REKLAMA
REKLAMA

Kryptowaluty

Jarosław Grzywiński: Nie bójmy się sztucznej inteligencji

#PROSTOzPARKIETU. Jarosław Grzywiński: kryptowaluty będą metalami szlachetnymi rynku cyfrowego

Z wdrażaniem blockchain nie ma na co czekać, bo świat nas wyprzedzi - mówi Jarosław Grzywiński, współtwórca Instytutu Rynków Kapitałowych i Finansów, były prezes GPW, gość programu Andrzeja Steca.

Foto: parkiet.com

Nadchodzi rynek kapitałowy 4.0. Jak wtedy będą wyglądać giełdy?

Jarosław Grzywiński: Rynki kapitałowe na świecie idą nieodwracalnie w kierunku nowych technologii, big data, analizy danych, sztucznej inteligencji. Idzie to w kierunku platform tradingowych, które są elektroniczne, i globalizacji na rynku kapitałowym.

Tradycyjna giełda i cały system (regulator, biura maklerskie, banki, depozytariusze) to już przeszłość?

Giełdy stacjonarne aktywnie biorą udział w tej rewolucji technologicznej. Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd w 2018 r. otworzyła hub, który ma promować spółki innowacyjne i pomagać, aby blockchain stał się powszechnie stosowany. Giełdy stacjonarne, żeby przetrwać, muszą się zmieniać i iść w kierunku nowych technologii.

Jak to wygląda w Polsce? Stawiamy na kryptowaluty?

Nie można iść w tym kierunku szybko. Rynek kryptowalut pokazuje, że są tam choroby wieku dziecięcego. W przyszłości zostanie kilka mocnych kryptowalut, a cała reszta przestanie być istotna.

Na polskim rynku kapitałowym powinniśmy współpracować z europejskim nadzorem. ESMA dosyć dobrze diagnozuje te problemy, czasem ma bardziej kreatywne podejście do ich rozwiązywania niż amerykański nadzorca.

Z wdrażaniem blockchaina nie ma na co czekać, bo świat nas wyprzedzi. Mam nadzieję, że w latach 2020–2021 kryptowaluty to będą metale szlachetne rynku cyfrowego.

Żeby trafić do młodych inwestorów, powinniśmy pójść w stronę uproszczenia, aby w dwie sekundy można było kupić akcje przez smartfona? Czy lepiej zachować system rynku, który chroni uczestników rynku?

Regulacje muszą istnieć. Jednak jeżeli chcemy trafić do młodego inwestora, nieunikniony jest zakup akcji przez smartfona.

Europejski rynek kapitałowy nie jest przeregulowany?

Zdecydowanie tak, zwłaszcza po przepisach MiFID II. Rynek jest tak przeregulowany, że bardzo trudno namówić emitenta, aby pojawił się na rynku publicznym. Często otrzymujemy informacje, że boją się rynku kapitałowego ze względu na obowiązki, które trzeba spełniać.

Crowdfunding do niedawna nie miał regulacji i ładnie się rozwija.

Ten rynek budzi optymizm. Każda emisja to mniejsze lub większe zainteresowanie. Regulator powinien się starać, żeby nie wylać dziecka z kąpielą. Potrzebne są konsultacje z platformami crowdfundingowymi, żeby pochopnie nie wpisać kogoś na listę ostrzeżeń publicznych. Europejski nadzór przygotowuje na jesień dokument, który pokaże, że crowdfunding ma się różnić od typowej działalności maklerskiej, więc nie można wrzucać tego do jednego regulacyjnego worka.

Dobrze, że w Polsce jest limit 1 mln euro, ale to jest wciąż za mało. Emitenci crowdfundingowi twierdzą, że przydałoby się 2–4 mln euro, aby w ramach jednej emisji dało się finansować solidne biznesy.

Jak wyglądają tendencje crowdfundingowe na Zachodzie?

Wielka Brytania przeżywa boom. Tam jest kilkanaście bardzo rozwiniętych platform. W zeszłym roku w ramach equity crowdfundingu zebrano ok. 100 mln funtów. Są tam nawet polskie spółki, jak Hyper Poland.

