerykańskiego i ogólny trend „sell America”, którego beneficjentem były rynki wschodzące.
To jest, przynajmniej chwilowo, za nami. Rozpoczęcie amerykańsko-izraelskiej ofensywy na Iran, której skutkiem jest m.in. blokada Cieśniny Ormuz wtłoczyła rynki w tryb wysokiej niepewności, czego bezpośrednim skutkiem była wysoka zmienność części aktywów. Spójrzmy na fundamenty. Blokada cieśniny oznacza spadek podaży ropy naftowej o około 15 proc. To jest wyższa wartość niż podczas kryzysu paliwowego w latach 70., jakkolwiek zapotrzebowanie na ropę w gospodarce globalnej jest nieporównywalnie mniejsze niż wówczas. Z uwagi na brak zdolności magazynowych wiele producentów zmniejszyło produkcję i jej powrót do stanu z końca lutego może zająć kilka tygodni, zakładając nawet szybką deeskalację konfliktu. Jeśli dodamy do tego niedobory gazu ziemnego oraz produktów ropopochodnych, sytuacja robi się wymagająca. Najsilniej ucierpiały rynki azjatyckie, gdzie wpływ zamknięcia Cieśniny Ormuz jest najbardziej bezpośredni. Umiarkowaną odporność zachowuje rynek amerykański, chociaż ciężko jest tutaj mówić o pełnej stabilizacji. Dość odporny jak dotąd okazuje się rynek polski, gdzie spadki na tle pozostałych indeksów są na razie nieznaczne.
Czas trwania kryzysu jest kluczowy i może przełożyć się na problem inflacji, który wydawał się być już zażegnany. Banki centralne zatrzymały cykl obniżek stóp i weszły w tryb oczekiwania (ostatnia decyzji RPP była na początku konfliktu). Wyraźniej zaakcentował to prezes Fed po ostatnim posiedzeniu, gdzie jasno dał do zrozumienia, że bank centralny nie zamierza po prostu „przymknąć oczu” na gwałtowny wzrost cen ropy wywołany wojną z Iranem, co stanowiłoby odejście od standardowego schematu postępowania w przypadku wstrząsów energetycznych. Na rynku pojawiły się wątpliwości co do ścieżki stóp procentowych. Pomijam reakcję rentowności obligacji, które obecnie prognozują dość kasandryczny scenariusz.
Im dłużej kryzys na Bliskim Wschodzie będzie się utrzymywał, tym z większą niepewnością będziemy mieć do czynienia na rynkach, co nie ułatwia jakiegokolwiek prognozowania przebiegu wydarzeń. Równolegle, życie toczy się dalej i tematy związane z AI w dalszym ciągu będą dominować na amerykańskim rynku. Niejako przypomnieniem tej tezy jest dość negatywna reakcja na fantastyczne wyniki Micronu z uwagi na zapowiadany wzrost inwestycji w moce wytwórcze.