Szaleństwo na rynku surowców trwa w najlepsze. Do jakich poziomów może dojść cena ropy naftowej? Jaki jest potencjalny cel , zakładając , że mamy do czynienia z kontynuacją konfliktu i jego dalszą eskalacją?
Zacznijmy od tego, że obecna sytuacja jest wyjątkowo dynamiczna i trudna do prognozowania. W dużej mierze zależy od czynników politycznych, które potrafią zmienić się dosłownie w ciągu godzin. Jeśli jednak spróbujemy nakreślić skrajny, negatywny scenariusz – czyli brak porozumienia i dalszą eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie – to mówimy o potencjalnie największym kryzysie naftowym w historii. W takim wariancie globalny rynek mógłby zmierzyć się z deficytem rzędu nawet 5–7 mln baryłek dziennie. To ogromna luka, na którą świat nie jest przygotowany. Przy takich założeniach ceny ropy mogłyby wzrosnąć do poziomu 150–200 USD za baryłkę. To z kolei najpewniej doprowadziłoby do destrukcji popytu i silnego uderzenia w globalną gospodarkę, podobnie jak w 2008 r. .
Nawet jednak mimo wzrostu cen w ostatnich tygodniach daleko nam do tych poziomów.
Rzeczywiście, reakcja rynku jest zaskakująco spokojna. Widać, że inwestorzy nie chcą dyskontować najgorszego wariantu. Paradoksalnie to zwiększa ryzyko, że jeśli dojdzie do eskalacji, ruch cenowy może być bardzo gwałtowny. Dodatkowo aktywność spekulantów – mierzona chociażby pozycjami na rynku terminowym – jest nadal relatywnie niska.
Mamy jednak też dużo szumu informacyjnego. Trzeba się przygotować na podwyższoną zmienność?
Mamy sprzeczne komunikaty – z jednej strony pojawiają się deklaracje o negocjacjach, z drugiej strony druga strona twierdzi, że żadnych rozmów nie ma. Moim zdaniem jesteśmy gdzieś pośrodku. Historia pokazuje, że często po okresie publicznego „twardego stanowiska” dochodzi do porozumienia. Widzieliśmy to już w relacjach handlowych między USA a Chinami. Nie zapominajmy też o kalendarzu politycznym – są konkretne daty i wydarzenia, które zwiększają presję na osiągnięcie porozumienia. Czas działa tu na korzyść deeskalacji.
To spójrzmy teraz na ten bardziej pozytywny, w którym mamy jednak uspokojenie atmosfery i wygaszanie napięć.
W mojej ocenie istnieje realna szansa, że konflikt zostanie przynajmniej częściowo wygaszony w relatywnie krótkim czasie – choćby po to, żeby uniknąć globalnego kryzysu gospodarczego. W takim wariancie ceny ropy mogłyby spaść w okolice 80 USD za baryłkę. To poziom spójny z obecną krzywą terminową.