Reklama

Turcja ponosi koszty wojny, której nie chciała

Gospodarka turecka odczuje skutki konfliktów przede wszystkim poprzez wzrost cen ropy. Jest jednak lepiej przygotowana na wstrząs energetyczny, niż była w 2022 roku. Jej gospodarka dotychczas szybko się rozwijała.
Turecki prezydent Recep Tayip Erdogan, ponoć rozważał przeprowadzenie przedterminowych wyborów parla

Recep Tayyip Erdogan

Turecki prezydent Recep Tayip Erdogan, ponoć rozważał przeprowadzenie przedterminowych wyborów parlamentarnych w 2027 r. Zawirowania w gospodarce mogą jednak sprawić, że ten plan zostanie porzucony

Foto: Reuters

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są główne ekonomiczne konsekwencje regionalnych konfliktów dla Turcji?
  • Jak Turcja radzi sobie z wyzwaniami związanymi z rynkiem energii i cenami surowców?
  • Jaką rolę kraj ten odgrywa w dynamicznie zmieniającej się sytuacji geopolitycznej regionu?
  • Czy sektor turystyczny Turcji może odnaleźć się w nowej, niepewnej rzeczywistości regionu?

Turcja była jednym z krajów, które na drodze dyplomatycznej próbowały zapobiec amerykańsko-izraelskiej wojnie z Iranem. Później, wraz z Pakistanem i Egiptem, pośredniczyła w negocjacjach pokojowych między administracją amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa a irańskim przewodniczącym parlamentu Mohammadem Bagherem Ghalibafem. Choć co najmniej trzykrotnie irańskie rakiety wlatywały w jej przestrzeń powietrzną (i na szczęście zostały zestrzelone, zanim wyrządziły szkody), Turcja zachowuje się wobec Iranu dosyć powściągliwie. Już wcześniej dawała do zrozumienia, że obawia się ekonomicznych skutków wojny i ewentualnego napływu fali uchodźców z Iranu. Tureckie władze wyraźnie też nie chcą, by w wyniku wojny wzrosła potęga Izraela. I trudno się temu dziwić, skoro niektórzy izraelscy politycy wskazują na Turcję jako kolejnego potencjalnego wroga państwa żydowskiego. Wcześniej Ankara mocno wspierała dyplomatycznie Palestyńczyków oraz pomogła sunnickim rebeliantom z organizacji HTS zdobyć władzę nad Syrią, co w Izraelu odebrano jako rozszerzenie tureckiej strefy wpływów w regionie prawie aż do podnóża Wzgórz Golan. Turcja jest również bardzo aktywna w Afryce i na Zakaukaziu, a do swoich bliskich sojuszników zalicza m.in. Katar i dysponujący bronią jądrową Pakistan. Ma też dobre relacje z administracją Trumpa i posiada jedną z największych armii w NATO. Ze zdaniem Ankary trzeba się więc liczyć, a Turcja posiada też wystarczające pole manewru, by móc od czasu do czasu ocieplać swoje relacje z Rosją i Chinami. Czy jednak towarzyszący wojnie wstrząs na rynku energii może sprawić, że pozycja Turcji się pogorszy?

Foto: Parkiet

Zagrożenie naftowe

Zależność Turcji od surowców energetycznych z Bliskiego Wschodu jest zaskakująco niewielka. Przed wojną Iran odpowiadał za jedną szóstą dostaw gazu dla gospodarki tureckiej, a Irak za również jedną szóstą dostaw ropy (które sięgały jednak tylko 0,2 mln baryłek dziennie). Turcja ponad połowę tych surowców energetycznych sprowadzała z Rosji, a kolejne kilkanaście proc. sprowadzano z Azerbejdżanu i Kazachstanu. Zagrożenie niedoborem ropy i gazu jest więc dla Turcji dosyć ograniczone. Zagrożenie może jednak stanowić wzrost cen ropy naftowej na światowych rynkach. Wygląda jednak na to, że Turcja jest obecnie lepiej przygotowana na ten problem niż była w 2022 r., podczas skoku cen surowców energetycznych związanego z wojną na Ukrainie.

