Fundusze inwestycyjne TFI

Komu i za co płacą uczestnicy funduszy

Największy udział w kosztach ponoszonych przez europejskich inwestorów ma wynagrodzenie za zarządzanie, jednak jest to kwota niższa niż suma opłat dla pośredników i administracyjnych.
Foto: Adobestock

EFAMA, organizacja zrzeszająca środowisko funduszy inwestycyjnych w Europie, przyjrzała się strukturze kosztów, jakie ponoszą uczestnicy w związku z inwestycjami w tego typu produkty.

Najwięcej na wynagrodzenie

Około 41 proc. całkowitych kosztów ponoszonych przez inwestorów funduszy otwartych trafia do zarządzających funduszami. – Oznacza to, że większa część kosztów związana jest z administracją, usługami depozytariusza i dystrybutorów – komentuje Bernard Delbecque, ekspert EFAMA. Z raportu EMFA wynika także, że średni koszt inwestycji w aktywnie zarządzane fundusze wynosi obecnie 1,68 proc. Opłaty różnią się jednak w zależności od rodzaju funduszu otwartego. W przypadku funduszy akcji jest to 1,96 proc. Fundusze mieszane pobierają przeciętnie około 1,76 proc., a dłużne 1,34 proc.

Największy udział w opłatach ma wynagrodzenie dla zarządzających, natomiast około 38 proc. trafia do dystrybutorów w ramach usług doradztwa i pośrednictwa. Jak podaje EFAMA, zdarzają się przypadki, gdzie wynagrodzenie to stanowi mniej niż jedną trzecia kosztów, ale również i takie, gdzie ponad połowę. Za pozostałe 21 proc. kosztów odpowiadają m.in. opłaty administracyjne oraz za depozytariusza.

Z opracowania EFAMA wynika, że inwestycja w fundusz w skali roku kosztuje średnio 1,04 proc. Oczywiście fundusze pasywne mają niższe koszty, ponieważ skupiają się na śledzeniu indeksu. Dystrybutorzy oferujący tego typu produkty otrzymują około 38 proc. opłat ponoszonych przez klientów, czyli podobnie jak w przypadku funduszy zarządzanych aktywnie. – Raport pokazuje również, że fundusze inwestycyjne, w których koszty dystrybucji i doradztwa są wliczone opłaty płacone zarządzającym funduszami, niekoniecznie są droższe niż fundusze, w których takie koszty są wydzielone – komentuje Tanguy van de Werve, dyrektor generalny EFAMA.

Zmiany w krajowym rynku

Kwestie opłat ponoszonych przez klientów, a także mechanizmy ich rozliczania są wciąż otwarte w Polsce. Rewolucję w tym obszarze miało wnieść odejście od z góry ustalonych proporcji podziału opłat za zarządzanie między TFI i dystrybutorów. Na to miejsce wszedł model oparty na tzw. zachętach. Zgodnie z założeniem w ramach opłat za zarządzanie klienci funduszy mieli płacić za jasno wskazane usługi, mające podnosić jakość ich obsługi. Tymczasem według szacunków przedstawicieli prywatnych TFI proporcje w dzieleniu się opłatami za zarządzanie nie zmieniły się w porównaniu np. z 2019 r. Do TFI trafia około 50 proc. opłat, jednak z tych środków ponoszą jeszcze koszty związane z działalnością funduszy.

Polskie fundusze są droższe dla uczestników, ale od przyszłego roku sporo zmieni się w zakresie opłat. Wraz z początkiem stycznia TFI zaktualizują cenniki opłat stałych. Zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa Finansów fundusze będą mogły pobierać maksymalnie 2 proc. z aktywów netto w skali roku. Dodatkowo TFI dopasują do europejskich wytycznych zasady pobierania opłat za wyniki funduszy, które najczęściej są naliczane, gdy fundusz radzi sobie lepiej od benchmarku. Jedną z głównych zmian będzie naliczanie opłaty za wyniki na koniec roku kalendarzowego, „co zapewnia spójność okresu wypłaty opłaty za wyniki ze zwyczajowym okresem oceny wyników inwestycyjnych". Obecnie niektóre towarzystwa naliczają opłatę za wynik częściej, np. w okresach kwartalnych. Drugą jest wprowadzenie pięcioletniego okresu odniesienia stóp zwrotu funduszu, który TFI będą musiały przeanalizować, by pobrać opłatę za wynik.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.