Felietony

DAX po tym, jak utyje, ma być zdrowszy

Większa liczba uczestników indeksu DAX może się przeło-żyć na parametry determinujące atrakcyjność instrumentów pochodnych na ten wskaźnik.

dr Tomasz Wiśniewski, wicedyrektor działu produktów informacyjnych i wskaźników, GPW

Foto: materiały prasowe

Podczas kwartalnej zmiany liczba uczestników indeksu niemieckich blue chips wzrośnie z 30 do 40 spółek. Zmiana ta jest skutkiem zdarzeń z ostatnich 12 miesięcy. Nowy indeks pojawi się już w poniedziałek.

Niespełna rok temu na całym rynku kapitałowym głośnym echem odbiła się informacja dotycząca manipulacji finansowych spółki Wirecard, ówczesnego uczestnika indeksu DAX. Zgodnie z obowiązującymi wtedy regulacjami nie było jednak możliwości usunięcia akcji tej firmy z indeksu. Udało się to dopiero po trzech miesiącach w wyniku wprowadzenia odpowiednich modyfikacji w metodyce samego indeksu – po prostu wcześniej takie działania regulacyjne były niemożliwe.

Operator niemieckiej giełdy poszedł przy tej okazji za ciosem i przeprowadził konsultacje wśród inwestorów w sprawie zwiększenia liczby uczestników indeksu, dodania w procesie kwalifikacji spółek do indeksu danych finansowych, uwzględniania kryteriów ESG oraz wykluczenia spółek z branż kontrowersyjnych. W wyniku tych konsultacji giełda zdecydowała się na dodanie wymogów finansowych oraz zwiększenie liczby uczestników DAX do 40 spółek. W zakresie danych finansowych wprowadzono wymóg rentowności: uczestnikami indeksu mogą być spółki z dodatnią EBITDA w ciągu co najmniej ostatnich dwóch lat.

Zwiększenie liczby uczestników indeksu ma na celu również lepsze odwzorowanie struktury niemieckiej giełdy. Warto podkreślić, że mimo ewolucji listy uczestników w ostatnich latach w DAX nadal silnie reprezentowane są takie sektory, jak banki, chemia oraz producenci samochodów, firmy przemysłowe i farmaceutyczne, a jedyną firmą zajmującą się produkcją oprogramowania jest SAP. Z kolei nowymi uczestnikami są m.in. Airbus, Zalando, HelloFresh, Siemens Healthineers, Qiagen czy Symrise. Są to firmy, które reprezentują nowoczesne modele sprzedaży ale również coraz popularniejszą wśród inwestorów branżę biotechnologii. Oczekuje się, że spółki te wzmocnią wizerunek DAX jako wskaźnika branż cieszących się rosnącą popularnością wśród inwestorów.

Decyzje o zwiększeniu liczby uczestników głównego wskaźnika danego rynku są podejmowane przez giełdy czy firmy publikujące indeksy niezmiernie rzadko. W przeszłości miały miejsce m.in. na giełdach w Hongkongu i we Włoszech. Tego typu zmiany bowiem nie tylko powodują wzrost liczby instrumentów w portfelu indeksu, ale przede wszystkim mają duży wpływ na instrumenty finansowe bazujące na tym wskaźniku. Warto więc spojrzeć na tę zmianę jeszcze z tej perspektywy.

Większa liczba uczestników indeksu DAX może się przełożyć na parametry determinujące atrakcyjność instrumentów pochodnych na ten wskaźnik. Najprawdopodobniej będzie prowadziła do mniejszej zmienności, co jest ważnym kryterium dla inwestujących w derywaty. W tym przypadku mówimy o indeksie, którego wolumen obrotu kontraktami w sierpniu wyniósł 1,3 mln sztuk, zaś obrót opcjami to 1 mln instrumentów. Warto przypomnieć, że zwiększenie przez giełdę w Mediolanie liczby uczestników indeksu MIB z 30 do 40 spółek w 2004 roku skutkowało czasowym spadkiem wolumenu obrotu i liczby otwartych pozycji derywatami.

Z kolei emitenci funduszy pasywnych, w tym ETF-ów, będą dążyć do zreplikowania portfela instrumentu bazowego, co może skutkować czasowym wzrostem obrotu akcjami dziesięciu nowych spółek. Trudno jednak powiedzieć, czy zjawisko to będzie miało bardziej trwały charakter.

W związku z planowanymi zmianami dla giełdy we Frankfurcie najważniejsze są teraz edukacja i komunikacja z uczestnikami rynku na temat ich zakresu, harmonogramu i skutków. Inwestorzy nie powinni odczuć ich wpływu.

Z perspektywy wyników inwestycyjnych DAX wygląda jednak całkiem nieźle. Roczna stopa zwrotu z inwestycji od 1988 roku, a więc uruchomienia tego wskaźnika, wyniosła 8,6 proc. Podobny wynik można było osiągnąć, inwestując w FTSE 100, zaś amerykański S&P 500 w porównywalnym okresie dał zarobić inwestorom około 11 proc. Na tym tle szczególnie dobrze wygląda rodzimy WIG, który od kwietnia 1991 roku do końca sierpnia tego roku osiągnął roczną stopę zwrotu na poziomie 15 proc.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.