Czytaj więcej

Czy gospodarka Ameryki wytrzyma wojnę?
Reklama
Reklama

– Zewnętrzne bilanse Turcji są wystarczająco silne, aby poradzić sobie z tymczasowym skokiem cen energii. Import netto energii wyniósł w 2025 r. 47 mld USD, czyli 3,0 proc. PKB, a całkowity deficyt rachunku bieżącego zamknął się na poziomie 1,6 proc. PKB. W stosunkowo łagodnym scenariuszu dla cen ropy (w którym będą wynosiły one średnio 80–90 USD za baryłkę w drugim kwartale i spadną z powrotem w kierunku 65 USD do końca roku) rachunek za import netto energii Turcji mógłby wzrosnąć o 0,5 proc. PKB w tym roku, pozostawiając deficyt rachunku bieżącego poniżej 3,0 proc. PKB. Pokrycie rezerw walutowych Turcji jest najsilniejsze od dłuższego czasu i daje Bankowi Centralnemu Republiki Turcji przestrzeń do przeciwdziałania presji na lirę – twierdzi Liam Peach, ekonomista z firmy badawczej Capital Economics.

– Jeśli cena Brent utrzyma się na obecnych poziomach do końca roku, deficyt rachunku bieżącego Turcji mógłby wzrosnąć o 18 miliardów dolarów, czyli około 1 proc. PKB – szacują analitycy Goldman Sachs.

Foto: Parkiet

Oczywiście, dłuższe i bardziej gwałtowne wstrząsy na rynku naftowym mogą bardziej zaszkodzić gospodarce tureckiej. Niezależny turecki ekonomista Mahfi Egilmez ostrzegł, że rosnące ceny ropy szybko przełożą się na koszty paliw, wydatki transportowe oraz koszty produkcji, nasilając presję inflacyjną i zwiększając popyt na waluty obce. Obliczył on, że każdy wzrost ceny ropy o 10 USD może zwiększyć deficyt rachunku bieżącego Turcji o co najmniej 2,5 miliarda dolarów i podnieść inflację o około 1 punkt procentowy. Deficyt rachunku bieżącego Turcji wyniósł w 2025 roku 25,2 miliarda dolarów. Inflacja konsumencka lekko przyspieszyła natomiast w lutym do 31,5 proc. (Szczyt osiągnęła w październiku 2022 r. na poziomie 85,5 proc.). 

Niepokój związany z konfliktem przyczynił się do odpływu kapitału z Turcji. Stambulski indeks giełdowy BIST 100 wszedł w korektę, tracąc 11 proc. od szczytu z lutego. (Pod koniec zeszłego tygodnia był jednak o około 13 proc. wyższy niż na początku roku i o ponad 30 proc. wyżej niż 12 miesięcy wcześniej.) Lira turecka od początku wojny straciła jednak tylko 0,5 proc. wobec dolara, czyli dużo mniej niż na przykład złoty. To skutek tego, że Bank Centralny Republiki Turcji interweniował już, by wspierać narodową walutę, a na swoim marcowym posiedzeniu utrzymał główną stopę procentową na poziomie 37 proc. Przerwał więc serię cięć trwającą od lipca 2025 r. Mehmet Simsek, minister finansów, przywrócił natomiast specjalny mechanizm podatkowy, chroniący konsumentów przed skokiem cen paliw.

Wojna tworzy też dla Turcji problemy w handlu z krajami regionu. Mustafa Gültepe, prezes Zgromadzenia Eksporterów Turcji (TIM), oświadczył, że turecki eksport do krajów Zatoki Perskiej spadł o około 40 proc. gospodarki zwolniły z powodu zakłóceń w liniach transportowych i gwałtownie rosnących kosztów logistyki – powiedział Gültepe. Dodał, że jeśli wojna się przedłuży, tureckie rynki zbytu w Europie – które odpowiadają za prawie połowę całego handlu zagranicznego – również zaczną wysychać.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Jak wojna USA z Iranem może zakłócić rozwój układów scalonych i AI

– Niższy eksport wywoła efekt domina w całej gospodarce. Wiele fabryk w sektorach petrochemicznym i opakowaniowym już wstrzymało produkcję i wysłało pracowników na urlopy, ponieważ nie mogą otrzymać surowców. Oznacza to spowolnienie produkcji polietylenu, opakowań i farb. Jeśli sytuacja się przedłuży, produkcja spowolni w wielu sektorach, a następnie spadnie PKB – powiedziała Iris Cibre, dyrektor ds. rynków finansowych i założycielka firmy Phoenix Consultancy.

