Reklama

Specyficzna kultura regulacyjna

Od lat piszę o nadmiarowych i niepotrzebnych regulacjach rynku kapitałowego, ale okazuje się to dużo szerszym problemem. Jeśli przyjrzymy się bliżej – że tak się śmiesznie wyrażę – kulturze regulacyjnej, dojdziemy do wniosku, że opresja regulacyjna traktowana jest jako panaceum na bardzo wiele problemów.

Publikacja: 12.03.2026 06:00

Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych

Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych

Foto: parkiet.tv

Analizując zmiany do ustawy o zarządzaniu kryzysowym doszedłem do wniosku, że chyba w każdym obszarze mamy do czynienia z podobną zasadą: „im bardziej jesteś użyteczny, tym będziesz miał trudniej”. W tym konkretnym przypadku sprowadza się to do następującego przekazu: „droga spółko, jesteś dla nas bardzo ważna, nie możemy bez ciebie żyć, w związku z czym mamy dla ciebie nowe regulacje, wymogi i sankcje”.

Jeśli jakieś przedsiębiorstwo będzie dla naszego kraju na tyle ważne, że zostanie uznane za część infrastruktury krytycznej, zobowiązane zostanie do opracowania specjalnych planów operacyjnych i rzecz jasna, do osiągnięcia gotowości ich wdrożenia. A przecież, gdyby od tego podejść od drugiej strony – jeśli wykażesz, że jesteś dla nas ważny, damy ci ochronę kontrwywiadowczą, ochronę w przypadku zamieszek, pierwszeństwo w dostępie do surowców, to osiągnęlibyśmy cel, jakim jest zachowanie ciągłości funkcjonowania kluczowych przedsiębiorstw, w długim okresie w dużo prostszy sposób.

Podobny proces zachodzi na rynku kapitałowym. Emitenci generują bardzo konkretne korzyści dla społeczeństwa i gospodarki, co w konkretny sposób utrudnia prowadzenie biznesu i konkretnie obniża ich konkurencyjność. Przejrzystość informacyjna to bardzo realny koszt, bynajmniej nie ograniczony do działań związanych z generowaniem różnego rodzaju raportów. Często największym problemem jest sam fakt ujawienia tych danych dla zaspokojenia potrzeb informacyjnych uczestników rynku. Ale dla nienotowanej konkurencji raporty takie są prawdziwą kopalnią wiedzy.

Prowadzenie działalności gospodarczej przy otwartej kurtynie ma też inną poważną konsekwencję – emitent musi wszystko robić bardziej poprawnie. Nie może sobie pozwolić na wiele „skrótów biznesowych”, gdyż ryzyko ich ujawnienia jest bardzo wysokie. Najlepiej ilustruje to wypowiedź jednego z prezesów, którą usłyszałem przy prowadzeniu badania kosztów i korzyści związanych z notowaniem: „coś, co każdy by zrobił w ramach normalnej działalności gospodarczej, nie przechodzi w spółce publicznej”.

Wracając do korzyści generowanych przez emitentów – są one lustrzanym odbiciem wskazanych powyżej niedogodności i polegają na zwiększeniu przejrzystości i bezpieczeństwa obrotu gospodarczego, stosowaniu relatywnie wysokich standardów środowiskowych i społecznych oraz na zwiększeniu bazy podatkowej (nie tylko dlatego, że spółki giełdowe są jedyną grupą podmiotów, którym zależy na wykazaniu jak największego zysku, ale też dlatego, że ich kontrahenci muszą funkcjonować w bardziej przejrzysty sposób). I za generowanie tych korzyści emitenci nie otrzymują żadnej rekompensaty. Jeśli zmuszani są do realizacji tych usług za darmo, to oczywiście nie chcą tego robić i opuszczają giełdę ze szkodą dla całej gospodarki i szerzej – społeczeństwa. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdy emitent jest kryształowo uczciwy, ale na tle pozostałych przedsiębiorców, czy tego chce, czy nie chce, musi zachowywać się przyzwoiciej i żal byłoby to stracić.

Reklama
Reklama

Co w takim razie państwo powinno dać emitentom w zamian za generowanie powyższych korzyści? Pierwsza odpowiedź sama się nasuwa – skoro płacą stosunkowo wyższe podatki, to może powinni liczyć na preferencyjne traktowanie. Ale znajdziemy wiele innych, może nawet jeszcze bardziej uzasadnionych merytorycznie korzyści. Np. preferencje we wszelkiego rodzaju zamówieniach publicznych, bo tu mielibyśmy do czynienia nie tylko z rekompensatą za ponoszenie kosztów przejrzystości informacyjnej, ale także z lepszym wykorzystaniem środków publicznych (unijnych i krajowych). Gdyby te pieniądze były wydawane w bardziej przejrzysty sposób, z większą dbałością o zachowanie standardów środowiskowych, społecznych czy pracowniczych, to wszyscy byśmy na tym skorzystali.

Kiedy zgłosiłem powyższą koncepcję na forum naszej unijnej organizacji EuropeanIssuers, aż zaroiło się od pomysłów. Część z nich tak oczywistych, że aż dziw bierze, że dotychczas nie zostały zrealizowane, jak np. zaliczenie wszelkich wydatków związanych z obecnością na regulowanym rynku kapitałowym do kosztów uzyskania przychodów. Przecież tu nie mielibyśmy nawet do czynienia z żadną preferencją podatkową, tylko z usunięciem dyskryminacji.

Wygląda zatem na to, że tak specyficznie pojmowana kultura regulacyjna jest zjawiskiem daleko wykraczającym poza granice Polski. Że wszędzie tam, gdzie regulator ma możliwość narzucenia swojej woli, wybiera rozwiązanie pozornie najprostsze – zastraszyć zamiast zachęcić. Niestety, ta pozorność szybko wychodzi na jaw, bo nikt nie lubi być zastraszany. I w długim okresie, mamy wymogi, sankcje i aparat nadzoru nad stosowaniem danej regulacji, zamiast osiągnięcia celu regulacyjnego za pomocą zachęt.

Felietony
Zająć z góry upatrzone pozycje
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
Nowoczesne finanse, decyzje finansowe w świecie algorytmów – jak zachować kontrolę
Felietony
Czy zmiana wskaźnika WIBOR na POLSTR to zmiana na lepsze?
Felietony
Kiedy korygować sprawozdawczość zrównoważonego rozwoju w trybie raportu bieżącego?
Materiał Promocyjny
Partnerstwo na rzecz życzliwości – wspólne działanie ponad branżami
Felietony
Opóźnianie walnego zgromadzenia
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online? Rozwijaj logistykę z Abonamentem dla firm na paczki
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama