Felietony

Zarządzanie ryzykiem w spółce giełdowej

Po akcji „kasyno” prestiż spółki giełdowej jest coraz mniejszy,
a niskie stopy procentowe i niskie wyceny emitentów powodują,
że nie opłaca się emitować nowych akcji.

Mirosław Kachniewski prezes zarządu, SEG

Foto: Archiwum

Każde przedsięwzięcie gospodarcze obciążone jest ryzykiem. W przypadku spółek giełdowych tych ryzyk jest zdecydowanie więcej. Do niedawna były one rekompensowane korzyściami wynikającymi z obecności na giełdzie, jednak w ostatnich latach czynniki natury ekonomicznej i regulacyjnej sprawiły, iż relacja ta staje się coraz bardziej niekorzystna.

Poza zagrożeniami, jakie czyhają na „normalne" przedsiębiorstwa, spółki giełdowe narażone są na dodatkowe ryzyka wynikające z faktu notowania. Możemy je podzielić na „przejrzystościowe" oraz regulacyjne. Dodatkowo wyróżnić można ryzyka indukowane, które wprost nie są widoczne, ale mogą się ujawnić w związku z powyższymi i mieć dla spółki, członków jej władz i inwestorów bardzo poważne konsekwencje.

Pierwsza grupa ryzyk wiąże się z koniecznością ujawniania na swój temat coraz większego zakresu informacji. Są one bardzo ważne dla inwestorów, ale jednocześnie bardzo ułatwiają życie konkurencji. Im głębiej bowiem wchodzimy w dane związane z prowadzeniem biznesu i na im wcześniejszym etapie dane te musimy podawać do publicznej wiadomości, tym trudniej jest utrzymać konkurencyjność i zarobić pieniądze dla akcjonariuszy. Dodatkowo od tego roku emitenci zobowiązani są do raportowania ryzyk w pięciu nowych obszarach: środowiska naturalnego, poszanowania praw człowieka, przeciwdziałania korupcji, spraw społecznych i pracowniczych, co jeszcze bardziej narazi ich na konkurencję ze strony podmiotów nienotowanych.

Druga grupa to ryzyka regulacyjne. Dotyczą one konieczności spełniania coraz bardziej wymagających i coraz bardziej irracjonalnych obowiązków. Jeśli spółka z NewConnect jest poddana takim samym wymogom co największe koncerny notowane w Londynie czy we Frankfurcie, to gołym okiem widać, że wymogi te są przesadnie wysokie. Dla wielu spółek realna staje się konieczność dokonywania bardzo trudnego wyboru – czy koncentrować się na generowaniu zysku dla akcjonariuszy czy też na spełnianiu wymogów regulacyjnych. Bo przecież jeśli poświęci się zasoby na zgodność z regulacjami, to nie będzie zysków do podziału. A z kolei jeśli zaniedbanie spełniania wymogów regulacyjnych doprowadzi do nałożenia sankcji, to wówczas również akcjonariusze za to zapłacą. Ta iście diabelska alternatywa powoduje, że inwestorom coraz trudniej będzie liczyć na zyski. Niektórzy uważają, iż można problem ten rozwiązać, nakładając sankcje na menedżerów jako osoby fizyczne, ale za nie również na końcu i tak muszą zapłacić inwestorzy – czy to w postaci wyższych kosztów polis, czy wyższych wynagrodzeń, czy wreszcie niższej jakości menedżerów.

Do tego wszystkiego dochodzą nam jeszcze ryzyka indukowane, wynikające z przejrzystości informacyjnej spółek. Chodzi tu o konsekwencje, jakie mogą wyniknąć np. ze złej sytuacji spółki. Wówczas emitent zobowiązany jest sam siebie wepchnąć na równię pochyłą poprzez konieczność publikacji stosownego komunikatu dla inwestorów. Rezultaty takiego działania mogliśmy oglądać wielokrotnie – natychmiastowe odcięcie kredytów, dostawy tylko za gotówkę, odbiorcy stają się mniej lojalni, najlepsi pracownicy opuszczają tonący okręt, najczęściej zachęcani do tego przez podmioty konkurencyjne.

W dużej przejrzystości może się czaić jeszcze jedno ryzyko – wystąpienia w roli idealnego targetu do kontroli skarbowych. Wszak w przypadku spółki giełdowej wszystko jest podane na tacy – wyniki finansowe za wiele okresów, łatwe do porównania pomiędzy poszczególnymi latami i spółkami, aż się chce szukać. Oczywiście wskazane powyżej ryzyka występowały także wcześniej. Problem w tym, że w ostatnim czasie coraz bardziej się one nasilają. A jednocześnie znikają korzyści natury wizerunkowej i ekonomicznej, które rekompensowały te niedogodności. Po akcji „kasyno" prestiż spółki giełdowej jest coraz mniejszy, a niskie stopy procentowe i niskie wyceny emitentów powodują, że nie opłaca się emitować nowych akcji. Matematycznie bardziej opłacalne jest finansowanie rozwoju kredytami bankowymi. Z korzyści ekonomicznych pozostała już tylko możliwość względnie prostego i taniego emitowania obligacji, ale spółki rzadko z tego korzystają, gdyż finansowanie bankowe jest najczęściej tańsze (choć bardziej niebezpieczne).

Zależność pomiędzy zyskiem a ryzykiem znana jest każdemu uczestnikowi rynku kapitałowego. Tak istotne podniesienie ryzyka emitentów musi zostać zrównoważone podniesieniem zysków, a jeśli tak się nie stanie, to dojdzie do odpływu inwestorów na rynki nieregulowane, gdzie – paradoksalnie – ryzyk dla inwestorów jest mniej. W czasach, kiedy notowanie się opłacało, „przypływ" na giełdę miał charakter sektorowy – jeśli jedna ze spółek sektora się na to zdecydowała i okazało się to korzystne, to szły na giełdę kolejne. Obecnie mamy do czynienia z ruchem w drugim kierunku – jeśli jedna spółka z branży zdecyduje się na delisting, to idą za nią następne. Jeśli szybko nie przerwiemy tego procesu, to konsekwencje dla rynku mogą być bardzo poważne.

O zarządzaniu ryzykiem rozmawiają uczestnicy VI Kongresu CFO Spółek Giełdowych SEG. Więcej informacji na stronie www.seg.org.pl

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.