REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka - Kraj

Inflacja wkrótce ruszy w dół

Gościem Grzegorza Siemionczyka w środowym wydaniu „Prosto z parkietu” była Agata Filipowicz-Rybicka, główna ekonomistka Alior Banku.
Foto: parkiet.com

Na wtorkowym posiedzeniu rząd przyjął założenia makroekonomiczne do budżetu na 2021 r. Oczekuje m.in., że po spadku o 4,6 proc. w tym roku, w przyszłym PKB odbije się o 4 proc. To by oznaczało, że w przyszłym roku aktywność w gospodarce nie wróci jeszcze do poziomu z 2019 r. Czy ten pesymizm jest uzasadniony?

Ten scenariusz faktycznie jest dość konserwatywny na tle prognoz dominujących na rynku, także naszych. Z drugiej strony opublikowane niedawno prognozy NBP wskazywały na ponad 5-proc. spadek PKB. W praktyce perspektywy gospodarki będą zależały głównie od tego, jak będzie ewoluowała sytuacja epidemiczna. Może rząd wolał przyjąć takie założenia, żeby nie być zaskoczonym żadnym scenariuszem. Natomiast na rynku po ostatnich danych, dotyczących produkcji i sprzedaży detalicznej w czerwcu, jest nieco więcej optymizmu. Dominują prognozy spadku PKB w br. o mniej niż 4 proc.

Te prognozy uwzględniają planowane już działania stymulacyjne. To oznacza, że rząd nie wierzy w to, aby udało mu się rozruszać inwestycje przedsiębiorstw, których oczekiwane załamanie to również główna przyczyna pesymizmu NBP. Załamanie inwestycji firm jest przesądzone?

Tarcza antykryzysowa, tarcza finansowa i inne formy pomocy dla firm nie mają tak szybkiego przełożenia na gospodarkę, jak te rozwiązania, które chroniły miejsca pracy. Te ostatnie spowodowały, że niepokój konsumentów zmalał, a konsumpcja nie była tak długo odraczana jak inwestycje. Pomoc dla firm na razie powoduje głównie wzrost ich depozytów. To się nie zmieni dopóty, dopóki firmy będą miały obawy o przyszłość. W Polsce sytuacja epidemiczna jest dość stabilna, ale trudno uznać, że ryzyko zostało zażegnane. W innych krajach Europy sytuacja epidemiczna się zaś pogarsza. Niepewność wśród firm zorientowanych na eksport jest więc duża. Według szybkiego monitoringu NBP (badania ankietowe wśród firm – red.) przedsiębiorstwa nie mają przekonania, że popyt na ich produkty i usługi szybko się odbuduje. Aż dwie trzecie z nich sądzi, że powrót do normalności sprzed Covid-19 to perspektywa dwóch, trzech kwartałów. Odbicia inwestycji przedsiębiorstw można się spodziewać najwcześniej w przyszłym roku. Ubytek częściowo będzie zasypywany inwestycjami publicznymi, ale to również jest raczej perspektywa kolejnych lat.

W świetle tego, co pani mówi, najlepszym pomysłem na rozruszanie gospodarki jest pobudzenie konsumpcji. Może więc decyzja rządu, aby w 2021 r. płaca minimalna wzrosła do 2800 zł brutto z 2600 zł w br., jest słuszna, choć organizacje przedsiębiorców ją krytykują?

Obawy przedsiębiorców są uzasadnione. Prognozowany na ten rok wzrost przeciętnego wynagrodzenia to około 3 proc. To oznacza, że płaca minimalna wzrośnie bardziej, o około 7 proc. Wprawdzie przed pandemią przedsiębiorcy mogli spodziewać się jeszcze szybszego wzrostu płacy minimalnej, ale z drugiej strony ta podwyżka najmocniej uderzy w firmy usługowe, które są bardziej poszkodowane. Natomiast historia uczy, że faktycznie wszelkie dodatkowe dochody, które trafiają do gospodarstw domowych, szybko się przekładają na impuls popytowy dla gospodarki. Stymulowanie konsumpcji będzie więc przynosiło pożądane efekty.

Czy rząd ma rację, zakładając, że recesja zdławi inflację, która zmaleje w 2021 r. do około 1,8 proc., z ponad 3 proc. w br.? Prognozy NBP są podobne, ale ostatnie dane sprawiają, że trudno w to uwierzyć.

Podwyższona inflacja, którą obserwujemy w tym roku, to częściowo efekt jednorazowych czynników, takich jak podwyżki cen prądu, opłat wywozu śmieci i akcyzy. W ostatnich miesiącach inflację podbijały z kolei ceny w kategoriach bazowych (tzn. innych niż żywność, paliwo i energia). Firmy próbowały odrabiać utracone w trakcie zamrożenia gospodarki przychody. Trudno jednak oczekiwać, aby to zjawisko mogło się utrzymać w dłuższym terminie. Zmiany na rynku pracy nie są tak ostre, jak się można było obawiać, ale zatrudnienie jednak maleje, a stopa bezrobocia rośnie. Można oczekiwać, że popyt na dobra i usługi zmaleje. To będzie zadziała na ścieżkę inflacji. A w przyszłym roku na inflację będzie wpływał ujemnie także efekt wysokiej bazy odniesienia. Dużą niewiadomą są ceny żywności. W ub.r. wyskoczyły w górę, ale w tym roku nie ma tak silnej suszy, jak się obawiano. W przypadku cen ropy naftowej oczekiwane jest odbicie, ale raczej nie do poziomu sprzed pandemii. Wydaje się więc, że więcej jest obecnie czynników, które spowodują presję na spadek inflacji niż takich, które mogą ją napędzać. Moim zdaniem z końcem roku inflacja wróci w okolice celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. – red.).

Ostatnie dni przyniosły wyraźne umocnienie złotego, pomimo nie najlepszych nastrojów na rynkach finansowych i pomimo wakacji, gdy polska waluta zwykle traci na wartości. Co stało za siłą złotego?

Na zachowanie złotego wpływają przede wszystkim czynniki globalne. Na świecie mamy do czynienia z bardzo silnymi działaniami stymulacyjnymi banków centralnych. To przekłada się na wzrost apetytu na ryzyko, co sprzyja wszystkim walutom z rynków wschodzących. Do tego słabnie dolar, a złoty w takich okolicznościach zwykle zyskuje (także wobec euro – red.). Mimo że w USA pakiet stymulacyjny rządu i banku centralnego wydaje się większy niż w strefie euro, to sytuacja epidemiczna tam jest gorsza. Dodatkowo w UE zapadło porozumienie w sprawie funduszu odbudowy, co premiowało euro. Na tym zyskiwał też złoty, a dodatkowo mieliśmy wysyp korzystnych danych dotyczących stanu gospodarki w czerwcu.

Czy to umocnienie złotego mogłoby popchnąć RPP do dalszego łagodzenia polityki pieniężnej? Rada w ostatnich komunikatach wskazywała, że zbyt mocny złoty może spowalniać ożywienie gospodarcze.

Taka retoryka wśród członków RPP faktycznie się pojawiała. Ale ze wszystkich analiz, także publikowanych przez NBP, wynika, że obecny poziom kursu złotego nie jest problemem ani dla eksporterów, ani dla importerów, jest bliski kursu równowagi. Trudno więc prognozować, że sam kurs może być impulsem do zmian polityki pieniężnej.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA