Analizując zmiany do ustawy o zarządzaniu kryzysowym doszedłem do wniosku, że chyba w każdym obszarze mamy do czynienia z podobną zasadą: „im bardziej jesteś użyteczny, tym będziesz miał trudniej”. W tym konkretnym przypadku sprowadza się to do następującego przekazu: „droga spółko, jesteś dla nas bardzo ważna, nie możemy bez ciebie żyć, w związku z czym mamy dla ciebie nowe regulacje, wymogi i sankcje”.
Jeśli jakieś przedsiębiorstwo będzie dla naszego kraju na tyle ważne, że zostanie uznane za część infrastruktury krytycznej, zobowiązane zostanie do opracowania specjalnych planów operacyjnych i rzecz jasna, do osiągnięcia gotowości ich wdrożenia. A przecież, gdyby od tego podejść od drugiej strony – jeśli wykażesz, że jesteś dla nas ważny, damy ci ochronę kontrwywiadowczą, ochronę w przypadku zamieszek, pierwszeństwo w dostępie do surowców, to osiągnęlibyśmy cel, jakim jest zachowanie ciągłości funkcjonowania kluczowych przedsiębiorstw, w długim okresie w dużo prostszy sposób.
Podobny proces zachodzi na rynku kapitałowym. Emitenci generują bardzo konkretne korzyści dla społeczeństwa i gospodarki, co w konkretny sposób utrudnia prowadzenie biznesu i konkretnie obniża ich konkurencyjność. Przejrzystość informacyjna to bardzo realny koszt, bynajmniej nie ograniczony do działań związanych z generowaniem różnego rodzaju raportów. Często największym problemem jest sam fakt ujawienia tych danych dla zaspokojenia potrzeb informacyjnych uczestników rynku. Ale dla nienotowanej konkurencji raporty takie są prawdziwą kopalnią wiedzy.
Prowadzenie działalności gospodarczej przy otwartej kurtynie ma też inną poważną konsekwencję – emitent musi wszystko robić bardziej poprawnie. Nie może sobie pozwolić na wiele „skrótów biznesowych”, gdyż ryzyko ich ujawnienia jest bardzo wysokie. Najlepiej ilustruje to wypowiedź jednego z prezesów, którą usłyszałem przy prowadzeniu badania kosztów i korzyści związanych z notowaniem: „coś, co każdy by zrobił w ramach normalnej działalności gospodarczej, nie przechodzi w spółce publicznej”.
Wracając do korzyści generowanych przez emitentów – są one lustrzanym odbiciem wskazanych powyżej niedogodności i polegają na zwiększeniu przejrzystości i bezpieczeństwa obrotu gospodarczego, stosowaniu relatywnie wysokich standardów środowiskowych i społecznych oraz na zwiększeniu bazy podatkowej (nie tylko dlatego, że spółki giełdowe są jedyną grupą podmiotów, którym zależy na wykazaniu jak największego zysku, ale też dlatego, że ich kontrahenci muszą funkcjonować w bardziej przejrzysty sposób). I za generowanie tych korzyści emitenci nie otrzymują żadnej rekompensaty. Jeśli zmuszani są do realizacji tych usług za darmo, to oczywiście nie chcą tego robić i opuszczają giełdę ze szkodą dla całej gospodarki i szerzej – społeczeństwa. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdy emitent jest kryształowo uczciwy, ale na tle pozostałych przedsiębiorców, czy tego chce, czy nie chce, musi zachowywać się przyzwoiciej i żal byłoby to stracić.