Powinniśmy iść w kierunku międzynarodowych emisji crowdfundingowych. To jest kierunek dla unii rynków kapitałowych.

A co po takiej emisji crowdfundingowej? Powinniśmy stworzyć platformę, gdzie można obracać tymi papierami?

Tak. Trzeba stworzyć możliwość wtórnej płynności. Ważna jest też dematerializacja akcji na rynku niepublicznym. To jest milowy krok rozwoju tego rynku. Potrzebne są nowe narzędzia, które będą pomagały od strony technologicznej zarządzać całym procesem.

Warszawska giełda powinna się zaangażować w tym obszarze?

Giełda idzie w tym kierunku w jednej z inicjatyw strategicznych. Jest to dobry pomysł jako trzecia noga obok rynku głównego i NewConnect. Akcelerator crowdfundingowy jest dobrym pomysłem.

Które branże najczęściej pozyskują finansowanie w ten sposób?

W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych są kilka lat do przodu. Tam poszło to w kierunku technologicznym, fintechowym, e-medycyny, branży przyszłości. Z drugiej strony we Francji Carrefour robi raz do roku dużą emisję crowdfundingową, żeby zyskać nowych ambasadorów marek.

Polska jest rynkiem specyficznym. Z jednej strony mamy konserwatywne branże, jak piwowarską, odzieżową czy kluby sportowe. Nadchodzi sektor zaawansowanych technologicznie, czyli fintech, e-medycyna i wszystko związane z nowoczesną służbą zdrowia oraz badaniami klinicznymi. To jest dobry, wizjonerski kierunek.

Blockchain na polskim rynku kapitałowym rozwija się należycie? Mamy jednych z najlepszych informatyków. Nie wykorzystujemy tego potencjału. Powinniśmy ten potencjał wykorzystać na rynku blockchainowym.

Jesteśmy trzy–cztery lata za późno. Byliśmy na etapie piaskownicy regulacyjnej, teraz jesteśmy na początku drogi. Wszystkie karty są w ręku regulatora.

Jaki jest w tym potencjał?

Blockchain ma tak szerokie zastosowanie w biznesie, że branż jest co niemiara. W przypadku rynku kapitałowego to np. emisja obligacji. Blockchain to rewolucja w transparentnych emisjach obligacji.

Można go też wykorzystać w e-votingu, czyli procesie przeprowadzania walnych zgromadzeń. Są także kwestie transparentności transakcji czy budowania modeli sprzedażowych. Wielkie koncerny światowe, jak Amazon czy Google, żyją od dawna z analizy danych sprzedawanych dalej.

Popatrzmy na Litwę, Łotwę i Estonię. One są bardzo zaawansowane, podawane jako przykłady dla blockchaina. Tam poszło to w rynek instytucji publicznych. 95 proc. spraw załatwianych jest tam w ramach nowych technologii, nie wychodzi się z domu.

Kto powinien być w Polsce lokomotywą takich rozwiązań? Sektor publiczny, prywatny, instytucje finansowe, banki?

Liderem powinien być sektor publiczny. To powinien być podstawowy cel Ministerstwa Cyfryzacji.

W sektorze prywatnym już się to dzieje. Polskie spółki fintechowe i banki są podawane za wzory za granicą, nawet w Stanach Zjednoczonych, jako spółki, które bardzo dobrze implementują najnowsze rozwiązania technologiczne.

Pojawia się jeszcze kwestia cyberbezpieczeństwa. Nie możemy polegać jedynie na podmiotach prywatnych, potrzebny jest sektor publiczny.

Na giełdzie można wykorzystać sztuczną inteligencję?

W Ameryce sztuczna inteligencja jest wykorzystywana do selekcji potencjalnych emitentów, co bardzo przyspiesza ten proces.

Są pojęcia jak white box i black box. White box pozwala kolekcjonować wszystkie pozytywne informacje i kryteria, które możemy zastosować w dowolnej spółce. Black box jest jak czarna skrzynka w samolotach. Można tam zbierać np. informacje, że ktoś nie składa sprawozdań na czas lub nie wykupuje w terminie obligacji.

Nie bójmy się sztucznej inteligencji. Powinna pomóc rozwinąć się rynkom kapitałowym.

not. Grzegorz Balawender


Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA