REKLAMA
REKLAMA

Ludzie rynku

Prezes Action: Zawarcie układu to tylko kwestia czasu

WYWIAD | Z Piotrem Bielińskim, prezesem firmy Action, o trwającej sanacji i planach grupy rozmawia Katarzyna Kucharczyk.

Piotr Bieliński, prezes firmy Action

Foto: materiały prasowe

Na jakim etapie jest głosowanie nad układem?

Rozesłaliśmy listy do wszystkich kontrahentów, od części dostaliśmy już nawet odpowiedzi.

Jakie?

Oczywiście pozytywne.

Jesteście pewni, że układ zostanie zawarty?

To moim zdaniem nie jest pytanie „czy", ale raczej „kiedy". Żeby zawrzeć układ, potrzebnych jest ponad 66 proc. głosów. Uzgodniliśmy już wcześniej warunki propozycji układowych z taką częścią wierzycieli, że ten minimalny próg głosów w praktyce mamy już zapewniony. Oczywiście potrzebna jest też odpowiednia frekwencja, a zatem zapraszamy wszystkich wierzycieli do udziału w głosowaniu.

Gdzie jeszcze są czynniki ryzyka, jeśli chodzi o układ?

Pytania są różne. Sądzę, że kluczowe to na przykład to, jak szybko będzie działał sąd. 10 stycznia 2020 r. otrzyma od nas listę i wtedy zobaczymy, czy dużo czasu zajmie rozpatrywanie sprawy albo jakie pojawią się uwagi. Jeśli proces przebiegnie sprawnie, to sanacja może zakończyć się jeszcze w I kwartale 2020 r.

Trwa już bardzo długo: ponad trzy lata...

To prawda, ale proszę wziąć pod uwagę, ile czasu zajmują poszczególne procedury. My tak naprawdę byliśmy pionierami sanacji. Zaczęliśmy ten proces tuż po tym, jak przepisy dotyczące tego rodzaju postępowania restrukturyzacyjnego weszły w życie. Tu nie było od kogo brać przykładu. Sami musieliśmy się wszystkiego nauczyć i to od razu na dużej spółce. Natomiast dla nas – paradoksalnie – ten czas ponad trzech lat z jednej strony był pomocny. Wykorzystaliśmy go, żeby głęboko zrestrukturyzować grupę, zmniejszyć liczbę spółek zależnych i obciąć koszty. Dziś jesteśmy już blisko optymalnego modelu biznesowego. Równocześnie musieliśmy się też rozwijać, bo rynek był bardzo trudny.

Czy nadal jest trudny?

Zdecydowanie tak. Spójrzmy na nas – kilka lat temu mieliśmy 5 mld zł rocznych przychodów, a teraz niespełna 2 mld zł. Dystrybucja IT nie jest łatwa i ten, kto mówi, że ten rynek rośnie, mija się z prawdą. Cały czas widać mocną presję na marże i restrykcyjne podejście ubezpieczycieli. Ale jeśli chodzi o to ostatnie, to według mnie jest ono słuszne. Twarde, ale realistyczne, bo czyści rynek.

Rozumiem, że przejęcie ABC Daty przez Also raczej nie zakończy wojny cenowej, a ona negatywnie wpływa m.in. na Action.

Wojna cenowa oczywiście będzie trwać. Ale proszę zauważyć, że największe podmioty w branży znaczną część swojego biznesu koncentrują na dużych klientach w detalu oraz telekomunikacji. Tymczasem dla nas priorytetem są inne segmenty.

Jakie są wasze przewagi konkurencyjne?

Szeroka i różnorodna oferta produktowa, ponad 27 lat obecności na rynku, najlepsza w Polsce logistyka oraz własne silne brandy – nie wszyscy je posiadają. Nie chcemy być zwykłym dystrybutorem, który przestawia pudełka, ale oferować wartość dodaną, serwis, wsparcie techniczne.

Wypracowywana przez Action marża jest w okolicach 6 proc. To całkiem sporo jak na dystrybucję. Dlaczego AB i dawna ABC Data mają niższe marże?

Sądzę, że gdyby nie uwzględniały sprzedaży do dużego retailu i telekomów, to raportowałyby podobny poziom zyskowności jak my.

Bezpośrednią przyczyną sanacji były problemy z fiskusem. Jak to wygląda teraz?

To długa i trudna batalia. Większość spraw wygraliśmy, niektóre przegraliśmy, a część jest jeszcze w toku. To niesamowite, ale nadal badane są sprawy sprzed kilkunastu lat.

Natomiast jeśli chodzi o te sprzed sanacji, to jeśli je przegramy, oddamy pieniądze – jest to uwzględnione w układzie, a jeśli wygramy, rozdystrybuujemy wierzycielom. Co ważne, urzędy skarbowe nie wszczynają nowych spraw. Od około pięciu lat mamy w Action spokój i oby tak zostało.

Wróćmy do sanacji – jak oceniacie generalnie ideę tego postępowania?

Bardzo dobrze, jest wzorowana na amerykańskim prawie i tam pomogła wielu znanym firmom w biznesie. Ale nie jest to opcja dla wszystkich i to trzeba otwarcie powiedzieć. Raczej tylko dla dużych podmiotów, które stać na to, żeby przetrwać kilka lat postępowania. Przecież w tym czasie trzeba prowadzić biznes, płacić faktury, wypłacać wynagrodzenia. Sanacja wymaga ogromnego wkładu pracy i kapitału.

Kiedy wyjdziecie z sanacji, będzie pan spał spokojniej?

A myśli pani, że teraz mam z tym jakiś problem? Wprawdzie pierwszy rok był bardzo trudny, ale byliśmy silnie zdeterminowani i mocno wierzyliśmy, że wyprowadzimy biznes na prostą. Choć otoczenie nie pomagało, bo nie wszyscy w nas wierzyli.

Największe spółki z branży raczej spisały Action na straty.

I bardzo dobrze, bo dzięki temu nie byliśmy na świeczniku i mogliśmy spokojnie robić swoje. Nie doceniali nas, a to też mobilizuje.

Ale sytuacji nie ułatwiali wam podobno nawet wierzyciele, w tym banki.

Tak, mimo iż miały 100-proc. zabezpieczenie na towarze, ale nie wszystkie się od nas odwróciły.

Co się zmieni w praktyce, gdy spółka już nie będzie w sanacji?

Przede wszystkim podejście do nas. Dziś dostajemy informacje, że niektórzy z potencjalnych klientów chcieliby robić z nami interesy, ale nie mogą – czekają na zatwierdzenie układu, bo ich centrale zagraniczne nie zezwalają na współpracę z podmiotami będącymi w sanacji. Ja to rozumiem i nie naciskam, bo niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć. Ale to się zmieni, gdy układ będzie już zawarty. Chciałbym, żeby 2020 był rokiem Action.

CV

Piotr Bieliński ma ponaddwudziestoletnie doświadczenie na rynku IT. Jest współzałożycielem i prezesem grupy Action oraz pomysłodawcą większości zrealizowanych przez spółkę projektów, w tym utworzenia marki Activejet. Finalista konkursu EY „Przedsiębiorca Roku". Miłośnik sportu, a w szczególności kolarstwa. Dwa lata temu zajął pierwsze miejsce na dystansie 120 kilometrów w swojej kategorii wiekowej w zawodach Bike Challange w Poznaniu, co dało mu dziewiątą pozycję w klasyfikacji ogólnej wyścigu.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA