Felietony

Pod znakiem GetBacku

Morowe nastroje na Catalyst jeszcze lepiej obrazuje liczba nowych emitentów. W I kwartale, w którym o problemach GetBacku nie było jeszcze głośno, zadebiutowały na nim dwie spółki. Natomiast w II kwartale debiutantów nie było w ogóle, co nie wydarzyło się jeszcze nigdy w historii rynku.

Krzysztof Dziubiński, CFA DM Navigator

Foto: materiały prasowe

Chcąc podsumować I półrocze na rynku Catalyst, nie sposób nie zacząć od największego defaultu w historii rynku. Z ponad 2,5 mld zł obligacji wyemitowanych przez GetBack instrumentów notowanych na Catalyst było „zaledwie" 520 mln zł. Aby jednak zrozumieć skalę ciosu dla rynku, proszę sobie wyobrazić, że łączna wartość wszystkich defaultów na Catalyst od 2013 r. wynosi niewiele ponad 700 mln zł.

Problemy wrocławskiej spółki zainfekowały cały rynek poprzez ogólny wzrost awersji do obligacji korporacyjnych, co bezpośrednio skutkowało spadkiem wycen obligacji innych emitentów. Z tych bardziej znaczących można wspomnieć o OT Logistics, ZM Henryk Kania czy Murapol. W I półroczu kapitał odpływał również z funduszy. O ile w lutym fundusze polskich obligacji korporacyjnych posiadały rekordowo wysokie aktywa, o tyle od marca, w którym to o problemach GetBacku zrobiło się naprawdę głośno, ich saldo aktywów z każdym miesiącem regularnie topniało.

W efekcie w II kwartale liczba emisji zdecydowanie się zmniejszyła w porównaniu zarówno z I kwartałem 2018 r., jak i analogicznym kwartałem 2017 r. Afera odbija się w szczególności na branży windykacyjnej, w której żadna z największych spółek od kwietnia nie wyemitowała nowych obligacji.

Problemy z pozyskaniem inwestorów dotykają jednak także innych branż, w tym największej na Catalyst – deweloperskiej. Ghelamco, które nieznacznie podbiło marżę w czerwcowej emisji w stosunku do poprzednich, pozyskało zaledwie 9 mln zł przy ofercie na 66 mln zł. Również Capital Park czy Robyg pomimo podniesienia marży nie były w stanie w całości uplasować oferty. Mimo ewidentnego negatywnego nastawienia do obligacji są też emitenci, którzy w pogetbackowej rzeczywistości są w stanie uplasować emisje w całości. Są to firmy albo o najwyższej wiarygodności, jak Orlen czy Atal, albo takie, które istotnie podwyższyły kupon.

Minorowe nastroje na Catalyst jeszcze lepiej obrazuje liczba nowych emitentów. W I kwartale, w którym o problemach GetBacku nie było jeszcze głośno, zadebiutowały na nim dwie spółki. Natomiast w II kwartale debiutantów nie było w ogóle, co nie wydarzyło się jeszcze nigdy w historii rynku. Dla porównania w I półroczu 2017 r. rynek powitał dziesięciu nowych emitentów – tyle samo, ile w I półroczu 2016 r.

Sporo w I półroczu działo się również w sferze regulacyjnej. Uchwalona została nowela ustawy o obrocie, która ma poprawić ochronę inwestorów w procesie oferowania instrumentów finansowych poprzez wyeliminowanie podmiotów do tego nieuprawnionych. W odpowiedzi na sytuację z GetBackiem Komisja Nadzoru Finansowego przedstawiła również pomysły zaostrzenia innych regulacji, w tym pomysł ograniczenia ofert prywatnych do 149 inwestorów w skali całego roku. O ile pobudki nadzorcy do tego typu działań są oczywiście słuszne, o tyle uważam, że tak drastyczne zaostrzenie przepisów nie jest potrzebne. Przy Ministerstwie Finansów powstaje zespół roboczy, który ma dyskutować nad zmianami regulacji rynku obligacji, natomiast w mojej ocenie kluczowa jest przede wszystkim szybka egzekucja obowiązujących już zasad rynku.

Jednak nie samym GetBackiem rynek żył w pierwszym półroczu. W czerwcu gorąco zrobiło się wokół Murapolu. Jego obligacje zaliczyły w czerwcu i na początku lipca bardzo dużą przecenę. Po serii komunikatów spółki, m.in. o sprzedaży aktywów nieoperacyjnych, obligacje odbiły od dna.

Pomimo bardzo negatywnych nastrojów w II kwartale należy podkreślić, że rynek obligacji w Polsce od powstania Catalyst dziewięć lat temu rozwijał się niezwykle dynamicznie, co pokazuje, iż jest bardzo potrzebnym elementem gospodarki. Na koniec czerwca łączna wartość notowanych emisji obligacji korporacyjnych wynosiła rekordowe 46,8 mld zł. W ciągu ostatniego roku wartość ta wzrosła o prawie 7,5 mld zł, a w ciągu ostatnich pięciu lat o ponad 25 mld zł. Pomimo tak intensywnego rozwoju polski rynek obligacji korporacyjnych i tak jest daleko w tyle za rynkami zachodnimi.

Jak również pokazuje historia rozwoju Catalyst, są w Polsce branże, dla których obligacje są wręcz niezbędnym narzędziem do pozyskiwania kapitału, np. branża deweloperska, która w dużej mierze dzięki obligacjom była w stanie w ostatnich latach tak urosnąć. Rekordowo niskie stopy procentowe sprawiają, że popyt na mieszkania utrzymuje się na wysokim poziomie, więc firmy cały czas będą potrzebowały kapitału na inwestycje i refinansowanie zadłużenia. Z pewnością w dalszym ciągu obligacje będą chciały emitować również spółki windykacyjne czy pożyczkowe.

Dlatego pomimo dużego ciosu dla rynku uważam, że kiedy kurz po GetBacku opadnie, rynek obligacji wróci na ścieżkę wzrostu. Jak natomiast pokazuje historia, afery często uzdrawiają sytuację na rynku, ponieważ z jednej strony inwestorzy odzyskują zdrowy rozsądek, a z drugiej wzmaga się aktywność nadzorcy, a tym samym maleje aktywność nieuczciwych sprzedawców. Obligacje korporacyjne są integralną częścią rozwiniętych rynków kapitałowych i są po prostu firmom potrzebne, natomiast aktywność na tym rynku osób fizycznych, które nie mają wiedzy i doświadczenia, powinna odbywać się poprzez inwestycje w fundusze inwestycyjne, profesjonalnie zarządzane i dywersyfikujące ryzyko defaultu pojedynczego emitenta.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.