Gospodarka - Kraj

Inflacja poniżej celu NBP pierwszy i ostatni raz w tym roku

Indeks cen konsumpcyjnych wzrósł w lutym o 2,4 proc. rok o roku. Niższej inflacji w tym roku raczej już nie zobaczymy, nawet jeśli spowodowane przez pandemię zmiany w strukturze konsumpcji będą ją tłumiły.
Foto: Bloomberg

Indeks cen konsumpcyjnych (CPI), główna miara inflacji w Polsce, wzrósł w lutym o 2,4 proc. rok do roku, po 2,6 proc. w styczniu. Do wyhamowania inflacji przyczyniły się m.in. wywołane przez pandemię zmiany w strukturze wydatków konsumpcyjnych Polaków. Ten czynnik będzie jeszcze przez jakiś czas tłumił inflację, ale mimo to ekonomiści powszechnie spodziewają się w najbliższych miesiącach jej wzrostu. Przeciętnie przewidują, że w 2021 r. CPI będzie rósł w tempie około 3 proc. rocznie, po 3,4 proc. w 2020 r.

Usługi pchają inflację

Luty był dopiero drugim od miesiącem od maja 2019 r. z inflacją poniżej celu Narodowego Banku Polskiego (2,5 proc.). Poprzednim był grudzień 2020 r. To niespodzianka, bo ankietowani przez „Parkiet" ekonomiści przeciętnie szacowali, że CPI w lutym wzrósł o 2,5 lub 2,6 proc. rok do roku. Za punkt wyjścia przyjmowali jednak styczniową zwyżkę tego wskaźnika o 2,7 proc. Tymczasem GUS w poniedziałek podał, że inflacja w styczniu wynosiła 2,6 proc.

Podobnie jak w poprzednich miesiącach, kołem zamachowym inflacji były w lutym ceny usług, które wzrosły o 7 proc. rok do roku. To wprawdzie nieco mniej niż w styczniu, gdy podskoczyły o 7,4 proc., ale podobnie jak średnio w 2020 r. (6,9 proc.). Z kolei ceny towarów wzrosły w lutym o 1,1 proc. rok do roku, tak jak w styczniu i wyraźnie mniej niż średnio w 2020 (2,1 proc.).

Wśród usług szczególnie mocno, o 50 proc., podrożały usługi finansowe. O niemal 37 proc. wzrosły ceny wywozu śmieci.

Nowe zwyczaje zakupowe

Rewizja styczniowego odczytu inflacji wiązała się z doroczną aktualizacją składu CPI, którą GUS ogłasza właśnie w marcu. Skład CPI ma odzwierciedlać strukturę wydatków statystycznego gospodarstwa domowego z poprzedniego roku. A w 2020 r., ze względu na pandemię, zmiany wzorców konsumpcyjnych były wyjątkowo duże.

Foto: GG Parkiet

Szczególnie mocno, z 25,2 do 27,8 proc., zwiększył się udział w CPI cen żywności i napojów bezalkoholowych. To konsekwencja tego, że w ub.r. żywność wyraźnie podrożała (o około 5 proc.), ale przede wszystkim tego, że przez dużą część ub.r. usługi gastronomiczne były dostępne w ograniczonym zakresie. Z tego samego powodu waga cen usług gastronomicznych i hotelarskich w CPI zmalała do 4,6 proc. z 6,1 proc. w ub.r. Pandemiczne ograniczenia aktywności ekonomicznej doprowadziły też w ub.r. do wyraźnego spadku wydatków na rekreację i kulturę (patrz wykres), a mniejsza mobilność i załamanie cen ropy naftowej ograniczyły wydatki na transport. Jednocześnie podwyżki cen energii elektrycznej oraz odbioru śmieci podwyższyły wydatki na utrzymanie mieszkań.

Odbicie od niskiej bazy

Zmiany wag w koszyku CPI mają znaczenie dla ścieżki inflacji. Wiele wskazuje na to, że w tym roku żywność będzie drożała wolniej niż w ubiegłym, a jednocześnie wpływ jej cen na dynamikę CPI będzie większy. To będzie więc ograniczało inflację. W lutym ceny żywności wzrosły o zaledwie 0,1 proc. rok do roku – najmniej od pięciu lat – po 0,5 proc. w styczniu i 5 proc. średnio w 2020 r.

Po ubiegłorocznym spadku w tym roku dojdzie natomiast do odbicia cen paliw, których wpływ na dynamikę CPI zmalał. Już w lutym spadek cen paliw do prywatnych środków transportu wyhamował do 3,7 proc. rok do roku, z 7,4 proc. w styczniu.

Ekonomiści szacują, że gdyby nie zmiany w strukturze CPI, mierzona tym wskaźnikiem inflacja byłaby w lutym o około 0,1 pkt proc. wyższa (tak jak w styczniu przed rewizją). – Zmiana koszyka inflacyjnego, a w szczególności spadek udziału usług, może spowodować, że ewentualny wzrost cen usług, możliwy w momencie zniesienia restrykcji epidemicznych, będzie miał mniejszy wpływ na wskaźnik inflacji – dodaje Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Te efekty nie będą jednak na tyle silne, aby powstrzymać wzrost inflacji w kolejnych miesiącach. Ekonomiści z banku Santander, którzy formułowali najcelniejsze prognozy inflacji w 2020 r., spodziewają się, że już w kwietniu CPI wzrośnie o 3 proc., a w maju o 3,5 proc. rok do roku. Będzie to głównie efekt wzrostu cen paliw w związku z odbiciem notowań ropy naftowej i niską bazą odniesienia sprzed roku. Średnio w br. inflacja według nich wyniesie 3 proc.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.