Sprawa została zainicjowana przez prokuratora generalnego Teksasu Kena Paxtona oraz 10 innych stanów i dotyczyła wykorzystywania inicjatyw zrównoważonego inwestowania do manipulowania rynkiem węgla oraz wywierania wpływu na produkcję sektora energetycznego w USA. Co ciekawe, w pozwie wymieniono również dwie inne globalne firmy: BlackRock i State Street, które jednak ugody nie zawarły i stanowczo odrzucają stawiane im zarzuty. Na mocy ugody Vanguard nie może nakłaniać spółek portfelowych do redukcji emisji ani używać groźby sprzedaży akcji jako narzędzia nacisku. Zobowiązał się również do opuszczenia PRI oraz do zaoferowania inwestorom większej elastyczności w głosowaniach pełnomocniczych.
Obecna sytuacja jest co prawda ograniczona do jednego podmiotu, może jednak być podstawą do szerszej dyskusji na temat roli największych firm zarządzających aktywami w realizacji polityk klimatycznych. Dla BlackRock i State Street to wyraźny sygnał ostrzegawczy. Nawet jeśli obie firmy nie zdecydowały się na ugodę, sprawa może skłonić je do gruntownego przeglądu praktyk stosowanych w głosowaniach, szczególnie tych związanych z klimatem. Należy podkreślać, że obydwie firmy są głównymi akcjonariuszami większości spółek notowanych na największych giełdach świata. W przypadku zmiany ich podejścia do czynników ESG może dojść do ograniczenia presji na spółki energetyczne w kierunku transformacji klimatycznej, osłabienia globalnych inicjatyw klimatycznych oraz przejścia na mniej aktywne zaangażowanie w głosowaniach akcjonariatu.
O ile w Stanach Zjednoczonych narasta fala niechęci wobec ESG, o tyle w Europie zjawisko to nie ulega zmianie. Europejskie fundusze emerytalne nie tylko utrzymują zobowiązania ESG, ale coraz aktywniej egzekwują je od swoich zewnętrznych zarządzających i nie wahają się wypowiadać umów tym podmiotom, które odstępują od tych standardów. Takie decyzje podjęły w ostatnim czasie brytyjski People’s Pension oraz holenderski fundusz PME, które wycofały środki zarządzane przez BlackRock.
Sprawa Vanguarda wskazuje na jeszcze jedną ważną zależność. Banki, fundusze inwestycyjne oraz fundusze emerytalne od lat wskazują, że zmiany klimatu mają realne przełożenie na długoterminowe wyniki spółek, a tym samym portfeli. Niestety zjawisko to w ostatnim czasie zaczyna się różnić w Europie i Stanach Zjednoczonych. Z perspektywy rynków kapitałowych może to oznaczać, że aktywność największych funduszy może ulec wyraźnemu osłabieniu po stronie amerykańskiej, przy jednoczesnym wzroście presji europejskich inwestorów instytucjonalnych. W nowych realiach firmy inwestycyjne będą zmuszone do precyzyjniejszego komunikowania celów ESG, oddzielając zarządzanie ryzykiem klimatycznym od działań, które mogłyby być interpretowane jako wpływanie na rynek. To wszystko będzie wreszcie prowadzić do polaryzacji geograficznej: europejski kapitał instytucjonalny konsekwentnie preferuje zarządzających przestrzegających standardów ESG, podczas gdy w USA dominuje narracja deregulacyjna. Dla spółek notowanych na obu rynkach jednocześnie oznacza to konieczność prowadzenia podwójnej narracji i budowania elastycznej strategii komunikacji z inwestorami. Firmy i inwestorzy, którzy zrozumieją tę asymetrię jako pierwsi, zyskają realną przewagę strategiczną w dostosowaniu swoich działań do nowej, dwutorowej rzeczywistości rynkowej.