Prognozy analityków dla gospodarki tureckiej są jednak, jak na razie, dosyć dobre. Mediana projekcji zebranych przez agencję Bloomberga, sugeruje, że tegoroczny wzrost gospodarczy wyniesie 3,5 proc. (po tym jak w 2025 r. sięgnął 3,6 proc.). Najwięksi pesymiści, czyli analitycy banku Intesa Sanpaolo, spodziewają się wzrostu o PKB Turcji o 2,2 proc. Najwięksi optymiści, czyli eksperci Deutsche Banku i QNB Finansbanku prognozują natomiast wzrost gospodarczy wynoszący 4,2 proc.

Bezpieczne wakacje?

Rosnące ceny ropy i wojna w regionie mogą też negatywnie wpłynąć na turecki sektor turystyczny. Wyższe ceny paliwa lotniczego mogą przyczynić się do wzrostu cen biletów lotniczych do popularnych tureckich kurortów. Część turystów może obawiać się też podróży do Turcji. Jak na razie pozostaje ona jednak krajem stosunkowo bezpiecznym na tle regionu. Część turystów może ją więc wybrać jako bezpieczną alternatywę wobec Izraela, Dubaju, Omanu czy kierunków dalekowschodnich.

Kwestia kurdyjska nadal wzbudza nerwowość w Ankarze

Zagrożeniem dla Turcji związanym z wojną jest również ewentualne wykorzystanie kurdyjskich separatystów przez USA lub Izrael do walki z irańskim reżimem. Tego typu pomysły były publicznie omawiane przez różnych polityków i ekspertów. Nie wzbudziły one jednak entuzjazmu ani wśród Kurdów, ani wśród irańskich opozycjonistów. Kurdowie z Iranu nie chcą się narażać na straty z irańskimi siłami bezpieczeństwa, jeśli nie będą mieć zapewnionych dostaw broni oraz wsparcia lotniczego. Partia Wolnego Życia Kurdystanu (PJAK), będąca irańską gałęzią Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) jest główną organizacją kurdyjskich separatystów w Iranie. Ta skrajnie lewicowa grupa nie jest na tyle liczna, by mogła samodzielnie zająć nawet jedną irańską prowincję. Liczy ona kilka tysięcy bojowników i ma dosyć słabe poparcie nawet wśród mniejszości kurdyjskiej. Irańscy Kurdowie, na demonstracjach wymierzonych w reżim, pojawiali się z dawnymi, monarchistycznymi flagami i wznosili okrzyki na rzecz dynastii Pahlavich rządzącej Iranem do 1979 r. Wykorzystanie separatystów z PJAK do walki z reżimem, zostałoby źle odebrane przez wielu zwykłych Irańczyków, opowiadających się za utrzymaniem integralności terytorialnej kraju. Separatyści raczej nie mogliby też liczyć na wsparcie władz irackiego Kurdystanu. Nechirvan Barzani, prezydent tego regionu autonomicznego, deklarował, że iraccy Kurdowie nie chcą się mieszać do wojny i oficjalnie złożył Iranowi kondolencje po śmierci najwyższego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego. Barzani (podobnie jak jego bliski krewny Masud Barzani, będący pierwszym prezydentem autonomicznego Kurdystanu) utrzymuje dobre relacje z Turcją, która jest ważnym odbiorcą ropy wydobywanej w irackim Kurdystanie. Hakan Fidan, turecki minister spraw zagranicznych, konsultował się z nim telefonicznie po tym, gdy zaczęły być dyskutowane publicznie pomysły wykorzystania Kurdów w walce przeciwko Iranowi. HK

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama