Reklama

Marzec to rekordowy miesiąc dla wzrostu cen ropy

Obawy przed dalszym zaostrzaniem się wojny na Bliskim Wschodzie doprowadziły do wyjątkowo dużych zwyżek na rynku naftowym. Ceny mogą się utrzymać.
Marzec to rekordowy miesiąc dla wzrostu cen ropy

Foto: AdobeStock

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie tendencje oraz rekordowe zmiany odnotowano ostatnio na globalnym rynku ropy naftowej?
  • Jakie konkretne działania militarne oraz dyplomatyczne kształtują obecną sytuację w regionie?
  • Jakie opcje strategiczne i działania są rozważane przez kluczowych aktorów politycznych?
  • Czy i w jaki sposób aktualne wydarzenia wpływają na rynki innych globalnych surowców?

Za  baryłkę ropy naftowej gatunku Brent płacono w poniedziałek po południu, w kontraktach na maj, 115 USD. Od końca lutego zdrożała ona o 58 proc. W szczycie z 9 marca płacono za nią 119,5 USD. Jeśli na rynku nie dojdzie w ciągu jednego dnia do ostrej przeceny, to marzec będzie rekordowy pod względem tempa wzrostu cen ropy. Dotychczasowy rekord został ustanowiony we wrześniu 1990 r., po tym gdy iracki dyktator Saddam Husajn najechał na Kuwejt. Wówczas, w ciągu miesiąca, cena ropy Brent skoczyła o 46 proc.

Ropa WTI, czyli gatunku dominującego na rynku amerykańskim, zdrożała natomiast od początku marca o 50 proc., czyli najmocniej od maja 2020 r. W poniedziałek za baryłkę tego surowca płacono 101 USD. W szczycie z 9 marca jej cena dochodziła natomiast do 119,48 USD.

Wojna prowadzona przez USA oraz Izrael przeciwko Iranowi wchodzi w piąty tydzień, a irański reżim nadal częściowo blokuje Cieśninę Ormuz. Do wojny przyłączyli się jemeńscy rebelianci Huti, wystrzeliwując rakiety w kierunku Izraela. Inwestorzy obawiają się, że będą oni ostrzeliwali statki w cieśninie Bab al-Mandab, oddzielającej Morze Czerwone od Zatoki Adeńskiej. Po wybuchu wojny Arabia Saudyjska przekierowała sporą część swojego eksportu ropy do terminali położonych nad Morzem Czerwonym, wysyłając tam nawet 7 mln baryłek surowca dziennie.

Foto: Parkiet

Reklama
Reklama

Prezydent USA Donald Trump powiedział w wywiadzie dla „Financial Timesa", że jego preferowaną opcją wobec Iranu byłoby „odebranie mu ropy”, porównując to do działań USA w Wenezueli, gdzie Waszyngton skutecznie przejął kontrolę nad sektorem naftowym tego kraju po schwytaniu jego przywódcy Nicolasa Maduro.

„Pentagon przygotowuje się do tygodni operacji lądowych w Iranie, powiedzieli urzędnicy USA, w miarę jak tysiące amerykańskich żołnierzy i marines przybywa na Bliski Wschód„ - donosił w weekend ”Washington Post". Dziennik ten wskazuje, że plany były opracowywane od co najmniej kilku tygodni, a potencjalna operacja lądowa nie byłaby równoznaczna z pełnoskalową inwazją i mogłaby zamiast tego obejmować rajdy przeprowadzane przez mieszankę sił specjalnych i zwykłych oddziałów piechoty.

Czytaj więcej

Na stacjach paliw ceny benzyn i diesla spadną po kilkanaście procent

David Roche, strateg w firmie Quantum Strategy, stwierdził, że rynki coraz bardziej uwzględniają bardziej agresywną reakcję USA, w tym możliwość interwencni lądowej oraz przejęcia kluczowego irańskiego hubu eksportowego na wyspie Chark, przez którą płynie około 90 proc. irańskiej ropy. Taki krok, jak ostrzegł, skutecznie odciąłby Iranowi przychody w dolarach, ale ryzykowałby wywołaniem pełnej eskalacji, gdyż Teheran prawdopodobnie odpowiedziałby atakami na kluczową infrastrukturę w Zatoce Perskiej.

W poniedziałek Trump zagroził Iranowi zniszczeniem jego infrastruktury naftowej. „Stany Zjednoczone Ameryki prowadzą poważne rozmowy z nowym, bardziej rozsądnym reżimem w celu zakończenia naszych operacji wojskowych w Iranie. Osiągnięto duży postęp, ale jeśli z jakiegokolwiek powodu porozumienie nie zostanie wkrótce zawarte (choć prawdopodobnie tak się stanie) i jeśli Cieśnina Ormuz nie zostanie natychmiast „otwarta dla biznesu”, zakończymy nasz miły „pobyt” w Iranie, wysadzając w powietrze i całkowicie niszcząc wszystkie ich elektrownie, szyby naftowe oraz wyspę Chark (a być może także wszystkie zakłady odsalania!), których celowo jeszcze nie tknęliśmy" - napisał prezydent USA w swojej sieci społecznościowej Truth Social. Wcześniej Iran zaatakował elektrownię oraz zakład odsalania wody morskiej w Kuwejcie. 

Foto: Parkiet

Reklama
Reklama

 -  Data 6 kwietnia może okazać się kluczowa dla scenariuszy wojny z Iranem. USA nie ukrywają, że przygotowują się do scenariusza operacji lądowej w Iranie, chociaż opcja dyplomatyczna nadal pozostaje na stole – ale strony chyba coraz mniej w nią wierzą (w tym momencie). Stąd też tryb risk-off nadal się utrzymuje  - przypomina Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ.

- Rynek niemal całkowicie zdyskontował perspektywę wynegocjowanego zakończenia wojny, mimo zapewnień Trumpa o trwających „bezpośrednich i pośrednich” rozmowach z Iranem, i przygotowuje się na gwałtowną eskalację działań wojskowych. Jest to sygnał wzrostowy dla ropy naftowej, przy ogromnych niepewnościach co do terminu i charakteru ostatecznego rozstrzygnięcia – wskazuje Vandana Hari, założycielka firmy badawczej Vanda Insights.

Wojna na Bliskim Wschodzie podniosła nie tylko ceny ropy i gazu ziemnego. W poniedziałek drożało aluminium, po tym jak Iran zaatakował zakłady produkujące ten metal w Bahrajnie i ZEA. Kontrakty terminowe na aluminium drożały w poniedziałek po południu o 5 proc.  do 3453 USD za tonę. Nieco wcześniej, w ciągu sesji, ich cena dochodziła do 3492 USD za tonę. Dla porównania, historyczny rekord cen aluminium wynosił 4073,5 USD za tonę w marcu 2022 roku, wkrótce po inwazji Rosji na Ukrainę. "Ataki Iranu na zakłady produkujące aluminium na Bliskim Wschodzie grożą pogrążeniem kruchego rynku w kryzysie i zwiększają prawdopodobieństwo osiągnięcia rekordowych cen. Wpływ konfliktu jest wzmocniony przez to, że ograniczenia produkcji w innych regionach doprowadziły do erozji globalnych zapasów, pozostawiając rynek z bardzo niewielkim buforem na wstrząsy" - napisali analitycy firmy Britannia Global Markets.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama