Gospodarka - Kraj

Stopy bez zmian do 2017 r.?

Większość ekonomistów nadal oczekuje, że w II połowie 2016 r. RPP zacznie podwyższać stopy. Coraz częściej słychać jednak opinie, że koszt kredytu pozostanie rekordowo niski aż do 2017 r.

Jerzy Osiatyński to jedyny spośród obecnych członków RPP, który pozostanie w tym gremium w najbliższych latach. Obecnie jest on zwolennikiem rozważenia kolejnej obniżki stóp.

Foto: Archiwum

W ciągu dwóch tygodni rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Polski zmalała o 0,4 pkt proc., do niespełna 2,7 proc. To jeden z przejawów zmiany oczekiwań rynkowych co do terminu podwyżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, wywołanej przeceną ropy naftowej, serią rozczarowujących danych z polskiej gospodarki oraz deprecjacją juana, która może wzmocnić tendencje deflacyjne na świecie.

Wprawdzie wśród ekonomistów od kilku miesięcy niezmiennie dominuje pogląd, że RPP podwyższy stopy procentowe w II połowie 2016 r. – najprawdopodobniej dwa razy, do 2 proc. – coraz więcej z nich liczy się z tym, że polityka pieniężna nie zostanie zmieniona aż do 2017 r. Dyskutowany jest też scenariusz jeszcze jednej obniżki stopy referencyjnej NBP, choć uchodzi za mało prawdopodobny.

Więcej gołębi w Radzie

RPP po raz ostatni zmieniła główną stopę procentową w marcu, gdy obniżyła ją do rekordowo niskiego poziomu 1,50 proc. Zadeklarowała wówczas, że to kończy cykl łagodzenia polityki pieniężnej. Od tego czasu wśród ekonomistów panuje zgoda, że w obecnym składzie – tzn. do pierwszych dwóch miesięcy 2016 r., gdy wymienionych zostanie ośmiu z dziesięciu członków tego gremium – RPP stóp już nie ruszy.

Jakie nastawienie będzie miała Rada w nowym składzie, trudno wyrokować, ale większość ekonomistów sądzi, że będzie w niej więcej gołębi (zwolenników luźniejszej polityki pieniężnej) niż obecnie. Co więcej, Jerzy Osiatyński, który będzie jedynym ogniwem na dłużej łączącym starą i nową RPP (jego sześcioletnia kadencja kończy się w 2019 r.; kadencja prezesa NBP Marka Belki upływa w czerwcu 2016 r.), na początku tego tygodnia powiedział, że „jest gotów sprawdzić, czy istnieje przestrzeń do obniżek stóp". Argumentem za obniżeniem kosztu kredytu może być w jego ocenie deprecjacja juana, która za pośrednictwem cen eksportowanych z Chin towarów może rodzić presję deflacyjną na świecie, przecena ropy naftowej oraz łagodzenie polityki pieniężnej przez Europejski Bank Centralny.

Obniżki mało realne

Jak zauważył w czwartkowym komentarzu Adam Antoniak, ekonomista banku Pekao, rynek kontraktów terminowych na stopę procentową (FRA) już wycenia ryzyko spadku stóp procentowych w drugiej połowie 2016 r., ale ekonomiści uważają taki scenariusz za nierealny.

– Spadek cen ropy rzeczywiście był znaczący, ale mamy suszę, która może podbić ceny żywności. Z kolei wzrost PKB, choć w II kwartale zwolnił, utrzymał się wyraźnie powyżej 3 proc., czyli powyżej obecnego potencjału polskiej gospodarki. A po jesiennych wyborach parlamentarnych gospodarka dostanie bodziec fiskalny w postaci zwiększonej redystrybucji, choć trudno teraz oceniać skalę tego efektu – powiedział „Parkietowi" Michał Dybuła, główny ekonomista banku BGŻ BNP Paribas.

W piątek GUS podał, że w II kw. PKB powiększył się o 3,3 proc. rok do roku, podczas gdy ekonomiści spodziewali się wzrostu tego wskaźnika o 3,6 proc., tak jak w I kw. W tym tygodniu ukazało się zaś wiele rozczarowujących danych dotyczących koniunktury w lipcu.

– Scenariusz obniżki stóp wydaje się mało prawdopodobny. By został zrealizowany, musiałyby zaistnieć dwa z trzech warunków: obniżenie trajektorii PKB, wydłużenie deflacji na 2016 r. oraz wybór ekonomistów o niemainstreamowych poglądach do RPP – wskazuje Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku. W jego ocenie dane napływające z polskiej gospodarki nie pozwalają mówić o spowolnieniu, tylko o stabilizacji wzrostu.

Politycy dadzą i zabiorą

Z tym, że obniżki stóp są nierealne, zgadza się Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Pod wpływem ostatnich informacji zrewidował jednak prognozy zakładające jedną podwyżkę stóp w IV kw. 2016 r. Obecnie sądzi, że do końca 2016 r. koszt kredytu się nie zmieni. Tego samego zdania są m.in. ekonomiści PKO BP i Banku Pocztowego, a grono to się rozszerza.

– Do niedawna oczekiwaliśmy, że wzrost PKB będzie stopniowo przyspieszał i pod wpływem powyborczego impulsu fiskalnego dojdzie do 4 proc. Teraz sądzimy, że impuls ten stępić może osłabienie akcji kredytowej wskutek obciążenia banków kosztami przewalutowania kredytów oraz – być może – dodatkowym podatkiem – tłumaczy Benecki. Jak dodaje, oczekiwane przyspieszenie wzrostu polskiej gospodarki stało się mniej realne wskutek spowolnienia w Chinach, co przekłada się na koniunkturę w Niemczech.

Część ekonomistów, m.in. z Pekao, podtrzymuje na razie prognozy, że w II połowie br. wzrost PKB w Polsce przyspieszy, a w II połowie 2016 r. rozpocznie się cykl zaostrzania polityki pieniężnej. Przyznają, że scenariusz ten będzie wymagał rewizji, jeśli dane z najbliższych miesięcy pokażą, że spadek tempa wzrostu PKB w II kw. nie był przejściowy.

Powiązane artykuły